Pierwszy start w maratonie MTB? Nie ma się czego bać ;)
Kategoria:
Wystartować w maratonie czy nie? – takie pytanie jeszcze pewnie wielu z Was sobie zadaje obawiając się swojego debiutu w amatorskim wyścigu rowerowym.
Takie wątpliwości towarzyszyły również mi, kiedy po raz pierwszy ujrzałam w jakimś magazynie rowerowym informację o organizowanych maratonach rowerowych. Wprawdzie na rowerze zawsze lubiłam jeździć i nie ukrywam, że coś mnie ciągnęło do tych wyścigów… ale obawa czy się nie wygłupię stając na starcie była. Pokusa jednak była silniejsza i postanowiłam razem z Tomkiem wybrać się do niewielkiej miejscowości – Purdy koło Olsztyna na swój pierwszy w życiu maraton (to był rok 2004). 60 km stanowiło dla mnie spore wyzwanie! Ale pomyślałam, że dam rade.
Wielki falstart czyli pierwszy start odroczony
Z wielkich planów maratonowych…….. wyszła wycieczka nad Bałtyckie Morze. Na miejscu okazało się, że w Purdzie nie ma gdzie przenocować, a jedyne lokum znaleźliśmy w odległym o 20km Olsztynie. Ale nie tylko to zadecydowało o porzuceniu marzeń o pierwszym maratonie. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie powierzchowny profesjonalizm uczestników. Tak, niemalże każdy napotkany kolarz w Purdzie od stóp do głów ubrany był w kolarskie rzeczy. Trochę więc głupio się prezentowałam w swoim ulubionym koszykarskim stroju. W dodatku moje, wydawało mi się fajne sportowe adidaski, też niezbyt przypominały kolarskie obuwie, a na głowie chwiał mi się za duży kask – wygrany jeszcze w szkole podstawowej na smoczym wyścigu – któremu bliżej było do hełmu niż elegancko wyprofilowanemu kaskowi jakie można było zauważyć na głowach napotkanych kolarzy. …. Nic więc dziwnego, że brak miejsc noclegowych w jednej chwili stał się idealnym pretekstem, aby jednak nie robić z siebie pośmiewiska i wiać jak najdalej od tego całego kolarskiego towarzystwa. I tak następnego dnia skoro świt popędziliśmy nad morze aby spędzić tam sympatyczny weekend i raz na zawsze zapomnieć o całym tym pomyśle z maratonami.
Wprawdzie moje marzenia nie umarły na zawsze, bo jednak ciągle gdzieś w głowie co pewien czas pojawiał się pomysł, aby znów spróbować… Długo to trwało bo 2 lata, ale w końcu nadarzyła się wspaniała okazja, aby wreszcie stanąć na starcie.
Maraton w domu czyli Wrocław 2006
Gdy okazało się, że maraton jest zaplanowany we Wrocławiu a więc moim rodzinnym mieście, pomyślałam sobie, że taka szansa może się nie powtórzyć i w końcu trzeba się przełamać i wystartować. W moim stroju wprawdzie nic się nie zmieniło poza tym, że adidasy były jakieś inne i kask nowiutki, ale w gruncie rzeczy dalej wyglądałam bardziej jak turystka niż uczestniczka maratonu. Niestety pogoda trochę zepsuła nastrój, bo obfite opady deszczu musiały przynieść sporą ilość błota… ale że aż tyle!!! Kto by się spodziewał, że na trasie wyścigu będzie jedno wielkie błoto…… Mimo wszystko zabawa była przednia!!! Błotko było bardzo błotniste i chyba nigdy w życiu nie miałam go tyle na sobie, ale było to fajne uczucie, bo spełniło się moje małe marzenie. Poza tym okazało się też że nie taki diabeł straszny i wcale nie przyjechałam na samym końcu. Inna sprawa, że do wyboru była też trasa krótka – coś koło 30km, a wiec połowa mniej niż we wspominanej wcześniej Purdzie, ale to też było całkiem sporo, dla kogoś kto rower używał jedynie do krótkich kilku-, może kilkunasto-kilometrowych wycieczek.
I tak się zaczął ten cały rowerowy zawrót głowy
Po tym wyścigu zniknęły wszelkie obawy i każdy następny start był tylko kwestią czasu…. albo raczej kwestią zorganizowania takiej wyprawy na wyścig…. co nie jest rzeczą wcale łatwą gdy nie ma się samochodu. Na szczęście można skorzystać ze wspaniałych Polskich Kolei Państwowych, które dowiozą prawie wszędzie, a tam gdzie nie dowiozą dowiezie własny rower. Takie wyścigi to bardzo fajna przygoda, a mam już na swoim koncie parę takich startów.
Nie bójcie się startować bo fajnie jest
latego zachęcam wszystkich tych, którzy jeszcze się nie odważyli, aby śmiało stawali na starcie i nie bali się brać udział w wielkich masowych imprezach rowerowych, których przecież mamy tak wiele do wyboru. Na stronie Czas na rower! w terminarzu rowerowym udało się już zgromadzić ponad 100 wyścigów, gdzie tylko najbardziej prestiżowa impreza – Bank BPH MTB Grand Prix jest dla posiadaczy licencji. W pozostałych każdy może spróbować swoich sił.
Coś magicznego tych wyścigach musi być, bowiem nie codziennie na starcie amatorskich zawodów spotyka się ponad 1000 uczestników, a tak było nie raz na popularnym Bike Maratonie.