Łukiem Karpat. Słowacja 2014.
Dystans: 176.57 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Wymagająca
Łukiem Karpat. Słowacja 2014
Dzień 1 ...dojazd.
W południe wysiadam z pociągu w Zwardoniu i od razu obieram kurs na miejscową restaurację. Wprawdzie knajpy na Słowacji są tańsze ale w polskich knajpach przynajmniej wiem co zamawiam. Posilony wyruszam na szlak. Wprawdzie w planie dojazd do Ziliny miał być pociągiem ale było szkoda takiej pięknej pogody.
Szlakiem rowerowym docieram do starej granicy... i...ruszam ostro w dół. Prędkość natychmiast wzrasta do blisko 65 km/h. W takim pędzie mijam pierwsze zabudowania i w nie co mniejszym pierwsze miejscowości. Przy pierwszym wypłaszczeniu napotykam na pierwsze oznakowania szlaków rowerowych, które przez najbliższe 8 dni będą mi wiernie towarzyszyć. Do miejscowości Svrcinovec jadę główną drogą a gdy przed Cadcą spotykają się 2 główne drogi to od razu uciekam na lokalne ciche drogi. Tuż przed samą Ziliną szlak rowerowy prowadzi przez zamkowy park więc pozwoliłem sobie uwiecznić ową budowlę.
Zilina to dość duże miasto z licznymi drogami dojazdowymi ale mimo to znalazły się liczne drogi i szlaki dla rowerów. Jednak samo centrum jest pozbawione takiej infrastruktury. Docieram do starej części miasta.
Jest zbyt wcześnie na kolejny posiłek więc omijając lokalne knajpki skierowałem się na drogę wyjazdową. Szybko trafiam na kolejny szlak rowerowy, który doprowadza mnie na brzeg wielkiego zbiornika wodnego z piękną panoramą na pasmo Małej Fatry.
Dookoła zbiornika są wyznaczone asfaltowe szerokie alejki. To teren rekreacyjny głownie dla rowerzystów i rolkarzy a także jako droga dojazdowa do nielicznych domków letniskowych. Tuż przed zachodem słońca wyszukuję miejscówkę na nocleg położoną w bardziej zacisznej części.
Statystyka dnia 1
Dystans 73.79 km, Czas trwania 3g:52m:55s, Średnia prędkość 19.0 km/h, Max prędkość 62.3 km/h, Kalorie 2680 kcal, Min wysokość 205 m, Max wysokość 740 m, Łącznie w górę 671 m, Łącznie w dół 537 m
Mapa trasy
http://www.endomondo.com/workouts/362815831#_=_
Dzień 2 ...przez połoniny Małej Fatry.
Poranek rozpoczynam dalszą jazdą dookoła zbiornika aż do miejscowości Strecno. Tu odnajduję czerwony szlak E8, który prowadzi przez całą grań Małej Fatry. Szlak przebiega koło ruin zamku wybudowanego na wielkiej skałce. Kto wcześnie wstaje ten ...musi długo czekać na otwarcie takich atrakcji turystycznych. Ja jednak nie po to tu przyjechałem więc po posileniu się nad górskim strumieniem ruszyłem na szlak. Jednak nie odważyłem się od razu forsować E8 lecz udałem się na nieco dłuższy ale komfortowy szlak rowerowy.
Szlakiem systematycznie zwiększałem wysokość i poszerzała się panorama. Z początku była to panorama na Strecno
i górujący nad nim zamek
Z czasem jednak panorama poszerzyła się dalsze pasma górskie.
Na wysokości 967 m npm skończyła się sielanka.
Tu czekała mnie krótka ściana płaczu a następnie komfortowy dojazd do polanki.
