Od Bieszczad po Podhale
Dystans: 526.85 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Wymagająca
Wyprawę po przepięknych polskich górach planowaliśmy już od wiosny.
Plany były różne, życie i pogoda je zweryfikowały.
Wyruszyliśmy z Wrocławia do Łańcuta pociągiem. Już po 9 godzinach dotarliśmy do celu:).
Nocleg znaleźliśmy w schronisku PTTK. Polecamy.
W Łańcucie zwiedziliśmy zespół pałacowy - punkt obowiązkowy. Niestety zakaz fotografowania pozbawił nas możliwości uwiecznienia wspomnień. Wychwalana powozownia zwiedzana jest w tempie ekspresowym z przewodnikiem - brak czasu na dokładne obejrzenie eksponatów. Na pochwałę zasługuje bar w Maneżu oraz punkt informacji turystycznej.
I tak rozpoczęliśmy wędrówkę w Bieszczady. Droga zajęła nam dwa dni. Pogoda nie rozpieszczała, prawie cały czas padało. Sanok powitał nas deszczem a pożegnał ulewą. Dotarliśmy do Soliny przemoczeni. Okazało się że nasze sakwy nie są ulewo odporne. Deszcz wymył też dokładnie łańcuchy w naszych rowerach (rudy zaatakował natychmiast).
Kolejne dwa dni poświęciliśmy na suszenie rzeczy i konserwacje sprzetu. Warto wybrać się na zwiedzanie wnętrza zapory – jest to interesujący obiekt inżynieryjny.
Kolejnym punktem na naszej trasie były Lutowiska. Tam zamieniliśmy rowery na konie. Trzy dni włóczyliśmy się konno po górach. Jest to niewątpliwie najlepszy sposób wędrowania po bezdrożach. Do środka Bieszczad – wioski Krywe można dojechać też rowerami. Gospodyni, pani Antonina przyjmie gości czym chata bogata. A jadło u niej syte i smaczne.
Z Lutowisk do Komańczy przejechaliśmy w jeden dzień. Komańcza niemile nas zaskoczyła – bardzo trudno tam o nocleg. Wprawdzie wiele domów oferuje pokoje, ale nie chcą przyjmować na jedną noc. I nie chodzi o pieniądze. Schronisko PTTK też nie przyjmie strudzonego wędrowca nawet „na glebę” – bo wycieczka szkolna zajęła wszystkie miejsca. Lepiej noclegu szukać w innych miejscowościach.
Przejazd przez Beskid Niski uświadamia jak różnorodny jest nasz kraj. Różne krainy sąsiadują, różni ludzie je zamieszkują. Różne plenery, różne zwyczaje… Wędrówka napawa do refleksji. Po drodze mijamy dwóch starszych panów rowerzystów. Waldemar i Władek jechali właśnie w Bieszczady.
Polecamy nocleg we wiosce Chyrowa niedaleko Dukli. Jest tam sprywatyzowane dawne schronisko młodzieżowe.
Kolejne ciekawe miejsce na trasie naszej wędrówki to Gorlice. To tam do dziś wydobywa się polską ropę naftową. Na obszarze kilku wiosek stoją wierze i pompy.
Łakomi na regionalne specjały też coś znajdą na ziemi beskidzkiej. My trafiliśmy do Chaty na Podlesiu we wiosce Łużna. Należał nam się odpoczynek przy suto zastawionym stole.
Jadąc przez Pieniny trafiliśmy na Wianki. Piękna tradycja kultywowana jest w Krościenku nad Dunajcem. Przełom Dunajca ma swój urok. Warto przejechać na Słowacką stronę . Z Czerwonego Klasztoru jest przepiękny widok na Trzy Korony. Obowiązkowy punkt – zwiedzanie zamku Niedzica. Zaskakuje to, że tak duża budowla ma tak mało pomieszczeń.
Nocleg znaleźliśmy w ośrodku wypoczynkowym w Dębnie, 16 km za Niedzicą. Wspaniała obsługa, dobre jedzenie i widok na panoramę Tatr.
Wędrówkę zakończyliśmy w Nowym Targu. Po dwóch tygodniach odpoczynku musieliśmy wracać do pracy.