Szosowe Mistrzostwa Świata 2013
Kategoria:
Pokusiłem się w dniu dzisiejszym o podsumowanie startu naszej reprezentacji w szosowych mistrzostwach świata we Florencji.
Zapoznając się z profilem i analizując szczegółowo podjazdy znajdujące się na rundzie doszedłem do wniosku, że zdecydowanie nie będzie to wyścig dla sprinterów. Prawie 50 km jazdy pod górę powinno i jak widzieliśmy zrobiło dużą selekcję w peletonie. Kluczowym punktem wyścigu okazał się drugi podjazd Fine Via Salviati mierzący 600m z maxymalnym nachyleniem 16%. Dużą rolę odegrały również zjazdy, które pomogły ekipie Włoch na przeprowadzenie, jak to ładnie ujął Wacław Skarul „rzeźni”, w grupie zasadniczej. Padający bez przerwy deszcz, plus włoska armada już na trzech pierwszych rundach wyeliminowały kilku potencjalnie mocnych zawodników takich jak Wiggins, czy Evans. Niestety straty poniosła również nasza reprezentacja.
Szczerze, moim zdaniem nasi ponieśli nie tyle straty, co potężną klęskę. Mówiło się, że tak silnego składu Polska nie miała od lat. Podczas całego sezonu pasjonowaliśmy się startami Michała Kwiatkowskiego, Rafała Majki czy Przemka Niemca. Na kilka tygodni przed czempionatem również Maciek Paterski sygnalizował wzrost formy, Sylwester Szmyd pisał na swoim blogu, że jest nastawiony na walkę, a Michał Gołaś pojechał niesamowity jak na niego Tour of Britain. Wszystko zapowiadało się pięknie. Niestety cały ten trailer, jak okazało się w niedzielę, był zapowiedzią jednego z większych dramatów polskiego kolarstwa w tym sezonie. Wypadałoby zapytać co jest tego przyczyną. Każdy zapewne oglądając zmagania na trasie miał swoje zdanie na temat poczynań biało-czerwonych. Pewne jest to, że wszyscy jak jeden mąż, zapytani o najlepszego Polaka odpowiemy, Bartosz Huzarski!
Zaczynając więc od Bartka powiem tak, liczyłem cichcem, że Huzar pokaże się z dobrej strony, ale chyba nie liczyłem na aż tak wiele. Ponad 230 kilometrowa ucieczka budzi szacunek, tym bardziej, że po drodze kolarz z Sobótki zgubił wszystkich swoich towarzyszy. Bartek uratował honor naszej reprezentacji.
Maciek Paterski wskazywany był przez wielu jako drugi lider naszej ekipy. Pojechał przyzwoicie 19 miejsce na tak trudnej trasie i w takich warunkach jest dobrym wynikiem, szkoda że jest to wynik osiągnięty w sposób mało barwny. Rola Maćka ograniczyła się jedynie do trzymania koła głównej grupy.
Michała Gołasia zapamiętałem z dość niespodziewanej akcji, zostając na podjeździe pod Fiesole na jednej z ostatnich rund, zdołał na zjeździe dojść i przejść na czoło, żeby na koniec spróbować odjazdu. Chociaż przez moment wyszło słońce dla naszej reprezentacji i to zarówno w przenośni jak i dosłownie.
Ostatnim z naszych reprezentantów, który ukończył wyścig jest Rafał Majka. Nie stawiałem na Rafała na takiej trasie. Pewnym było, że żeby powalczyć w końcówce trzeba być szybkim. Kolarz Saxo Banku do takowych nie należy. Nie wiem skąd pomysł Piotra Wadeckiego, żeby obok Kwiatka stawiać go na pozycji lidera.
Pozostała piątka oznaczona jest w wynikach kodem DNF. Cieszyliśmy się, że mamy dziewięciu zawodników na starcie, co z tego jak ukończyło tylko czterech. Michał Kwiatkowski nie podołał stawianym przed nim wymaganiom. Jak sam napisał poddał się. Może to pogoda, może zmęczenie sezonem, może fakt, że to prawdopodobnie ostatni start w tym sezonie. Mimo wszystko rozczarowanie. Mam wrażenie, że cała kolarska Polska liczyła na miejsce w pierwszej 10 a po cichu nawet na medal. Maciek Bodnar pechowy upadł dwa raz, niestety nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli. Przemka Niemca i Tomka Marczyńskiego było jeszcze czasem widać pod koniec peletonu, Sylwka Szmyda nie widziałem ani razu. Sylwek powinien zapomnieć jak najszybciej o tym sezonie, widać rok 2013 był dla niego rokiem pechowym.
Tyle o Polakach wkrótce druga część, część zagraniczna.