W stronę wulkanu Teide na Teneryfie
Dystans: 145.45 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
Zaczynamy z południa wyspy, w ten rejon najłatwiej dotrzeć za pośrednictwem większości biur podróży i tam też najwięcej jest turystów. Znad oceanu wyruszymy w górę do podnóży najwyższego Hiszpańskiego szczytu - wulkanu Teide. Czeka nas więc ok 2300 metrów przewyższenia na kilkadziesiąt kilometrów wspinaczki.
Pierwsze kilka kilometrów to wyjazd z turystycznego zakątka wyspy i dojazd do autostrady, gdzie mało uczęszczaną drogą asfaltową wybieramy kierunek na La Camella. Po drodze możemy napotkać żołnierzy, ale na szczęście to tylko bawiący się Paintball :) Jedziemy dalej, momentami robi się na prawdę stromo, potem kilka kilometrów łagodniejszych T-28 do Valle de San Lorenzo, dalej znów lokalną i stromą drogą do Arona. Znów wjeżdżamy na główną drogę i zaczynają się serpentynki do Escalona i potem jeszcze kilka kilometrów do Vilaflor, to będzie ostatnie miasteczko na naszej drodze do Teide.
Dalej droga odbija nieco na zachód, trzeba objechać okoliczne ponad 2-tysięczne masywy. Mniej więcej na tej wysokości kończyły się chmury akurat tego dnia. Zaczęła się nieco inna roślinność, nawet trochę lasów. Z wielką ciekawością mijamy kolejne zakręty, ale wulkan ciągle schowany. Dopiero gdy dojechaliśmy do skrzyżowania drogi biegnącej pod masywem wyłonił się w końcu szczyt. Robił wrażenie, podobnie jak cała okolica. Wielkie pustkowie, pozostałość po erupcji wulkanu.
Dalej skręciliśmy w prawo i prosta droga rozciągała się przed nami. Po drodze na wysokości 3,718 m n.p.m. mijaliśmy słynny hotel Parador de las Cañadas del Teide, w którym na obozy treningowe przyjeżdżają najlepsi kolarze świata, w tym też grupa CCC z Mają Włoszczowską. Po lewej stronie rozciągały się ciekawie uformowane skały, dobre miejsce na fotki. Dalej wyłaniał się wyciąg wjeżdżający niemal na sam szczyt wulkanu. My dojechaliśmy kawałek dalej, chcieliśmy drogą szutrową (szlakiem pieszym) dojechać do Montana Blanca, gdzie średnie nachylenie to 7% i maksymalne 12%, ale niestety mieliśmy pecha i napotkaliśmy strażników, którzy rowerom nie pozwalają wjeżdżać na tereny parku. Pojechaliśmy zatem jeszcze kawałek przed siebie i rozglądaliśmy się po okolicy.
Drogę powrotna to najpierw dojazd do skrzyżowania dróg i odbicie w prawo na Guia de Isora. Po prawej stronie drogi mogliśmy jeszcze napatrzyć się na "czarną lawę", a po lewej rozciągał się ocean chmur. Widok niesamowity, choć pewnie przy lepszej widoczności widać byłoby wyspę.
Drogę można nieco skrócić wybierając lokalną drogę np na Chio lub dalej Chiguerge, z tym, że są one bardzo wąskie i momentami niezwykle strome. Po dojechaniu do Adeje trzeba odbić na południe, aby ominąć autostradę. Dalej można już wybrzeżem dojechać z powrotem do miejsca startu.