Rumunia
Dystans: 748.65 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
Rumuńska Dobrudża, którą odwiedziłem wraz z STR Milanówek to kraj słońca, słonecznika, wielu kultur, religi, a przede wszystkim przemiłych ludzi, którzy nie tylko wskażą kierunek, ale w razie awarii rowera chętnie pomogą w jego naprawie, oprowadzą po swojej miejscowości a w ramach przyjaźni poczęstują palinką.
Swoją przygodę zaczęliśmy od kempingu pod Braiłą skąd udaliśmy się do Horii nad jezioro, gdzie rozbiliśmy namioty - w końcu to Rumunia jeśli nie ma zakazu i nie jest to teren prywatny to wolno. Więc korzystaliśmy z tej możliwości i to nie z oszczędności, ale po to żeby podziwiać przepiękne widoki, bo nie wszędzie można mieć widok z namiotu na Dunaj czy Morze. Przydzierając się przez Góry Macin poprzez Tulcze docieramy do Murighiol gdzie napotkane małżeństwo z czarnego bmw proponuje nam nocleg i możliwość zwiedzenia Delty Dunaju. Chętnie przystaliśmy na propozycję cenową, bo przecież nie można odpuścić sobie zwiedzenia jednego z najdzikszych miejsc w Europie, raju dla wszelkiego rodzaju ptactwa i innych dzikich zwierząt. Na czas przejażdżki po delcie pozostawiliśmy swoje rowery i przesiedliśmy się na łodzie motorowe z pewnością jadąc rowerem wiele byśmy stracili z uroków tego miejsca. Zafascynowani naturą Dunaju udaliśmy się do Jurilovca zwiedzając po drodze Cytadelę Enisala. W docelowej miejscowości nie polecam restauracji przy porcie, ze względu na zbyt długie oczekiwanie na przyjęcie zamówienia. Niedaleko niej jest Lotca gdzie można zjeść smaczną rybkę i nieco porozmawiać bo obsługujący nas pan ma brata w Polsce i trochę rozumie w naszym języku. Dalsza część podróży biegnie wzdłuż Morza Czarnego gdzie odwiedzamy kolejne miejscowości, kurorty (Vadu, Mamaja, Konstanca, Eforie Nord, Mangalia aż do granicy z Bułgarią - Vama Vehe gdzie akurat trwał festiwal ) zbaczając nieco z drogi zobaczyliśmy Cytadelę Histria oraz delfinarium. Spod granicy jedziemy do Mulfatlar odwiedzając winnicę w Siminoc. Dalej przez Medgidie jedziemy do miejscowości Cernavoda gdzie spotykamy Catalina, który pokazuje nam miasto i kolejną winnice. A w hotelu przy kolacji wymieniamy się spostrzeżeniami i doświadczeniami, bo marzeniem naszego przyjaciela jest założenie sekcji rowerowej. A zapytany dlaczego tu jest tak mało roweraystów powiedział, że rower w Rumuni jest wykorzystywany jako środek transportu, jako środek lokomocji do pracy i z powrotem i nie wiele jest osób, które jeżdżą rekreacyjnie. Faktycznie spotkaliśmy pana z dobrze pospawanym rowerem i z rozmowy wynikło, że może na nim przewieźć 300 kg towaru ( sprawdziliśmy - nawet nie drgnął pod ciężarem Adama :). Następnie za miejscowość Harsova gdzie znajduje się odkryta łaźnia ze źródłem wody siarkowej zwiedzając po drodze w Topalu muzeum wielu znanych rumuńskich malarzy. Przejeżdżając przez most na Dunaju skończyliśmy swoją podróż w wiosce pod Braiłą.
Szkoda tylko, że na tyle przebytych kilometrów jedynie w Navodari spotkaliśmy ścieżkę rowerowe i cały czas musieliśmy jechać wśród samochodów. Wprawdzie kierowcy są mili i wpuszczali nas na skrzyżowaniach, a w miarę możliwości omijali szerokim łukiem, to jednak mimo odstępu piętnastoosobowa grupa rowerzystów zapewne trochę im utrudniła ruch. Choć nie pokazali tego niejednokrotnie machając do nas ze swych pojazdów. No cóż stereotyp Rumuna odszedł w zapomnienie, jedynie Cyganie się nie zmienili- szkoda. Na szczęście na swej drodze spotkaliśmy ich niewielu.