Bieszczady 2011 cz2 Cisna - Polańczyk - Solina - Zatwarnica - Ciśna
Dystans: 112.46 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Wymagająca
Zmęczenie po maratonie oraz ciężka przeprawa pierwszego dnia dała się nam we znaki , dlatego po wczesnej pobudce zapadała decyzja o wyborze długiej ale prostej trasy wiodącej w 80% po asfaltach . Trasa wytyczona była z Cisnej do Soliny ( jadąc lewą stroną Zalewu Solińskiego i przejeżdżając przez Wołkowyje i Polańczyk - gdzie znaleźliśmy wspaniały punkt widokowy na cały zalew ) a następnie prze Łobozew Górny , Dolny do Daszówki gdzie przy sklepiku spożywczym był zjazd z asfaltu na trasę wiodącą szlakiem pieszym przez las aby po 10 kilometrach wjechać znów na asfalt i udać się w kierunku Cisnej .
Po trzech godzinach od startu ( z kilkoma postojami na zdjęcia) byliśmy już w Daszówce gdzie znajdował się zjazd z asfaltów na niebieski szlak pieszo rowerowy.
Początek trasy w zupełności nie zapowiadał tego co czekało na nas już po kilku kilometrach. Szlakiem rowerowym przeprowadzona została droga do transportu drewna, a w połączeniu z kilkudniowymi opadami zmieniła się ona w błoto pochłaniające nasze rowery jak ruchome piaski.
Przejazd tym około 10 kilometrowym odcinkiem kosztował nas mase czasu i energii, a w nagrodę na końcu czekała nas jeszcze przeprawa prze potok :) – moja wina jako nawigatora – zgubiłem szlak :)
Po dotarciu do asfaltowej drogi skręciliśmy w prawo kierując się na Chrewt ( UWAGA jest tam tylko jedna knajpka przy drodze, jednak nawet jeśli będziecie umierać z głodu nie zamawiajcie tam ryby ..a patrząc na stoliki obok nie warto zamawiać tam również : rosołu , grochówki , placków, sałatek i chleba … jednym słowem omijajcie ją z dużą prędkością : ).
Z Chrewt do Cisnej jest około 30 km asfaltami – biorąc pod uwagę zmęczenie daliśmy sobie na powrót 2 godziny. Jakie było nasze zaskoczenie gdy po dotarciu do mostu na Sanie okazało się, że mostu nie ma , a robotnicy nie znają innej drogi jak tylko powrót trasą którą przyjechaliśmy lub zrobienie 89 km asfaltami okrążając połoniny.
Szybka analiza mapy , naszych zapasów , czasu … i trasa wybrana .W Olchowy zjeżdżamy na czerwony szlak rowerowy , następnie trawersami docieramy do Zatwarnicy skąd kierujemy się na Szczycisko (629 mnpm) a stamtąd skręcamy w prawo na Kalnice . W Kalnicy wpadamy na asfalt i po 15 km jesteśmy w Cisnej.
Teoretycznie plan był dopięty trasa wyznaczona i mogliśmy ruszać. W praktyce kręte trawersy okazały się niezliczoną ilością podjazdów . Trasa była tak interwałowa że zapasy płynów i prowiantu znikały w zastraszającym tempie. Jeśli kiedykolwiek przyjedzie wam na myśl, że gdy czegoś wam braknie poratuje was przypadkowo spotkana osoba – w Bieszczadach o tym zapomnijcie – pokonując 20 a czasem nawet 30 kilometrowe trasy nie spotykaliśmy nikogo, co w skali naszego kraju jest naprawdę fenomenem.
Gdy dotarliśmy na Szczyciska (na szczęście z Zatwarcnicy udało się nam znaleźć jakiś sklepik ) zegarki pokazywały godzine 20:20 , przed nami jeszcze kilka stromych szutrowych zjazdów, a „ za oknem” robiła się już ciemna noc ( najbliższa latarnia jakieś 20 km od nas : )
Totalnie bezsilni wspinaliśmy się na ostatni stromy podjazd. Na samym szczycie ku naszemu zaskoczeniu spotkaliśmy kogoś na szlaku – Żubra . Zdjęcie nie odda tego jak był ogromy ale uwierzcie mi, że gdyby nie zmęczenie pokonalibyśmy rekord prędkości uciekając przed nim, a tak wyciągnąłem aparat i jeszcze pstryknąłem zamazane zdjęcie . Żubr był chyba tak samo zrezygnowany jak my, bo tylko się na nas popatrzył, podszedł kawałek bliżej aby następnie pójść w swoją stronę.
Do Cisnej dotarliśmy po 21.30
Tego wieczoru sprężyny już nie przeszkadzały : )