Bieszczady 2011 cz3 - Cisna - Jaworne (992 mnpm) - Wołosań (1071 mnpm) - Cisna
Dystans: 33.82 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Wymagająca
Trzeci dzień zmagań przywitał nas pięknym słońcem , chodź temperatura wskazywała dużo poniżej 20 stopni. Po wieczornych opadach kałuże wciąż były pełne. Przygody z dnia poprzedniego już poszła w zapomnienie, gdyż zaraz po śniadaniu i nasmarowaniu łańcuchów byliśmy gotowi na kolejny, ostatni już dzień rowerowego podboju Bieszczadzkiej kupy kamieni.
Ruszamy z Cisnej drogą asfaltową w kierunku Woli Michowa przez Majdan, Żubracze, Przysłup i Maniów. W Majdanie mijamy pierwszą nizinną atrakcje- wąskotorową kolejkę bieszczadzką której historia sięga końca XIX w. Pierwotnie służyła do przewozu drzewa. Dopiero w latach 60-tych ciuchcię odkryli turyści i stała się ona jednym z symboli Bieszczad. Dalej drogą na zachód docieramy do Woli Michowej i stamtad kierujemy sie w prawo niebieskim szlakiem rowerowym . Sztywnym, szutrowym podjazdem docieramy do przełeczy pod Żebrakiem (816 m n.p.m.). Osobiście dla mnie było to jeden z najdłuższych bieszczadzkich podjazdów, który trzymał od pierwszych do ostatnich metrów. Stamtąd kierujemy się czerwonym pieszym szlakiem aby zdobyć pierwszy szczyt Jaworne (992 m n.p.m). Już po chwili jedziemy ścieżką rowerową, która dla większości górskich bajkerów jest spełnieniem marzeń.( Michalina ty w szczególności mówie o Tobie ;) ) Wspaniałe wymagające techniczne podjazdy po chwili zmieniają się w szybkie , kręte i wąskie zjazdy które wytężają wszystkie zmysły.Trasa okazuje sie bardzo wymagajaca pełna korzeni, kamieni i błota oblepiajacego wszystko. Ostre podjazdy i wymagające technicznie zjazdy, przejazd zarosnietymi trawą grzbietami. Michał zaliczył tu groznie wyglądający wypadek, ale dzielny był bardzo;) Tak jedziemy kolejno szczytami przez Wołosań (1071 m n.p.m.), Sasów (1010m n.p.m.), Berest (942m n.p.m.), Osine (963 m n.p.m.) oraz Hon (820m n.p.m.) aby szybkim stromym stokiem narciarskim na łeb na szyję zjechać do Cisnej.
Na tej 15 km trasie która kończy się w Cisnej mija nas 5 osób z plecakami – czyż to nie piękne. Mamy nadzieję że nie zawita w te strony ani wielki przemysł ani masowe rolnictwo.
Cała pętla liczyła 40 km jednak po poprzednim dniu dała nam się ostro we znaki, nie wspominając już błocie zalegającym na szlaku.
Aby opisać tą trasę musiałbym użyć niezliczonej ilości przymiotników co szybko zaczęło by przypominać opis przyrody z „Pana Tadeusza” – a sam wiem ja strasznie czytało się te fragmenty książki
Do Cisnej docieramy wczesnym popołudniem, w planach na następny dzień jest jeszcze piesze odwiedzenie Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskej dlatego szybko zabieramy się za mycie i pakowanie rowerów aby jeszcze tego dnia przejść się pieszo po okolicy.
Wieczór spędzamy w kultowym bieszczadzkim barze „Siekierezada”w Cisnej, w której klimat jest powalający, a piwko na zakwasy najlepsze :).
Bieszczady zaskoczyły nas bardzo pozytywnie, przestrzeń i cisza spowodowała ze nawet po kilku dniach byliśmy psychicznie wypoczęci. Te góry wymagają jednak zupełnie innego przygotowania niż Sudety, tu kilkugodzinne opady sprawiają, że trasy są bardzo ciężkie lub tez zupełnie nie do pokonania. Wybierając się na wyprawę musimy mieć ze sobą dosłownie wszystko, bo przy kontuzji lub awarii, która unieruchomi twój rower do najbliższych oznak cywilizacji może być nawet 30 km.
Opony – tylko na błoto
Lampki – obowiązkowo
Zestaw narzędzi, dętek i łatek - obowiązkowo
Apteczka – plastry, bandaże i coś do dezynfekcji wskazane
Telefon i nawigacja – z uwagi na kiepskie oznakowanie szlaków wskazane
Mapy papierowe – najlepiej więcej niż jedna, bo sami zauważycie, że każda będzie pokazywała, co innego
Prowiant – tak i to z dużym zapasem
Tych kilku dniach wiemy jedno… w Bieszczady zawitamy jeszcze nie raz.