115 km przez Kamionną
Dystans: 112.46 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
Planowana przeze mnie od dawna wycieczka do miejscowości Kamionna, która leży w pięknej dolinie Kamionki. Trasa jak na okoliczne możliwości terenowe dość ciekawa pod względem widokowym i różnicy wzniesień. Początkowo jechało się świetnie, wiatr w plecy i ciąg TIR-ów powodowały, że przemieszczałem się z prędkościami w granicach 40 km/h bez większego wysiłku. Jednak wiedziałem z czym się to wiąże ;) W Pniewach na obwodnicy (na której obowiązuje zakaz wjazdu rowerem :) remont. Jednak przemiły sympatyk rowerzystów, który kierował ruchem na odcinku remontowanym, widząc mnie stojącego i oczekującego na zielone światło rzekł: "rowerem, to śmiało chłopie sobie jedź, tylko tu bokiem"! No to podziękowałem i pojechałem. Fajnie pofałdowany odcinek do Kamionnej powodował, że droga się nie nudziła. Przed samą wioską piękny widok na całą dolinę. W Kamionnej krótka przerwa przy kościele z XV wieku n.e. gdzie można znów podziwiać piękno okolicy. Można tez dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy z historii m.in., że przez Kamionną przebiegała jedna z pierwszych szos w Polsce łącząca Poznań z Berlinem, a podróż dyliżansem trwała 26 godzin. Po krótkiej przerwie hop na rower i z górki w dalszą drogę. Prędkość z góry ponad 50 km/h :) aż papa się cieszy :P Jednak już nie długo... W Gorzyniu skręcam w lewo w kierunku na Miedzichowo i tu wiatr już nie jest taki przychylny. Dopada mnie również pierwszy kryzysik. Kilka kilometrów już w nogach ze zdradliwym wiatrem w plecy teraz zaczynało dawać się we znaki. Szybko sięgnąłem po batonik i banana, które niebawem dodały mi energii. Kolejny piękny odcinek na początku kręty i pagórkowaty, później po równej ładnej szosie przez las umilał podróż. W Miedzichowie planowany postój na HOT-DOGA na stacji paliw nie doszedł do skutku z troszeczkę ambicjonalnych powodów. Pomyślałem, że dociągnę do Lwówka :) Z tym, że od Miedzichowa praktycznie do samego Lwówka miałem wiatr prosto w twarz, co wykończyło mnie dość mocno. Na dodatek skończyło mi się "paliwo" w bidonie :/ We Lwówku przy stacji BLISKA udało mi się zwlec z roweru i po dłuższej chwili na rozprostowanie gnotków wchodzę do środka. A tu ku mojemu zaskoczeniu pan zza lady gorąco zaprasza mnie słowami: "zapraszam pana, pewnie zmęczony podróżą, może coś do picia, jedzenia, zapraszam! A daleko Pan jedzie, ja też trochę jeżdżę ale takiego dystansu to bym nie dał rady! Podziwiam Pana! Na prawdę!" :D Nie źle, no ale komu w drogę..... Na wylocie ze Lwówka czekał mnie ostatni "wymagający" podjazd, ze szczytu którego rozciągała się piękna panorama właśnie w kierunku na Kamionną, położoną jednak jakieś 40 km dalej. Im bliżej domu tym lżej się kręciło i nareszcie koniec. Mimo kiepskiej końcówki średnia i tak wyszła ok 32 km/h, czyli całkiem nie najgorzej :) Jeszcze łyk zimnej Pepsi i do domku na obiad!