Udane starty Mitutoyo MTB Team w Uphill Race Śnieżka oraz AZS MTB CUP
Kategoria:
Drużyna kolarska Mitutoyo AZS Politechnika Wrocławska świetnie zaprezentowała się podczas trzech ostatnich imprez. W wyścigu z ponad 20-letnią tradycją Uphill Race Śnieżka na podium stanęła dwójka zawodników – Patryk Kaczmarczyk był najlepszy OPEN, a 3. miejsce zajął Łukasz Klimaszewski. Tydzień później w Wierchomli rozgrywana była kolejna edycja AZS MTB CUP, gdzie reprezentanci Politechniki Wrocławskiej nie mieli sobie równych. Gościnnie także wystąpiliśmy w Maratonach Rowerowych Cyklokarpaty, gdzie na obu dystansach zwyciężyli nasi zawodnicy. Swoją wysoką formę Patryk i Rafał potwierdzili w przedostatniej edycji AZS MTB CUP rozgrywanej 25 sierpnia w Lublinie, gdzie zajęli odpowiednio 1. i 3. miejsce. Sierpień można zatem zaliczyć do wyjątkowo udanych!
Uphill Race Śnieżka 2013
Wyścig na Śnieżkę rozgrywany był po raz 23! Raz do roku Karkonoski Park Narodowy zezwala na wjechanie rowerem na najwyższy szczyt Sudetów – 1602 m.n.p.m. Trasa jest krótka bo liczy tylko 14 kilometrów, ale suma podjazdów wynosi ponad 1000 metrów! Do tego nawierzchnia – kostka brukowa ze sporymi szczelinami nie sprzyja szybkiej jeździe. To jednak nie przeszkodziło reprezentantom Mitutoyo MTB Team w osiągnięciu dobrych wyników. Najlepszy z drużyny – Patryk Kaczmarczyk – postanowił zrewanżować się za zeszły rok, kiedy to zajął 2. miejsce i w tym roku nie miał sobie równych. Łukasz Klimaszewski do połowy wyścigu podążał razem z Patrykiem, jednak nie wytrzymał tempa i spadł na 3. pozycję, co i tak jest świetnym wynikiem. Trzeci z naszych reprezentantów – Michał Rudel – po przebytej niedawno chorobie powoli wraca do formy i zajął wysoką 7. pozycję OPEN i 5. msc w kategorii M2. Tym sposobem drużyna Mitutoyo miała aż 3 zawodników na szerokim podium M2!
Tak wyścig skomentował Patryk Kaczmarczyk:
Uphill Race Śnieżka 2013 będę wspominał bardzo dobrze. Dobra forma i 100% dyspozycja pozwoliło na bezpieczne zostawienie rywali daleko z tyłu, tym bardziej, że w dyscyplinie typu uphill czuję się bardzo mocny. Plan był prosty - od wjazdu na kostkę podkręcać tempo jeśli to możliwe. Udało się go zrealizować i to nadspodziewanie dobrze, chociaż brakowało rywala by wycisnąć z siebie 100%. Co prawda czas wjazdu praktycznie ten sam co przed rokiem (teraz 55 minut 32 sekundy) to forma lepsza - wtedy było to maksimum moich możliwości, teraz bez przeciążania się. Podziękowania dla mojego klubu – Mitutoyo AZS Politechnika Wrocławska – który umożliwił mi wzięcie udziału w tej prestiżowej, ale niestety bardzo drogiej imprezie.
A tak swoje wrażenia opisuje Łukasz Klimaszewski:
Wyścig ten mogę zaliczyć do naprawdę udanych. Początkowe 4 km asfaltowego podjazdu to spokojna jazda w grupie. Zaraz po zjeździe w teren, przy świątyni Wang, oderwaliśmy się z Patrykiem od reszty grupy i zyskaliśmy sporą przewagę. Jechaliśmy razem około kilometra do wypłaszczenie, gdzie zostałem w tyle. Dalej jechałem samotnie aż do Strzechy Akademickiej, gdzie zza zakrętu zobaczyłem dwóch zawodników z Treka Gdynia. Zaatakowali bardzo mocno i szybko skrócili dystans, jaki nas dzielił. Ja tez mocniej docisnąłem, lecz jeden z nich zdołał mnie dogonić i wyprzedzić, drugi najwyraźniej nie wytrzymał pościgu i odpuścił. Dalej dłuższy odcinek jechaliśmy we dwójkę w niewielkiej odległości. Mniej więcej na 10. kilometrze zaczął się zjazd w kierunku Domu Śląskiego. Tam po raz kolejny zostałem w tyle. W pewnym momencie miałem bardzo dużą stratę, jakieś 100 metrów i traciłem z oczu przeciwnika. Na szczęście dalej zaczął się decydujący i najbardziej stromy fragment podjazdu. Odrobiłem stratę, przeciwnik zaczął się zbliżać. Traciłem 10 – 1 5s. Ale tak już zostało do końca, mimo że ostatnie 100 -200m pojechałem na zupełnym zagięciu. Przynajmniej wiem, że szybciej nie dało już rady. Prawdopodobnie błąd popełniłem też źle dobierając ciśnienie w oponach prze co odbijałem się na kostce. Wyścig zakończyłem na 3. miejscu ze stratą do zwycięzcy równo 2 min a do drugiego 17 sekund.
