Trzy dni za kółkiem
Dystans: 283.13 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Umiarkowana
1- dzień;W środę skoro świt przy ładnej pogodzie zarzucając sakwy, namiot,śpiwór i resztę drobiazgów ruszyłem z Jabłonki po nową przygodę , trasa przebiegała w stronę granicy Lipnicy Dużej, pierwszy swój postój po 30 km. zrobiłem przy wjeździe do miejscowości Breza obok kapliczki ze źródlaną wodą , po małym odpoczynku na ławkach z kubkiem źródlanej wody wróciły siły do dalszej jazdy rowerem . Pogoda w tym dniu była wyjątkowa na taką jazdę białe cumulusy chroniły przed gorącym słońcem przeszkodą był duży ruch samochodowy między Zubrohlava a Lokcą to około 12 km. drogi lecz cóż w planach jazdy rowerem należy to zawsze brać pod uwagę. Naciskając pedała nie odczuwałem że na bagażniku mam dodatkowy balans. Droga lekko biegła w górę przed miejscowością Oravska Lesna skręciłem na drogę rowerową 5439 która wiedzie wąską drogą asfaltową między lasami do historycznej wąskotorowej drogi kolejowej ( patrz foto ). Na stacji kolejowej w małym przysiółku Tanecnik nie mogłem sobie odmówić (po uprzednim zakupie biletu za 4 Euro + rower 0,5 Euro) wsiąść z rowerem i ekwipunkiem do wagoniku i skrócić drogę rowerową kosztem drogi kolejowej wiodącą wśród lasów i gór Słowackich Beskidów ( szlak kolejowy to około 5 km. ) Po dojechaniu do stacyjki końcowej ruszyłem w dalszą drogę która gwałtownie opadała w dół co spowodowało że drogi zaczęło ubywać w szybkim czasie. W miejscowości Nova Bystrica trafiłem na ścieżkę rowerową zwaną cyklostradą Kusycką która wije się wzdłuż rzeki Bystricy. Na owej drodze jest parę wiat do zatrzymania i źródełek z których można zaczerpnąć źródlanej wody , niestety nie mogłem przejechać całej cyklostrady która ciągie się aż do Kysuc moja droga wiodła w stronę Małej Fatry więc skręciłem na Radostke . Z góry wiedziałem że po zjazdach i relaksowym pedałowaniu wzdłuż rzeki musiało dojść do mocnego podjazdu , przecież jestem w górach może nie wysokich lecz różnice terenu sięgają 400 m. Osiągając tak zwane Sedlo Lutiska rozłożyłem mą małą oranżerie , sprawiając sobie nie tylko przyjemność dla ducha lecz i dla ciała - chińskie zupki smakują wybornie po lipami z piękną panoramą Małej Fatry. Towarzystwo zawsze się znajdzie na każdym postoju jakiś cyklista czy zbłąkany turysta spyta o drogę bądź podpowie o ciekawych trasach. Po delikatnym posiłku zjazd stromą drogą aż do samego pola biwakowego w Varinie przebiegał z ładną panoramą Fatry oraz z małym odcinkiem ruchliwej drogi. Pole biwakowe jest usytuowane zaraz po prawej stronie drogi głównej, obejmuje obszar prawie 4 hektary lub więcej , jest cała infrastruktura z łazienkami i ciepła wodą na terenie znajduje się nawet mała knajpka. Zaskoczyła mnie przystępna cena jak na słowackie warunki za dwa noclegi zapłaciłem 12 Euro + plik map dla rowerzystów ( natomiast nad Oravską Marą płaciłem prawie po 10 Euro za nocleg ) mówię oczywiście o noclegu w swoim namiocie natomiast w woli informacji powiem że wynajęcie domku letniskowego kosztuje tutaj 30 Euro co do jakości tych domków to oczywiście cena z kosmosu. Wziąłem dwa noclegi ponieważ z tego miejsca zrobiłem sobie bazę wypadową , nie dźwigając dodatkowo w drugim dniu zbędnego obciążenia ( namiot, śpiwór itd.) Po rozbiciu namiotu ruszyłem jeszcze do rynku w/w miejscowości i do zapoznania się z drogami wylotowymi na jutrzejszy rajd przy okazji zahaczyłem o urokliwy stary zamek na skale w Strecno. Dzień zakończyłem przy lekkiej kolacji z gorącą herbatką zaprzeczam kategorycznie informacjom o spożywaniu piwa w tym dniu.