Szlak rowerowy zaczynał schodzić w dół a szlak pieszy był zbyt stromy. Wyszukałem więc leśną przecinkę. Z początku można było rower razem z sakwami wpychać na górę ale po kilkuset metrach i on okazał się zbyt ciężki. Zdjąłem sakwy i na raty robiąc za tragarza przenosiłem wszystko do szlaku pieszego. W tym miejscu przekląłem sakwy. Plecak byłby sensowniejszy ale ...Szlak pieszy jak to szlak pieszy stworzony był dla piechurów więc częściej tym szlakiem spacerowałem niż nim jechałem. Było ciężko. Po raz pierwszy spotkałem się z taką różnicą temperatur... w cieniu temperatura wzrastała nie co ponad 15 st C podczas gdy na otwartej przestrzeni było ponad 31 st C. Widoki zaczęły rekompensować wysiłek.
Dotarłem na grań. Już było łatwiej. Były mniejsze bądź większe możliwości na jazdę na rowerze.
Na przełęczy Okopy 1299 m npm, napotykam na dziwną atrakcję turystyczną. I dalej w drogę.
Jest bajkowo!
Docieram na Muńcoł 1354 m npm. Dokonuję szybkiego wpisu do zeszytu-pamiętnika. Jednocześnie odczytuję, że 2 dni temu był ostatni wpis. Czy zatem aż tak mały ruch jest na tej grani? Długo zachwycam się otaczającymi widokami na wszystkie możliwe górskie pasma na Słowacji ale nie tylko. Udało mi się dostrzec kilka górek po polskiej stronie. Trudny zjazd i dalszy komfortowy singielek. W tym miejscu spotykam pierwszych turystów. Było ich dwóch... Słowacy szli na lekko. Wcale nie byli zdziwieni ani moja obecnością ani moim obładowanym wehikułem. Przede mną kolejny etap czyli dotarcie na Velką Lukę 1475 m npm. Trasę wskazują maszty RTV. Docieram do kolejnego szczytu... Pod Krizanou 1430 m npm
Teraz na mojej drodze pojawiają się liczne głębokie koleiny uniemożliwiającą jazdę a także równy acz bardzo dziwny szlak ... rynna w kształcie V przez połacie kosodrzewiny. Jedyną opcją na pokonanie tego odcinka było tuptanie w śladzie miedzy przednim a tylnym kołem z pedałami obijającymi się o łydki.
Cel jednak został osiągnięty. W to miejsce można byłoby dostać się bardzo komfortową drogą asfaltową z miejscowości Martin. Ja jednak nie drogą asfaltową ale szeroką szutrówką wędruje dalej.
i zdobywam wspomnianą Velką Lukę 1476 m npm. Tu także napotykam na kolejnych dwóch turystów...jednego na pieszo i jednego na rowerze na lekko.
Ze szczytu roztacza się wspaniały widok w kierunku Strażowskich Wierchów i Białych Karpat.
Pojawia się możliwość uzupełnienia wody więc rower zostawiam na szczycie a sam udaje się 50 m niżej do źródełka... 50 m w pionie.
Dalsza jazda w niczym nie przypomina jazdy górskiej lecz jest zbliżona do nizinnej jazdy po łąkach. Napotykam na mniejsze lub większe błotne ścieżki. Aby jedną z nich ominąć trzeba było albo wejść w gęstą kosodrzewinę albo cofnąć się i nieco nadłożyć drogi. Przy szerokich sakwach wiszących na bagażniku wybór był oczywisty.
Tylko spojrzenie daleko na horyzont utwierdza mnie, że jednak jestem na znacznej wysokości.
I tak sobie jeżdżąc po tych łąkach zdobywam kolejne szczyty
Przede mną kolejny singielek po połoninach by nim dostrzec do Horna Luka 1299 m npm
To był koniec jazdy. Dalsza droga to zsuwanie się z rowerem po skałkach z niewielkimi wypłaszczeniami na kilkunastometrową jazdę rowerem. Jednak taka przyjemność zawsze się kończyła za kolejnym zakrętem. Wreszcie dało się jechać. Była to powolna i monotonna jazda w dół po stoku cały czas z tyłkiem usytuowanym tuż nad sakwami. Dookoła tylko lasy. Docieram do przełęczy i nieoznakowaną drogą zrywkową ruszam ku dolince.
Droga zrywkowa jest szeroka w miarę równa i wije się serpentynami po zboczu. Jednak trzeba było na niej zachować czujność ze względu na liczne osuwiska i leżące głazy i kamienie.
