Przez Lago di Neves do Rifugio Porro 2420 m
Dystans: 42.68 km Miejsce startu:
Kategoria: Trudność: Wymagająca
Lago di Neves - alpejskie jezioro położone na wysokości 1430 m n.p.m. było celem głównym wycieczki, ale szeroki szuter odchodzący od ścieżki wkoło jeziorka wijący się zakosami do góry był tak kuszący, że dojechaliśmy aż do chatki Porro (Chemnitzerhütte), a więc na wysokość 2420 m.
Zaczęliśmy w Weissenbach, niewielkim miasteczku w dolinie Ahrntal, skąd szybko zjechaliśmy 300 metrów niżej do Lutach i jeszcze parę kilometrów do Sand in Taufers. W tym miejscu skończyła się jazda w dół i zaczęła pod górkę. Obraliśmy kierunek na Mühlwald. Spokojną szosą, o łagodnym nachyleniu jechaliśmy przed siebie, czasem robiło się nieco stromiej. W Mühlwald można się zatrzymać przy małym jeziorku i cieszyć się pięknem przyrody, aczkolwiek akurat kiedy my tam przejeżdżaliśmy to czuć było przenikliwą woń obornika :)
Kilka kilometrów dalej droga wyraźnie zaczyna stawiać większy opór, wzmaga się stromizna. To znak, że jezioro coraz bliżej, po drodze mijamy jeszcze bramkę do pobierania opłat od zmotoryzowanych. Znów wychodzi na to, że rowerem jest nie tylko przyjemniej ale też i taniej. Niebawem pojawia się pierwszy zarys wielkiej tamy, a chwilę później wielka tafla jeziora. Śmiało można objechać go dookoła, taki zresztą mieliśmy plan, ale przy końcu prostej przy brzegu jeziorka wypatrzyliśmy interesujący szuter biegnący w górę. Pomyśleliśmy, że podjedziemy trochę wyżej a jeziorko objedziemy w drodze powrotnej (zdjęcia jeziorka też miały być w drodze powrotnej...).
I tak zaczęła się nasza wspinaczka do Rifugio Porro na wysokość 2420 m n.p.m. Początkowe serpentyny były bardzo przyjemne, trochę strome, ale szybko wspinaliśmy się w górę z boku mając przyjemny widok na jezioro. Po dojechaniu do wypłaszczenia droga wydawała się niemniej przyjemna, aczkolwiek gęściejsze, węższe i bardziej strome serpentynki sprawiały już nieco więcej problemów, gdyż przecinały je dość szerokie rynny. Końcowe parę metrów przeprawiliśmy się więc piechotą, by znów ukazało się wypłaszczenie z piękną drogą i widocznym w oddali domkiem. Skoro było tak blisko to postanowiliśmy już tam dojechać. Po drodze jednak okazało się, że końcówka naszpikowana jest kamieniami, a do tego momentami przykryta śniegiem. Ostatnie zakosy szliśmy więc piechotą, ale widoki jakie ukazały się po osiągnięciu celu były niesamowite :)
Na górze skusiliśmy się na pyszną włoską kawę i na mapie wypatrzyliśmy skrót do Weissenbach przez górki, o dziwo oznaczony jako szlak rowerowy. Cóż, zawsze łatwiej zjechać niż wjechać, więc spróbowaliśmy... ale po takich skałach, kamieniach, schodkach kamienistych, wąskich, mokrych, ośnieżonych, z przepaścią z jednej strony zjechać się nie dało. 30 minut spacerku z rowerkami do Göge Alm (2023 m n.p.m.) i w końcu zaczął się szuterek, szeroki, przyjemny. Ostatnie kilometry pokonaliśmy już na rowerach.