Dzień drugi mojej wycieczki po spokojnie przespanej nocy rozpocząłem od delikatnego śniadanka i małej czarnej . Równo o godzinie 8.00 ruszyłem w trasę ( zbliżoną według przesłanej mapy niestety pewne trasy nie mogłem nanieś na drogi rowerowe ) najpierw rewelacyjną ścieżką rowerową wzdłuż zalewu nad Vahem do Budatinskiego zamku . Zaznaczę Ci że na uwadze miałem nie szybki przejazd rowerem lecz zatrzymanie się i zwiedzenie niektórych zabytkowych miejsc znajdujących się na szlaku mojej trasy. Bytca na trasie to bardzo ładne miasteczko z urokliwym rynkiem , malowniczymi stalowymi mostkami na kanale oraz starym renesansowym zamkiem w którym zwiedziłem muzeum. Wszystkie drogi którymi się poruszam był cyklostradami i do tego dobrze oznaczonymi , każdy skręt był oznaczony słupkiem z odpowiednim kierunkiem. Nieścisłość jest na mapie ponieważ w rzeczywistości za Povaźskim hradem jest przejazd nad kanałem Hricovskim pod autostradą i przejazd nad Vahem prosto do Povażską Teple i tutaj zaczynają się atrakcje które chciałem zawsze zobaczyć - droga asfaltowa z nikłym ruchem wije się wśród wapiennych Maninskich skał , które niczym mnichy stoją nad głowami ( patrz foto ). Z Vrchtepla skręciłem drogą rowerową 8407 która wiła się wśród pól i łąk docierając do miejscowości Sulov - Hradna następnie ruszyłem w nieznane kierując się na ścieżkę rowerową 2408 aby przebić się przez Sulovske skały przełęczą pod Rohac . Przejazd rowerem i to z jedną sakwą wymagał od mnie ogromnego wysiłku w części jego prowadzeniem ale się przedarłem , natomiast nie udało mi się przedrzeć rysując mapę i musiałem zrobić je dwie jedną do miejscowości Sulov - Hradna natomiast drugą mapę jako etap 2 z miejscowości Podhorie . Widoki powyżej przełęczy były kapitalne i zapierało dech w piersiach , wapienne szczyty niczym piramidy sterczały między lasem liściastym. Długi odpoczynek przy wiacie na przełęczy z popasem na zupkę chińska i herbatkę pozwoliły zregenerować siły na dalszy przejazd reszta to szybki zjazd do Źiliny mijając urokliwe małe miejscowości. Kilka zdjęć w centrum Źiliny i trudne wydostanie się na ścieżkę rowerową ( tu pomógł mi spotkany cyklista który wyprowadził mnie na ścieżkę rowerową przy Vahu ) . Trasa liczyła 102 km. i zakończyłem ją po 18 godz. przez cały dzień wypiłem z 5l wody jednak jak dojechałem na miejsce zafundowałem sobie piwo w butli 2 l.i w przeciągu jednej godziny wypiłem do dna. Sen był błogi i nagły.
Trzeci dzień to powrót do Jabłonki , namiot i ekwipunek zapakowany na rower o godzinie 8.00 i w trasę powrotną przez Terechova i dalej według mapy. Podjazd z jakami się zmagałem miały do 14% natomiast podjazd z Zazriva miał około 8 kilometrów i połowę owej trasy pedałowałem na przełożeniu 1/1 . 30 kilometrów wraz z dobyciem szczyt podjazdu trwało 4 godziny natomiast zjazd ,który trwał za wzniesieniem trwał prawie do samej Jabłonki i zajął mi niespełna 3 godziny chociaż kilometrów nakręciłem 50. I tak trwał wypad 3 dniowy. Pogoda dopisała , mam satysfakcje z osiągnięcia celu .