Na tej drodze doceniam mój sprzęt i innowacyjny sposób zamocowania tylnego bagażnika na ramie typu full. Wraz z ostatnimi promieniami słońca zjeżdżam w dolinkę. W tym momencie dostrzegam dwóch cyklistów MTB. Dojechali do końca asfaltu i puścili się pędem w drogę powrotną. Chwilę poczekałem aż się oddalą i rozbijam namiot.
Statystyka dnia 2
Dystans 28.57 km, Czas trwania 7g:46m:25s, Średnia prędkość 3.7 km/h, Max prędkość 30.7 km/h, Kalorie 5368 kcal, Min wysokość 464 m, Max wysokość 1518 m, Łącznie w górę 777 m, Łącznie w dół 659 m
Mapa trasy
http://www.endomondo.com/workouts/362815831#_=_
Dzień 3 ... sygnał do Boga
Poranne słońce szybko osuszyło namiot i sprawiło, że kąpiel w lodowatym strumieniu stała się znośniejsza.
Jazda dolinką to szybki szus po asfalcie...
...na końcu którego szeroko rozłożył się ośrodek turystyczny z hotelami, wyciągami, polami golfowymi i inszymi cudami.
Ominąłem jednak te cuda i udałem się do miejscowości Benice. W szkole obok zabytkowego kościółka doładowuję komórkę. Tu muszę zaznaczyć iż po raz pierwszy wyprawę rejestruję za pomocą elektronicznego urządzenia a to pochłania dużo energii...stanowczo za dużo. Czas będzie pomyśleć o jakimś mobilnym doładowywaniu...
Ponadto uzupełniam zapasy żywności, zwiedzam i konwersuję z miejscowymi. Szybko się przekonuję, że język słowacki różni się od czeskiego i jest na szczęście zbliżony do polskiego.
W miejscowości na skrzyżowaniu szlaków odkrywam ciekawą tablicę. Są tam zaznaczone szlaki rowerowe z podziałem na rekreacyjne, wyczynowe i eksperckie.
Szlaku przez grań Małej Fatry nie ma zatem należy go zakwalifikować do szlaku kosmicznego ....
Wybieram jeden ze szlaków rekreacyjnych. Z początku wiedzie przez pola by po chwili skręcić w lekkie górki i cudowną dolinkę. Dolinka była ładna ale nawierzchnia koszmarna. Miejscami asfalt skurczył się do singielka a nawet były długie ubytki uzupełnione gryzem kamiennym wielkości pieści.
Opuszczając już tę dolinkę dostrzegam powoli uchodzące powietrze z przedniego koła. Był konieczny nieplanowany dłuższy postój więc wybieram malownicze miejsce na ten smutny obowiązek.
W trakcie wymiany koła spostrzegam, że zgubiłem komórkę. Szybkie przeszukanie bagaży potwierdza ten fakt. Wprawdzie miałem drugą starszej generacji ale bez karty SIM nic po niej. Po wymianie gumy bagaż ląduje w krzakach a ja na lekko jadę w poszukiwaniu zguby. Na szczęście trasą nikt nie przejeżdżał więc wystarczyło tylko bacznie się rozglądać. Telefon odnalazłem na jednym z szybkich łuków. Zatem ta guma to nie był przypadek tylko znak od Boga!
Docieram do miasteczka Klastor pod Znievom i w podziękowaniu udaję się na górkę zwiedzić zabytkowy ale opuszczony klasztor.
Samo miasteczko ma zabytkowy charakter o czym przypominają okoliczne domy.
W lokalnej knajpie, tu należny wspomnieć, że praktycznie w każdej słowackiej mieścinie znajdziemy jakąś knajpkę, w której możemy zjeść ciepły posiłek. Jem wczesny obiad za 3 euro oraz piwo za 0,80 euro i wyruszam kolejną dolinką na podbój kolejnego szlaku. Asfaltową drogą o niskim ruchu docieram do przełęczy Vricke 670 m npm. Na drodze mijam kilku szosowców i rowerzystów rekreacyjnych.
