Morderczy Bike Maraton Wisła
Kategoria:
Drużyna Mituoyo DEMA PWR Team wzięła udział w kolejnej, czwartej już edycji Bike Maraton, która tym razem odbywała się w Wiśle. Mordercze trasy, na których były bardzo strome podjazdy, nie odstraszyły zawodników – dzięki walce do końca w klasyfikacji drużynowej zajęliśmy drugi miejsce, ulegając jedynie zawodowej ekipie JBG-2. Na dystansie MEGA najlepszy z drużyny Mitutoyo DEMA był Patryk Kaczmarczyk (7 miejsce OPEN), a na GIGA świetnie poradził sobie Łukasz Klimaszewski (9 miejsce OPEN).
Trasa w Wiśle należała do wyjątkowo ciężkich fizycznie, natomiast była dość prosta technicznie. W przeciwieństwie do zawodów w Wałbrzychu, tym razem było bardzo ciepło i słonecznie (blisko 30 st. C) oraz w miarę sucho . 1700 metrów w pionie na 40 km dystansu MEGA oraz 2700 metrów na 60 km GIGA zwiastowało bardzo ciężką przeprawę – i tak właśnie było. Niekończące się podjazdy o nachyleniu ponad 25% wysysały całą energię.
Patryk Kaczmarczyk, który liczył na wysokie miejsce na dystansie MEGA, musiał szybko zweryfikować swoje plany, gdyż już na pierwszym podjeździe okazało się, że tak łatwo nie będzie. Głównie za sprawą JBG-2 , które zmiażdżyło konkurencję odjeżdżając wszystkim i ostatecznie wygrywając na mega i giga.
Trasa szeroka, można by było wprowadzić trochę więcej singli na podjazdach i zjazdach.
– dodaje Patryk.
Wojtek Pawłowski, startujący na dystansie GIGA (22. OPEN, 15 w kat. M2) nie jest zbyt zadowolony ze swojego startu – „to była istna umieralnia -dużo pod górę na względnie krótkim odcinku dało się odczuć dość dotkliwie” – wspomina i jeszcze dodaje –
Cóż, trochę szkoda startu, bo jest on swego rodzaju porażką. Choć psychicznie chyba wygrałem z sobą, zwłaszcza pokonując dwukrotnie podjazd na Grabową (kto był, ten wie jak jest tam ciężko i stromo). No i udało się dowieźć kilka punktów liczących się w klasyfikacji drużynowej, co było pewną realizacją celu na ten start.
Z kolei wyścig w Wiśle należał do ulubionych dla Łukasza Klimaszewskiego – wykańczająca trasa z bardzo stromymi i długimi podjazdami oraz dużą sumą przewyższeń. Żadnej jazdy w grupie, wożenia się na kole, kalkulowania. Praktycznie cały wyścig to jazda indywidualna. W dodatku przy tak długich zawodach jest dużo okazji zarówno do przeskoczenia na wyższe miejsce jak i spadku na gorsze pozycje. Jeden błąd na zjeździe czy wywrotka nie przekreślają całego wyścigu. Z drugiej strony wystarczy zagotować się na jednym długim podjeździe, by stracić ochotę do dalszej jazdy.
Wyścig pojechałem przyzwoicie, po mocnym pierwszym podjeździe. Choć na metę wpadłem wykończony, to wydaje mi się, że jechałem dość równo, do ostatniego podjazdu kontrolując tempo tak, aby nie złapać dołka formy i nie zatrzymać się 5 km przed metą tracąc na koniec wyścigu 100 miejsc.
– komentuje start Łukasz.
W drużynie Mitutoyo DEMA PWR Team jest więcej osób, którym Beskidy przydały do gustu, a ostre i długie podjazdy to ich klimat – wśród nich jest także Basia Krzyśko, która ze swojego startu jest zadowolona, finiszując na 7 miejscu wśród kobiet w kat. K2 na dystansie MEGA.
Pecha miał Grzegorz Bem, który na jednym z bardzo szybkich i kamienistych zjazdów przebił oponę, przez co stracił trochę pozycji. Na trasie spotkał się z innym zawodnikiem drużyny, Rafałem Drozdkiem, który to z minuty na minutę rozkręcał się i coraz szybciej pokonywał strome podjazdy. Rafał miał także problem z kołem, gdy na kilkanaście minut przed startem z opony bezdętkowej zeszło powietrze i w pośpiechu należało założyć dętkę, przez co zjazdy pokonywał dość asekuracyjnie i niezbyt pewnie.
Rafał zwraca także uwagę na trasę, a z tą opinią zgadza się także kierownik ekipy, Kamil Dziedzic, który również startował w tym maratonie na dystansie MEGA -
Co do trasy to jestem już za stary na zjazdy 75 km/h po asfaltach i płytach. Wolę ciężkie techniczne zjazdy, na których po upadku może i szukasz w lesie roweru, ale upadasz przy 15 km/h manewrując między kamolami i korzeniami. Mijanie niewinnych i przerażonych pieszych turystów ostrzeliwanych kamieniami spod kół mnie jakoś strasznie nie satysfakcjonuje
Tym razem Krzysztof Nowakowski, zawodnik z kat. M4 startujący na dystansie GIGA musiał uznać nie tylko wyższość rywali, co i zmagać się ze swoim organizmem już od samego startu. Na szczęście siłą woli dojechał cały i zdrowy do mety, zajmując 5. miejsce w kategorii.
Maraton krótko podsumowuje Piotr Majer (6. w kategorii M2 na GIGA) – „Ta edycja była przeze mnie długo oczekiwana: charakterystyka przewyższeń nęciła od dawna. Wiedziałem, że jest to ciężki maraton, ale nie wiedziałem, że aż tak!”
Drużyna nie próżnowała i jeszcze w ten sam weekend dwójka zawodników startowała w niedzielę w Pucharze Środkowych Niemiec na wyścigu cross-country MDC-XC w Sebnitz. Natomiast już za tydzień, w sobotę 14 czerwca będziemy na Pucharze Polski MTB XC w Boguszów-Gorce - Górale na start. Zapraszamy do kibicowania!