Po zdobyciu Śnieżnika przyszedł czas na odwiedziny w Górach Sowich. Na miejsce startu wybraliśmy Bielawę, która leży całkiem niedaleko Wrocławia i jednocześnie wchodzi w skład Strefy MTB Sudety — systemu sprzyjającego turystyce rowerowej.
Bielawa to popularna miejscowość, która niejednokrotnie gościła maratony MTB. Podjazdy pod Wielką czy Małą Sowę oraz Kalenice powtarzały się tamtejszych wyścigach w różnych konfiguarcjach, zahaczając o inne wymagające i charakterystyczne w tej okolicy szlaki.
Na Wielką Sowę można się wybrać z różnych stron. Świeżo w pamięci mam ubiegłoroczną wycieczkę ze startem w Srebrnej Górze (na trasie: Srebrna Góra - Kalenica - Wielka Sowa i trasy Enduro Srebrna Góra).
Tym razem wystartowaliśmy z Bielawy, wybierając na początek jeden z typowo maratonowych podjazdów, który doprowadził nas do charakterystycznego skrzyżowania Trzy Buki. Chcąc zdobyć po drodze Kalenicę, zdecydowaliśmy się sprawdzić fragment trasy "Czarna Bielawa" ze Stefy MTB Sudety. To był dość stromy, kamienisty odcinek, którym dotarliśmy do "Żółta Bielawa". Ten był łagodniejszy i wiódł nas do Bielawskiej Polany.
O tej porze roku przejazd przez Kalenicę i Słoneczą to czysta poezja. Kolorowe liście i przyjemne promienie słońca sprawiały, że wymagające korzenie i stromizny pokonywaliśmy z wielką radością.

Zjechaliśmy szybko w dół na Zimną Polankę i przez Rymarz dotarliśmy do Przełęczy Jugowskiej.
Na Wielką Sowę wybraliśmy wersję chyba najbardziej tradycyjny wariant. Najpierw szeroką, widokową szutrówką do Koziego Siodła, a dalej po kamienistym Głownym Szlakiem Sudeckim na szczyt. To chyba najbardziej oblegany szlak w tych górach, więc kluczyliśmy między turystami, próbując jednocześnie znaleźć dobrą linię jazdy pośród luźnych kamieni. Na szczycie tłoczno, więc zrobiliśmy tylko pamiątkową fotkę pod wieżą i ruszyliśmy dalej w stronę Małej Sowy. Ten szczyt jest niemalże niezauważalny — przejechaliśmy tuż pod nim, nawet nie rejestrując miejsca, w którym ewentualnie należałoby odbić na sam wierzchołek.
Po kamienistym zjeździe odbiliśmy w lewo w stronę Schroniska Sowa. Kontynuowaliśmy zjazd "Czarną Bielawą" aż do Przełęczy Jugowskiej.
Do Bielawy zjeżdżaliśmy przyjemną szutrówką, ciesząc się resztkami jesiennego słońca i podziwiając piękne widoki dookoła.

Jesienią góry potrafią być naprawdę bajeczne.

Na koniec odkryliśmy fragment schowanego w lesie singla. Po dojeździe do Leśnego Dworka, skręcamy w lewo na szutrówkę i zaraz jak się kończy płot, trzeba znaleźć wąską ścieżkę w prawo. Z początku czeka nas mała ścianka, ale chwilę później kontynuujemy jazdę trawersem, przecinając lasek. Tak dojechaliśmy do szerokiej szutrówki, która doprowadziła nas z powrotem w miejsce startu.