Ponownie jestem na szlaku E8. Tym razem szlak jest w całości przejezdny chociaż biegnie nie granią a zboczem. Mimo to na szlaku nie spotykam ani jednego turysty ani nawet pracownika leśnego. Jestem sam na sam z naturą.
Od czasu do czasu pojawiają się okna widokowe.
oraz lokalne łączki
Finał to zjazd na przełęcz Faćkowskie Sedlo. O ile droga wyglądała na łatwą to nawierzchnia była koszmarna gdyż pokrywał ją luźny, głęboki i nieubity szuter, który całkowicie uniemożliwiał kontrolę trakcji już przy 15 km/h.
Chwila zastanowienia i stwierdzam, że dalsza jazda E8 kompletnie nie ma sensu. Zatem udałem się asfaltem ku miejscowości Fackov. Na zjeździe błogosławiłem fakt, że akurat ten kierunek obrałem gdyż cały zjazd odbyłem z prędkością ponad 40 km/h więc jazda w odwrotnym kierunku byłaby koszmarem.
Docieram do Fackov i dolinką równą jak stół docieram do miejscowości Cićmany.
Pierwsze zabudowanie wskazuje, że mam do czynienia z czymś niezwykłym.
Dalsza jazda to przypuszczenie potwierdziło. Cała wieś składała się z zabytkowych chałup drewnianych malowniczo przyozdobionych.
Robiło wrażenie...
Po wyjeździe zacząłem się wspinać krętą drogą zamkniętą dla ruch samochodowego podczas zimy. Dlaczego? Nie wiem. Nie była ani stroma gdyż swobodnie podjeżdżałem z prędkością ponad 10 km/h. Droga prowadziła po zboczu Stacov
Po minięciu serpentyn rozpoczęła się szaleńcza jazda w dół.
Praktycznie ta jazda trwała aż do miejsca gdzie zdecydowałem się odbić na nocleg. I to była dobra decyzja bo było ostatnie miejsce ze swobodnym miejscem pod namiot wspaniałym widokiem na Karpaty Białe.
Rozbiłem namiot na wykoszonej polance tuż obok myśliwskich wież strzeleckich. Podczas konsumowania kolacji usłyszałem ruch w trawie po czym ujrzałem dwa ryjki małych dzików. Mały dzik nie jest groźny ale zawsze za małym podąża znacznie większy a tego już zacząłem się obawiać. Nie wiele myśląc chwyciłem menażkę i kubek i przez rozległą polanę zaczął się nieść jednostajny metaliczny dźwięk. Od razu bez najmniejszego problemu zlokalizowałem pozostałych osobników, którzy umykali w panice w okoliczny las. Jeszcze kilka razy powtórzyłem moją melodię i może dzięki temu noc była spokojna.
Statystyka dnia 3
Dystans 64.89 km, Czas trwania 7g:26m:05s, Średnia prędkość 8.7 km/h, Max prędkość 57.0 km/h, Kalorie 5133 kcal, Min wysokość 194 m, Max wysokość 1008 m, Łącznie w górę 973 m, Łącznie w dół 990 m
Mapa trasy
http://www.endomondo.com/workouts/362815831#_=_
Dzień 4 czyli Białe Karpaty
Poranek przywitał mnie widokiem na Karpaty Białe. Patrząc na nie doskonale wiedziałem dlaczego tak się nazywają.
Zwinąłem obóz i pojechałem do pobliskiego miasteczka Ilava. Uzupełniłem zapas jedzenia i nieco posiliłem się pod murami więzienia. A dlaczego pod murami więzienia? Bo właśnie w tym miejscu były ulokowane parkowe ławeczki. Odjeżdżając od miasteczka było widać, że owo więzienie było centralnym punktem miasteczka.
Znajdowałem się w dolinie pomiędzy dwoma pasmami górskimi. Ale jaka to była dolina ! Na przestrzeni około 2-3 km zostały zlokalizowane...autostrada, droga główna, kilka dróg lokalnych, linia kolejowa, strumień-rzeka i jeszcze kanał. Udało się jeszcze wcisnąć pola i miasteczka a jeszcze pozostał spory obszar nieużytków z gruntową drogą. Tą właśnie drogą udałem się w kolejne pasmo górskie.
