Prawdziwy maraton MTB - Val di Fassa Bike
Kategoria:
Maratony rowerowe zyskały w Polsce ogromną popularność. Niemal co tydzień można wybierać od nizinnych wyścigów organizowanych na Mazowszu i Pomorzu po wyścigi w Karkonoszach i Beskidach. Ale muszę przyznać, że musiałem się wybrać w Dolomity do Val di Fassa, żeby zobaczyć jak może górski maraton z prawdziwego zdarzenia. Prawdziwe były nie tylko góry, ale cała otoczka, atmosfera i poziom sportowy, wszystko na najwyższym poziomie.
Polartec Val di Fassa Bike wchodzi w skład międzynarodowego cyklu pod egidą UCI Marathon Series, który jest jednocześnie eliminacją do Mistrzostw Świata we Francji. Jednak nie jest to zamknięta impreza dostępna dla profesjonalnych kolarzy. Każdy amator może wziąć czynny udział po zapłaceniu 30-40euro i zmierzyć się na trasie z najlepszymi zawodnikami na kontynencie. Jeśli ktoś nie czuł się na siłach, żeby pokonać najdłuższy dystans, można było zdecydować się na dystans classic i short.
Najdłuższa trasa z pewnością była godna wyścigu na tak wysokim poziomie i składała się z czterech bardzo długich i trudnych podjazdów. Do pokonania było 64km. i 2760m. przewyższeń. Już pierwszy podjazd budził respekt wśród uczestników: od startu w miejscowości Moena na wysokości 1170mnpm. trasa prowadziła szutrową ścieżką do górnej stacji kolejki linowej na wysokości 2206mnpm. Po drodze zapierające dech w piersiach widoki na skaliste szczyty, wyczerpujące interwały o nachyleniu przekraczającym 30% i coraz mniej tlenu w górskim powietrzu. Jednak po pokonaniu 8-kilometrowego, morderczego podjazdu... wcale nie było lżej. Zaczęło się od szybkich szutrowych zjazdów i odcinka po trasie narciarskiego supergiganta i technicznych interwałów na górskim zboczu. Potem kolejne podjazdy po 500m przewyższenia. Zaczynały się niewinnie, ale kończyły się stromymi ścianami na luźnym podłożu lub po górskich kamienistych szlakach. Bardzo efektowny był też przejazd wąskimi, stromymi i krętymi, miejskimi uliczkami. Zawodnicy na centymetry mijali otwarte okna domów z dopingującymi ich mieszkańcami.
Niesamowita była cała atmosfera towarzysząca wyścigowi. Cała malownicza dolina Val di Fassa żyła tym wyścigiem, a miasteczko Moena było praktycznie zamknięte dla ruchu samochodowego i przekazane we władanie zawodnikom. Nikt z mieszkańców nie robił problemu (tak jak to często ma miejsce w Polsce), że nie może dojechać na swoją posesję. Wyścig był wielkim świętem w całej miejscowości - ludzie dopingowali z okien domów, z ulic, bawili się w restauracjach i kafejkach w centrum miasta. Bardzo dobrym pomysłem było poprowadznie fragmentu wyścigu przez główny plac miasta. Po krótkim nawrocie zawodnicy rozpoczynali wspinaczkę na ostatni już podjazd na trasie a kibice mogli lepiej śledzić rywalizację. Inną ciekawostką napotkaną na wyścigu były żółte tabliczki usytuowane na początkach podjazdów informujące o długości, średnim nachyleniu, maksymalnym nachyleniu czy różnicy wzniesienia jakie zawodnicy będą musieli pokonać. Praktycznie każdy podjazd oferował maksymalne stromizny na ponad 30 procent.
Ponad 500 zawodników rywalizowało tylko na najdłuższym dystansie. Zwyciężył reprezentant ekipy KTM Torrevilla MTB Stihl - Amaya Chia Jaime Yesid z czasem 03.09.01. Kolejno na mecie pojawili się: Medvedev Alexey (Elettroveneta Corratec) 03.09.19 i Celestino Mirko (Avion Axevo MTB) 03.10.34. Wśród kobiet triumfowała Rosjanka Andreeva Vera (Dinamo) 04.06.43. Pełne wyniki.