Nawigacja

Wczytywanie mapy i śladu GPX...

Ischgl - Greispitze. MTB w austriackim Tyrolu

Ischgl to znany austriacki kurort narciarski. Znany nie tylko z bliskiego sąsiedztwa szczytów górskich i wysokości przekraczającej 3000 m. n.p.m., ale także z koncertów gwiazd muzyki i wizyt celebrytów. Zimą ten region pęka w szwach. Poza sezonem narciarskim robi się trochę luźniej, ale i tak nie brakuje osób uprawiających turystykę pieszą i rowerową. Powstała tutaj sieć szlaków rowerowych nazwana Silvretta Bike Arena Ischgl/Samnau

Znajdziemy tu nie tylko zjazdy wygładzonymi bandami i trasy DH. Możemy także wznieść się z rowerem górskim dosłownie na niespotykany w innych miejscach poziom. 

Samo miasteczko wygląda jak jeden z wielu zatłoczonych alpejskich kurortów. Aż się prosi, żeby wyjechać na rowerze poza miasto, albo bardziej dosłownie ponad dolinę. Większość tutejszych hoteli oferuje usługę Silvretta Card umożliwiającą nieograniczone korzystanie z otwartych wyciągów krzesełkowych i gondoli w regionach Paznaun, Samnaun oraz Montafon/Brandnertal.

Jeśli ktoś nie może się doczekać, żeby zobaczyć całą okolicę z góry, może podjechać kolejką do stacji Idalp na wysokosci 2250 m. lub do stacji pośredniej na 1600m. i stąd zacząć podniebną wyprawę.

Można oczywiście zrobić sobie rozgrzewkę od samego dołu i dojechać do Idalp szerokim i miejscami dość asfaltem.

Końcowy fragment podjazdu pod stację kolejki Idalp
Końcowy fragment podjazdu pod stację kolejki Idalp

To jest dobre miejsce na krótki odpoczynek z pięknym widokiem na dolinę. Jest to też jedyne miejsce na trasie z punktem gastronomicznym, więc jest to ostatnie moment na mocne espresso.

Z tego miejsca zaczyna się prawdziwa wspinaczka. Jedziemy górską ścieżką w kierunku szczytu Greitspitz na granicy Austrii i Szwajcarii o wysokości 2870 m. Po drodze można poczuć dyskomfort związany z rozrzedzonym powietrzem. Oprócz stromego nachylenia trzeba też włożyć trochę wyśiłku w utrzymanie równowagi, bo ścieżka miejscami robi się węższa i trochę nie równa, ale trasa jest w pełni bezpieczna.

Na szczycie zaczyna się singiel, którego nie znajdziemy w żadnym bike parku. Jedziemy wąską, wijącą się ścieżką wzdłuż górskich grani z widokiem na Austrię i Szwajcarię. Obie strony są tak samo piękne, ale trzeba też patrzyć pod koła, bo miejscami robi się bardzo wąsko. Ścieżka jest raczej bezpieczna, ale mimo wszystko trzeba utrzymać wysoką koncentrację. 

Jadąc tym spektakularnym singlem kierujemy się w stronę masywu Palinkopf. Ścieżka powoli staje się bardziej łagodna, miejscami można się rozpędzić, ale zdażają się ciasne zakręty. Gdzieniegdzie przyglądają mi się krowy na górskich pastwiskach.

Chwilę później zaczyna się drugie danie dzisiejszej rowerowej uczty. Podjazd na Palinkopf ma trochę inny charakter. Ścieżka szutrową jest dość szeroka, ale miejscami jest bardzo stroma. Trzeba przepychać korby. Widoki trochę inne, ale cały czas wspaniałe. Szczyt objeżdżamy prawą stroną, ale jak ktoś ma jeszcze petardę pod nogą, to można wjechać na sam szczyt Palinkopf o wysokości 2864 m.

Tutaj nie ma żadnej infrastruktury turystycznej. Można zjeść i wypić tylko to co się samemu przywiezie. Ale już czas na kolejne rowerowe przeżycia. Tym razem kilkaset metrów szeroką drogą szutrową w dół, gdzie można bezpiecznie bić rekordy prędkości, ale zaraz trzeba wychamować przed wjazdem na kolejny singiel. Tym razem zjeżdżamy powoli lekkim pump trackiem z zakrętami czyli luźna, przyjemna zabawa. 

Dalej kontynuujemy zjazd. Trochę asfaltu, trochę szutru, jakaś ścieżka wzdłuż strumyka. Już czas , żeby kierować się do hotelu. Po przejechaniu tej trasy wrażeń będzie pod korek.