Nawigacja

Blog: Michalina Ziółkowska

Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB w Górach Izerskich na koniec sezonu

W ostatnim starcie tego sezonu, walcząc o Mistrzostwo Polski w Maratonie MTB, zostawiłam na ścieżkach Gór Izerskich wszystko, co miałam. Pięć i pół godziny walki na ponad stukilometrowej trasie starczyło na 4. miejsce, tuż za podium. Nie przypuszczałam, że akurat te góry mogą mi kiedyś przynieść tyle radości na zakończenie sezonu.

Zawsze wydawało mi się, że te ciągnące się izerskie szutry oraz długie, monotonne proste wymagają "wielkiego kopyta" i dużej dynamiki. Tego akurat trochę mi brakuje – szczególnie po długiej rehabilitacji kolana. Zdecydowanie wolę ciężki, techniczny i typowo górzysty teren. 

Jednak to były Mistrzostwa Polski z obiecująco zapowiadającą się trasą: 105 km i ponad 2 tys. przewyższenia. Pomyślałam więc, że nawet Rowerowy Bieg Piastów może okazać się czymś więcej niż "zlepkiem szutrówek". Może to nie Alpy ani nawet Karkonosze, ale i tak zapowiadało się konkretne, sportowe wyzwanie.

Profil trasy 105 km / 2300 m przewyższenia / Mistrzostw Polski w Maratonie MTB 2026 / Jakuszyce.
Profil trasy 105 km / 2300 m przewyższenia / Mistrzostw Polski w Maratonie MTB 2026 / Jakuszyce.

Wiedziałam, że pierwsze kilometry będą dla mnie ciężkie, tym bardziej, że ruszaliśmy razem z elitą mężczyzn. Parę minut po nas ruszała następna grupa i nieuniknione było, że gdzieś na tym wyścigu się spotkamy, a kiedy grupy zaczynają się mieszać, zawsze pojawia się chaos.

To były trudne kilometry, a moje nogi nie były przyzwyczajone do tak szarpanego tempa. Wiedziałam jednak, że to będzie długi wyścig i z czasem profil zacznie mi bardziej sprzyjać. 

Początkowe kilometry wyścigu / fot. Jacek Deneka
Początkowe kilometry wyścigu / fot. Jacek Deneka

Pierwszy konkretny "ząbek" na profilu rysował się gdzieś za Chatką Górzystów, w okolicy 25. kilometra. Wtedy droga zaczęła iść nieśmiało w górę, by po minięciu Polany Izerskiej przejść w bardziej wymagającą kamienistą ścieżkę, która jednocześnie była tego dnia górskim strumykiem. I to był ten moment, kiedy wszystko zaczęło się uspokajać – przynajmniej pod górę.

Gleba, która włączyła luz

Trochę zaskoczył mnie odcinek pod Stogiem Izerskim. Nigdy wcześniej nie pojawiał się na maratonach w tym rejonie. Kamienisty, pieszy szlak, wciąż wilgotny po ostatnich opadach deszczu, dziwnie mnie usztywnił. W tym sezonie to był to mój powtarzający się problem – być może po długiej rehabilitacji kolana ciężko mi było odzyskać pełną płynność i luz na tego typu zjazdach. 

Początek zjazdu pod Stogiem Izerskim / fot. Krzysztof Gulbinowicz
Początek zjazdu pod Stogiem Izerskim / fot. Krzysztof Gulbinowicz

I w pewnym momencie musiał znokautować mnie własny rower, żeby coś w końcu przełączyło się w mojej głowie. Przecież nie da się zapomnieć, jak się zjeżdża! Rower świetnie radzi sobie na trudnych ścieżkach, jeśli tylko...  pozwoli mu się jechać. 

I tak pojechaliśmy w dół, z każdym kamieniem przypominając sobie to stare, dobre uczucie. 

W Świeradowie-Zdroju czekał na nas najdłuższy podjazd (450 m przewyższenia) i wszystko zaczęło iść tym znanym mi dobrym rytmem. Zmierzaliśmy w stronę Wysokiego Kamienia, gdzie czekał całkiem dobry singiel, krótka ścianka w górę i kamienisty szlak w stronę Zakrętu Śmierci. Kiedy już jedziesz na pełnym luzie, to jest to czysta przyjemność. 

Zjazd w stronę Zakrętu Śmierci / Fot. Krzysztof Gulbinowicz
Zjazd w stronę Zakrętu Śmierci / Fot. Krzysztof Gulbinowicz

W tym rejonie mieliśmy dwie rundy po ok. 20 kilometrów. Wiedziałam, że do podium mam około 3 minut straty. Mimo solidnej i radosnej jazdy ta różnica nie zmieniała się. I tak już zostało do samej mety. Czwarte miejsce stało się faktem.

Nowe spojrzenie na Góry Izerskie

Na mecie pomyślałam, że to całkiem dobre miejsce a Góry i Izerskie to całkiem fajne góry. 

Zobaczyłam w nich coś więcej niż nudne szutry. Te góry, zresztą jak każde inne, są piękne i na swój sposób wyjątkowe.

Koszulkę Mistrza Polski się zdobywa lub nie, ale każdy może się zmierzyć z wyzwaniem i tym co daje natura. Dlatego właśnie sport jest piękny. 

Podium Elity Kobiet / Mistrzostwa Polski Jakuszyce 2026
Podium Elity Kobiet / Mistrzostwa Polski Jakuszyce 2026

Ten wyścig zakończył mój sezon.

Minęło 11 miesięcy od skręcenia kolana i poważnego uszkodzenia więzadeł. Rower był moim największym pomocnikiem w rehabilitacji powrocie do sprawności. Był też czymś znacznie więcej. 

To był długi i intensywny sezon z 19 startami w maratonach. Każdy z nich coś mi pokazywał, czegoś mnie uczył i pozwalał dostrzec rzeczy, których nie udało mi się dostrzec wcześniej przez dobre kilkanaście lat.

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że sport znów stał się sportem, a rower moją najpiękniejszą odskocznią od codziennego życia.

Odpoczynek stał się częścią tego procesu i teraz to jest jego czas.

Z nową, spokojną głową i cierpliwością czekam na to, co przyniesie kolejny rok.