Śmiertelny wypadek na Giro d'Italia
Kategoria:
Belg Wouter Weylandt z grupy Leopard-Trek zmarł w wyniku obrażeń jakich doznał po upadku na trasie trzeciego etapu Giro d'Italia z Reggio Emilia do Rapello. Do wypadku doszło przy dużej prędkości podczas zjazdu na przełęczy Passo del Bocco.
"Pomimo natychmiastowej reanimacji nie można było nic zrobić. Wouter był nieprzytomny. Miał złamaną podstawę czaszki i uszkodzoną twarz. Po 40 minutach masażu serca musieliśmy przestać. Teraz staramy się zrekonstruować przebieg wydarzeń, aby ustalić jak doszło do tej tragedii" stwierdził lekarz, który próbował ratować kolarza po wypadku.
Sylwester Szmyd jadący w wyścigu kilkanaście sekund za Weylandt'em wspomina: "Belg jechał w grupce, do której traciłem kilkanaście sekund, zobaczyłem go kilkanaście sekund po wypadku. Leżał na środku drogi w kałuży krwi. Widok ten kazał mi się spodziewać najgorszego".
Szmyd uważa ponadto, że kolarstwo szosowe jest obarczone coraz większym ryzykiem: "Wiem, że to nasz zawód, że jest obarczony ryzykiem, ale szczególnie w Giro organizatorzy idą na całość. Zjazdy na kolejnych etapach tegorocznego wyścigu prowadzą po szutrach nad przepaściami, w ogóle nie ma na nich barierek. Czasem mam wrażenie, że w oczach ludzi układających trasę nie jesteśmy ludźmi, a zwierzyną, która w spektakularny sposób ma dotrzeć do mety. Oby tylko lała się krew. Kiedy 220 ludzi pędzi około 90 km/h, wszyscy balansujemy na granicy wielkiego ryzyka. Nawet nie chcę myśleć, co byłoby na finiszach tak trudnych odcinków podczas deszczu".