„Wstać i jechać dalej” – Maja Włoszczowska o upadkach i kontuzjach
Kategoria:
Maja Włoszczowska w rozmowie o kolarstwie oraz tym, co z nim nierozerwalnie związane, czyli upadkach i kontuzjach. W wywiadzie na portalu www.mojakontuzja.pl 25-krotna Mistrzyni Polski w kolarstwie górskim wspomina ubiegłoroczny wypadek oraz opowiada o swoich bliznach – pamiątkach z rożnych wyścigów.
- Artur St. Rolak: Oglądała pani zdjęcia po tej koszmarnej kraksie w zeszłym roku?
- Maja Włoszczowska: Ciągle je oglądam, bo ciągle wszyscy mi je pokazują. Nie mam ze swoim wyglądem żadnego problemu, jeśli o to panu chodzi. Nikt jednak nie zrobił zdjęć zaraz po tym upadku, a właśnie wtedy było ze mną raczej nie za ciekawie. Ale i tak nie przejmowałam się tym, jak wyglądam, tylko martwiłam, że nie wystartowałam w mistrzostwach świata. To był dla mnie problem.
- Kontuzje w kolarstwie biorą się przede wszystkim z upadków. A upadki? Pech, błąd techniczny, nie zamierzona „pomoc” rywala?
– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że o upadek zdecydowanie łatwiej podczas wyścigu niż treningu, ponieważ wtedy jeździ się na maksymalnym zmęczeniu i wystarczy nawet maleńki błąd techniczny. Albo po prostu przypadek. Kolarz „uczy się” na treningu jakiegoś trudnego zjazdu, ale kiedy potem na zawodach sześciu innych przejedzie tamtędy przed nim, to ten odcinek trasy może wyglądać już zupełnie inaczej.
- Co goi się najszybciej – potłuczone kończyny czy psychika?
– Upadki są nierozerwalnie związane z kolarstwem górskim i trzeba po prostu się z nimi oswoić. Wstać i jechać dalej.
- Co jest najtrudniejsze podczas rehabilitacji? Świadomość uciekającego czasu i, co za tym idzie, malejące szanse na sukces w najbliższych zawodach? Niepewność, czy wszystko będzie znów OK? A może po prostu bezczynność, na którą nie godzi się temperament sportowca?
– Dla mnie najgorsza jest niemożność wzięcia udziału w zawodach. Każdy z nas, kiedy jest chory, chce jak najszybciej wyzdrowieć. A tym bardziej sportowiec. Wielu z nich wraca do treningu za szybko, co może jeszcze pogłębić kontuzję albo chorobę.
- Każdy kolarz, a górski chyba w szczególności, jest narażony na upadki. Uniknąć na pewno ich się nie da, ale można trochę chociaż zminimalizować ryzyko. Jak to się robi?
– Im lepszą zawodnik ma technikę, tym rzadziej upada, ale zupełnie ryzyka wyeliminować się nie da, bo nie wszystko zależy tylko od niego. Startujemy w grupie i nie zawsze można jechać zamierzonym torem. W większej stawce trzeba szukać innych ścieżek, które bywają zdradliwe.
Pełny wywiad z Mają Włoszczowską na portalu mojakontuzja.pl: „Wstać i jechać dalej” – rozmowa z Mają Włoszczowską.