Trasą 6086 cz.2
Dystans: 40.93 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
4 w tym roku wycieczka. Pierwsza górska.
Z równym zapałem, jakim pedałowałem, opisałem w swoim blogu. Oto fragment:
"Zgodnie z planem kontynuowałem trasę 6086 zaczynając w Nydku na skrzyżowaniu do Głuchowej.
I tym razem nie bez przygotowania. By nie stracić po drodze szlaku, wykorzystałem wcześniej mapy.cz, by oznaczyć tę trasę na całej jej długości, a że w kilku miejscach miałem wątpliwości, czy aby na pewno jadę właściwie, zapisany ślad szybko je rozwiewał.
Wiedziałem, że przede mną długa trasa z licznymi podjazdami, dlatego wyjechałem wcześniej niż zwykle, kilka minut po 10-tej.
Wiele osób zapewne dostrzega w moim charakterze pewną "cechę", a tym jest fakt, że nic nie robię bez przygotowania, przynajmniej jeśli chodzi o planowane wydarzenia. Zawsze staram się zapinać wszystko na ostatni guzik, aczkolwiek spontanu mi nie brakuje, co udowadniają liczne nieoczekiwane przygody i pomysły. Mimo wszystko dość często zastanawiam się czy owa "cecha" nie jest przypadkiem wadą. To zakrawa na swego rodzaju pedantyzm... ale nie o tym dziś post. ; )
Wspomniałem tę kwestię w związku z tym, że tuż przed wyjazdem sprawdziłem temperaturę.
W promieniach słonecznych było zaledwie 14 stopni, a wg prognoz nadchodzi spore ochłodzenie.
Mimo wszystko podczas pierwszego odcinka trasy było ciepło i słonecznie.
Najpierw minimalnym wzniesieniem (około 2 km) "główną drogą" do Głuchowej, a za Domem Seniorów (Domovem Duchodců) zaczynały się podjazdy, ale ciągle asfaltem.
Minąłem kilku pieszych turystów, a w którymś momencie oni mnie, kiedy zdejmowałem kurtkę.
Niecierpliwie oczekiwałem pierwszego punktu w urządzeniu, który proponował skrót do Hospůdky u Irky.
Doskonale pamiętam, że jadąc tędy kiedyś chętnie skorzystałem z tego skrótu, po tym, jak stwierdziłem, że na podjazdy pod górę jeszcze za wcześnie.
Śmiało kliknijcie na podlinkowaną treść, krótki opis, wtedy dopiero moje pisanie się rozkręcało. : D
Podobnie jak moja przygoda z rowerem po górach.
Nie bez wysiłku i nie bez odpoczynków, ale ani razu nie zdecydowałem się na prowadzenie roweru.
Nie bez znaczenia jest powiedzenie: trening czyni mistrza, chociaż do tego jeszcze sporo mi brakuje. W zasadzie, po pierwsze nie mam w zamiarze osiągać mistrzowskich wyników, a po drugie każdy z tych, kto cokolwiek robi już jest mistrzem, bo najważniejsze jest, by nie stać w miejscu.
W kwestii osiągania dobrych wyników dzięki treningom, zauważyłem, że zdecydowanie nie robi mi problemu ruszenie z miejsca pod górkę. Kiedy zaczynałem swoją przygodę po górach, koleżanka Martina "zabrała mnie" na wyjazd po okolicy. Wtedy albo zakręciłem kołem w miejscu ze względu na "wrzucony bieg", albo przednie koło podnosiło się w górę.
Wiele męczących prób, ale po czasie widzę, że to kwestia wprawy.
Dlaczego to wspominam?
Dlatego, że czasami spotykam się w swoich znajomościach z tym, że ktoś powątpiewa w to, że w ogóle podoła wyzwaniu. Początki bywają trudne, ale do czasu. : )
Na skrzyżowaniu (rozcesti) pod Polednou skończył się asfalt i zaczęła szeroka leśna droga.
Ponieważ kilka razy miałem przyjemność tędy jechać, pamiętałem, że najbliższy zjazd trzeba maksymalnie wykorzystać na to by następujący podjazd nie był tak długi.
Kiedy dotarłem do kolejnego punktu, którym jest wodopój nazwany przeze mnie "pod Filipką", wiedziałem, że koniec pierwszego etapu blisko."
Zapraszam do bloga na dużo więcej czytania wzbogaconego licznymi zdjęciami.