Postanowiłem dojechać do owych białych skałek. Wybrałem najłagodniejszy szlak, który zaczynał się w miejscowości Bolesov. W chwilę od wjechania na szlak robię przerwę na ... obiad i przymusowe ładowanie elektronicznego osprzętu.
Za gościńcem szlak prowadził po asfaltowej ścieżynce. Okolica była malownicza by za chwilę przeobrazić się w nieatrakcyjne chaszcze. Wjechałem w las. Trwają prace zrywkowe więc jazda miejscami nie jest możliwa a nawet muszę czekać aby wielkie maszyny drwali dokończyły swego dzieła zniszczenia.
Dojeżdżam do przyrodniczej atrakcji czyli osobliwego źródełka, które wybija ze zbocza z kilkunastu ujęć tworząc przy tym dziesiątki kaskad wodnych.
Ja dalej podążam asfaltowym duktem w cieniu ponad 60 letniego drzewostanu.
Koło leśniczówki droga asfaltowa schodzi w dół więc ja zmieniam szlak. Od teraz podążam po za szlakową drogą zrywkową. Koniec jazdy tylko monotonne pchanie. Docieram do zrywek i pierwszych okien krajobrazowych.
Udaje mi się wyrwać z lasu i dostać na macierzysty szlak, który prowadzi skrajem lasu wśród wysokich traw.
Na grani Białego Wierchu 879 m npm roztacza się panorama na kolejne pasma po stronie zachodniej.
Jednocześnie spotykam szlak niebieskim, którym docieram do celu czyli do grupy skałek o nazwie Chmelowa 925,4 m npm
Powrót na grań Białego Wierchu i w okolicy Brezowej jestem na czerwonym szlaku, który prowadzi zboczem niekoszonych traw. Tu wśród wielkiej ilości śladów gubię szlak i na azymut wędruję dalej.
W trakcie przedzierania się to po łąkach to po lesie udaje mi się ustrzelić sarnę.
W pewnym momencie z oddali spostrzegam niedawno skoszoną łąkę. Docieram do niej i w jej pobliżu odnajduję ślady bytności drwali a także zagubiony szlak. Z radością wskakuję na siodełko i zjeżdżam krętym singielkiem.
Czasami jednak singielek pokazywał swoje pazury i trzeba było zrezygnować z jazdy na rzecz powolnego zsuwania się po zboczu.
Kolejną przeszkodą nie do pokonania na kole był mostek. Przeprawiłem się na 2 razy...najpierw sakwy a potem rower. Belki wyglądały na solidne ale stopień ich ugięcia pod moim mizernym ciałem wskazywał, że los kładki jest przesądzony.
Po przekroczeniu kładki znalazłem się na asfaltowej ścieżynie leśnej, która jednocześnie była granicą między Słowacją i Czechami. Zjeżdżając w dolinę potoku Vlara podążałem w kierunku czeskiej wsi Svaty Stepan przez którą to prowadził odnaleziony wcześniej szlak czerwony. Gdy tylko wieś przejechałem i wjechałem w strefę lasu natychmiast skończyły się warunki jezdne i ponownie musiałem zabawić się w pchacza. Na szczęście tuż za ścianą lasu otworzyła się malinowa polanka, która mi znacznie osłodziła ów trud.
W chwilę później otworzyła się panorama.
Docieram do pierwszych zabudowań, które rozlokowały się na grani prowadzącej do Jawornika 782,5 m npm. Ach jaki był widok...!
Wkrótce na szerokiej grani rozbijam namiot na ślicznej i gigantycznej łące.
Od tego momentu mogę obserwować spektakl jaki ze słońcem, chmurami i górami w rolach głównych. Niestety ponieważ nie wykupiłem biletu więc spektakl się zakończył prysznicem czyli pierwszym deszczem na tej wyprawie.
