Jesienna wycieczka.
Dystans: 110.07 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
Jest niedziela. Temperatura za oknem wynosi kilka stopni powyżej zera więc niechętnie wskakuję na rower i jadę przez całe miasto, czyli blisko 20 km, aby dotrzeć na miejsce spotkania wycieczki klubowej. Stwierdzam, że jak na paskudny poranek to wycieczka będzie całkiem liczna bo na starcie stawiło się blisko 50 osób. Zaczynamy jechać. Wszelkie światła i skrzyżowania spowalniają tempo niesamowicie. Dojeżdżamy do korony wału nad Wisłą. Kolejny postój. Nie wytrzymuję i puszczam się swoim tempem. Od razu czuję fan.
Dojeżdżam do okolicy Jabłonnej i zwiedzam zespół pałacowo-parkowy.
Zjeżdżam ponownie na wał i spotykam grupę na kolejnym postoju. Leniwie jedziemy przez lasy legionowskie. Droga prowadzi po mało przyjemnych bo paskowych duktach leśnych.
Dojeżdżamy nad Narew i robimy kolejną przerwę. Tym razem jest to przerwa posiłkowa.
Po posiłku wyjeżdżamy na koronę wału nad Narwią. Tempo jest w dalszym ciągu leniwe chociaż jedziemy dość równą drogą gruntowo-szutrową. Jest dużo czasu aby podziwiać nadnarwiańskie łąki
Przyciskam i ponownie odskakuję od grupy. Dla spowolnienia swojego tempa jadę po mało wydeptanej koronie wału. Dzięki temu mam pełny widok zarówno na łąki położone po za wałem jak i na lasy znajdujące się na ternie zalewowym. Nie znajduję się w jakimś wielkim kompleksie leśnym więc ze zdziwieniem napotykam całkowicie zrytą nawierzchnię wału przez buszujące nocą dziki.
Zjeżdżam z korony na lokalną szutrową drogę, która odbija w bok aby minąć obiekt hydrologiczny.
Docieram do sklepiku. Małe zaopatrzenie i ... grupa ponownie się melduje. Od razu leniwa senna niedziela staje się bazarową sobotą. Ponownie się odłączam i zagłębiam się w las. Klucząc lokalnymi drogami terenowymi i szlakami pieszymi docieram do Narwi.
Jest chłodno więc spotykam nielicznych wędkarzy i spacerowiczów. To dobrze. Już sobie wyobrażam te tłumy jakie muszą być w tym miejscu podczas letnich okresów. Tłumy zapewne są zarówno na lądzie jak i na wodzie bo nad brzegiem jest wiele przystań wodnych.
Docieram do Zegrza. Spokój natychmiast gdzieś ulatuje.
Szybko mijam kolejne węzły komunikacyjne i ponownie ląduje nad wodą, na ścieżce wzdłuż Kanału Żerańskiego. O dziwo jest przyjemnie pusto. Było pusto i kolorowo ale nad wodą paleta kolorów była o wiele bardziej imponująca.
Mam już ponad 80 km w nogach więc niespiesznie się snuję po owej ścieżynce.
Dojeżdżam do Żerania i klucząc pomiędzy setką płotów budowlanych dojeżdżam do terenów rekreacyjnych.
Im bliżej Centrum tym ruch na ścieżce staje się coraz większy.
Wycieczkę kończę samotnie po przejechaniu 105 km .