Oława - Wzgórza Strzelińskie
Dystans: 72.93 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
Co jakiś czas wybieram się z rower z przyjaciółmi, którzy nie są z "z regionu" więc staram się im pokazać jak najwięcej atrakcji, których nie ma w przewodnikach. Oława i jej okolice to turystyczny dół i żadem organ nie stara się nawet zmienić tego faktu. Może w czymś pomoże taki portal, jak CNR. Jeśli nikt nie będzie zwiedzać tej masy wspaniałości, która czai się za każdym niemal zakrętem - na nic będą wszelkie zabiegi. A bez znajomości tego, co tu się kryje i skąd pochodzi - na nikim nic nie zrobi wrażenia. Ale do tego są tu trasy iście przygodowe, więc i bez wiedzy o historii można się dobrze zabawić :)
Opisywana trasa wymaga raczej roweru typu cross, najlepiej MTB. My jechaliśmy na lekkim enduro i maratonowym sztywniaku. Najlepiej trasę zacząć w Wiązowie i zostawić sobie auto na rynku, samo miasto jest zresztą maleńkie, ale niesamowite i dobrze je też zwiedzić. Wyjazd z Wiązowa asfaltową drogą nr 39 w kierunku Strzelina, za miejscowością Stary Wiązów odbijamy w lewo na wieś Księżyce. We wsi urocze gospodarstwa i ładny, neoromański kościół. Jedziemy do końca wsi i tu kończy się na jakiś czas asfalt. polami wg zaznaczonej trasy Dojedziemy do miejscowości Karszówek - wyjedziemy koło dawnego młyna wodnego. We wsi bardzo ciekawe są rozwiązania hydrotechniczne, pozostałości przeniesienia mocy wody na mechanizmy młyna (chyba jeszcze poniemiecka turbina wodna, która zastąpiła koło wodne. We wsi także niewielki, zrujnowany pałac i piękna brama wjazdowa na teren majątku. Dalej kierujemy się na Wawrzyszów, ale za wsią odbijamy asfaltową drogą w kierunku wsi Żeleźnik, gdzie dotrzemy do pięknego pałacu (teren prywatny) i kościoła, którego historia sięga XII w. Jest także obelisk (betonowy) poświęcony jedynej słusznej Amii Czerwonej :) ale w środku pod warstwą betonu zapewne jest schowany pomnik ku pamięci ofiar wojny 1914-1918. Poniżej kościoła mijamy kolumnę ze świętym (ale zapomniałem jakim, zresztą erozja zrobiła mu wielką krzywdę) i jedziemy przez pola do Jegłowej, gdzie po kilkuset metrach asfaltem możemy zjechać w bok do kopalni kwarcytu. Ona jest eksploatowana sezonowo, więc trzeba uważać, brzegi wyrobiska nie są zabezpieczone. Z Jegłowej lekka wspinaczka do Krzywiny a potem już dość ciężka do Samborowiczek. Ale po każdym podjeździe jest nagroda - zjazd. Tu będzie ich kilka :) Samborowiczki to ciekawie położona wieś, warto odwiedzić wąwozy na jej zachodnim krańcu. My wyjechaliśmy z Samborowiczek, ale ponieważ mieliśmy dość asfaltu, to przed sadami wbiliśmy prosto na Gromnik. Chwila jazdy, potem już tylko pchanie rowerów aż do samego parkingu pod szczytem wzniesienia. Na Gromniku jest już wieża widokowa (no i oczywiście ruiny zamku, a dokładniej jego piwnic) ale - za niska, co zauważyliśmy my i napotkana ekipa z Brzegu. No cóż, nie można mieć wszystkiego. To i tak nie był problem, bo wieża była zamknięta. Z góry zjazd przecudny, my pomyliliśmy drogi i zamiast wyjechać w kierunku na Kuropatnik - Wyjechaliśmy goło wsi Dębniki, co też było spoko, bo uważni odnajdą tam ślady aktywności husytów :) Dalej podjazd do Gęsińca i już jak najszybciej w dół do sklepu po batony i porcję napojów. Droga powrotna z racji napięcia czasowego to już niemal wyłącznie asfalt, ale można rozszerzyć o zwiedzanie Strzelina, dalej Wyszonowice - ruiny kaplicy cmentarnej i cmentarza, młyn wodny, urocze stawy i pałac (teren prywatny). Z Wyszonowic już krótka droga do Wiązowa przez wieś Głęboka z pięknym, ale niedostępnym pałacem i zachowanym starodrzewiem.
W ogóle Wzgórza Strzelińskie są ciekawym miejscem do przejazdów, jest masa ścieżek wśród pól i lasów, umiarkowane nachylenie sprawia, że to dobre miejsce na przywracanie do kondycji, a i tych (takich jak ja), którzy rower traktują nie tylko jak maszynę do katowania siebie, ale i do zwiedzania - zadowoli ten obszar, do którego dojazd z Wrocławia (pociągiem czy autem) zajmuje mniej niż 30 minut. Z Oławy czy Brzegu jest to jeszcze szybciej.
Długość trasy podana przez mapę nieco nietrafiona, bo w rzeczywistości wyszło 78 km, ale rysowałem ją odręcznie. Ślad został wyrysowany na mapie satelitarnej gdyż uproszczenia zastosowane przez google na wersji tradycyjnej mapy są na tyle duże, że można pobłądzić.