Statystyka dnia 4
Dystans 53.76 km, Czas trwania 8g:19m:23s, Średnia prędkość 6.5 km/h, Max prędkość 37.3 km/h, Kalorie 5747 kcal, Min wysokość 269 m, Max wysokość 807 m, Łącznie w górę 660 m, Łącznie w dół 439 m
Mapa trasy
http://www.endomondo.com/workouts/362815831#_=_
Dzień 5
Wieczorny deszcz jeszcze trwał krótko nocą ale namiot zdążył obeschnąć podczas silnego porannego wiatru. Ów wiatr zapewne sprawił, że temperatura spadła do kilku stopni więc po wyjściu ze śpiwora musiałem nałożyć na siebie wszystkie ciepłe ciuchy.
Śniadanko, pakowanie i na szlak. Najpierw szlak wiedzie komfortową asfaltową szosą po grani. Prowadził tylko do ostatniego zabudowania.
Szosa rozwidlała się na szlak gruntowy i drogę szutrową. Szlak prowadził na Jawornik ale, że szczyt nie posiadał najmniejszych opcji widokowych i w dodatku prowadziła kolejna ściana płaczu. Rezygnuję. Wybieram poza szlakową drogę szutrową. Kluczy ona pomiędzy różnymi terenami zrywkowymi i w pewnym momencie przechodzi w zwykły singielek przez kolejną mega łąkę. Łąka ślepo się kończy ścianą lasu więc muszę kolejny raz korzystać z mapy by dotrzeć do macieżystego szlaku. Znalezienie jego nie było trudne gdyż prowadził szeroką granią po granicy dwóch krajów.
Przy jednym ze skrzyżowań szlaków dostrzegam kolejną skrzynkę z dziennikiem wpisów oraz z polskim akcentem...wlepką.
Tu należy wspomnieć, że przy szlakach wspaniale są oznakowane źródełka by móc uzupełnić życiodajny płyn. I na tym szlaku takowe źródełko spotkałem.
Spotkałem na nim także mnóstwo drwali. Zdziwiłem się bo to była sobota. Szlak był zmienny i raz była to wspomniana szeroka droga graniowa by po chwili zamienić się w singielek poprzecinany licznymi bagiennymi zaporami, które musiałem z buta pokonywać. Z buta nie pokonywali tych pułapek tylko motocykliści krosowi, którzy urządzili sobie odcinek testowy. W miejscowości Zitkowa Prehada dojeżdżam do asfaltu i punktu spotkań ktrossowców, których było znacznie więcej. Obieram nowy szlak ale gdy droga zaczyna się wspinać z kilkunasto % nachyleniem rezygnuję. Obieram 3 razy dłuższą drogę za to po zupełnie płaskim terenie. Po drodze mijam gigantyczny ośrodek wypoczynkowy zamknięty na głucho. Doskonale widać było, że kilkanaście lat temu prężnie działał.
Wjeżdżam na drogę główną by po chwili minąć
Statystyka dnia 5
Dystans 46.05 km, Czas trwania 6g:40m:35s, Średnia prędkość 6.9 km/h, Max prędkość 51.9 km/h
Kalorie 4610 kcal, Min wysokość 360 m, Max wysokość 830 m, Łącznie w górę 639 m, Łącznie w dół 650 m
Mapa trasy
http://www.endomondo.com/workouts/362815831#_=_
Dzień 6.
[http://www.forumrowerowe.org/blog/333/entry-870-lukiem-karpat-slowacja-2014-dzien-6/]
Dzień 7.
[http://www.forumrowerowe.org/blog/333/entry-869-lukiem-karpat-slowacja-2014-dzien-7/]
'''
Dzień 8.'''
[http://www.forumrowerowe.org/blog/333/entry-868-lukiem-karpat-slowacja-2014-dzien-8/]
Specyfikacja wyposażenia
rama roweru typu full-enduro składany w całości przeze mnie
napęd 3x9 klasy Deore - Deore XT
opona przednia 2,1
opona tylna Continental Travel-contakt 2.0
pedały platformowe
bagażnik tylny z systemem montażowym zmodyfikowanym przeze mnie
sakwy Ortlieb Bikepacker
namiot Fiord Nansen Muwang 1
cdn na życzenie.