AZS MTB CUP Wierchomla
W odległej o ponad 400 kilometrów od Wrocławia Wierchomli, w pięknych rejonach Beskidów rozgrywana była 3. edycja AZS MTB CUP – Akademickiego Pucharu Polski w cross-country. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć reprezentantów Mitutoyo AZS Politechnika Wrocławska. W mocnym 6-osobowym składzie: Patryk Kaczmarczyk, Łukasz Klimaszewski, Rafał Adamczyk, Bartosz Krzyśko, Wojciech Pawłowski i Barbara Krzyśko postanowiliśmy powalczyć o jak najwyższe lokaty.
Niestety frekwencja na zawodach nie dopisała, pomimo to walczyliśmy w ogromnym upale. Patryk tradycyjnie już zajął 1. msc OPEN. Dobrze spisał się także Rafał który wygrał w kategorii ELITA, a podium w tej kategorii uzupełnili zawodnicy Mitutoyo – Łukasz i Bartek.
Patryk Kaczmarczyk tak wspomina swój start:
Start w Wierchomli na AZS MTB CUP mogę uznać z pewnością za udany. Chociaż zabrakło najmocniejszych, a trasa została okrojona w związku z działalnością "leśników" to wspaniały klimat i pogoda zapewniła dobrą frajdę z jazdy. To był mój weekend. Pętla krótka, o profilu praktycznie jeden podjazd/jeden zjazd wybitnie mi odpowiadała. Zaraz po starcie wyszedłem na prowadzenie, które niestety w wyniku chwilowego postoju na walkę ze sprzętem musiałem oddać rywalom. To samą na drugim okrążeniu. Straty jednak odrabiałem równie szybko, by nastepnie rozpocząć udaną ucieczkę. Przewaga rosła z każdą pętlą a na mecie zameldowałem się samotnie jako 1. OPEN.
Wojtek Pawłowski o rywalizacji i trasie:
Niewiadomą po dwóch poprzednich edycjach była pętla. Mogła być bardzo ciekawa jak w Zieleńcu albo z kategorii tych, które chce się jak najszybciej zapomnieć jak w Kluszkowcach. Okazała się znaleźć gdzieś pomiędzy rewelacją, a tragedią. Samo umiejscowienie rundy zapowiadało ciężkie ściganie. Pętla poprowadzona w górę i dół po stoku narciarskim zapowiadała trasę wymagającą kondycyjnie. Jednak zjazd poprowadzony fragmentem trasy do DH dodatkowo z zrobionymi ciasnymi agrafkami w szybkich jej fragmentach, dawał frajdę i nie pozwalał ani na chwilę odpuścić. Dodatkowo start w południe przy bezchmurnym niebie i tylko niewielkim fragmentem w cieniu na szczycie zapowiadał nie lada przeprawę. (…) Ostatnie okrążenie pokonałem na przeżycie, kompletnie brakło sił do nawiązania jakiejkolwiek walki, do tego doszła masa błędów i przestrzelonych zakrętów na zjeździe ostatecznie przecinając kreskę jako 6 zawodnik i 4 w U-23 oraz klasyfikacji AZS. Po wyścigu pozostaje jednak niedosyt, bo wystarczyło tylko trochę bardziej się „zagiąć” i mógłbym wskoczyć na podium. Jednak czasy poszczególnych okrążeń były równe i średnie tętno było niewiele niższe od maksymalnego, także niewiele więcej mógłbym wycisnąć. Świetny wyścig pojechali Patryk, Rafał i Łukasz dominując w nim bezapelacyjnie. Gratulacje Panowie! Bez wątpienia pozostaje również fakt, jak wiele zawdzięczaliśmy podczas tego startu sprawnej obsłudze na bufecie, która pomimo palącego słońca przez cały czas niestrudzenie podawała bidony, żele i wodę do polewania. Wielkie dzięki dziewczyny! Również gratulacje dla Basi, która świetnie sobie poradziła z tą piekielnie trudną górą w ostateczności stając na podium w każdej interesującej ją kategorii!
Maraton Rowerowy Cyklokarpaty.pl
Korzystając z długiego weekendu w Wierchomli drużyna postanowiła wystartować także w maratonie MTB z serii Cyklokarpaty. Większość zawodników pomimo zmęczenia XC w dniu poprzednim wybrała dystans GIGA, by mieć większą frajdę z jazdy i wykonać dobry trening przed Mistrzostwami Polski w maratonie MTB. Z bardzo dobrej strony pokazał się Patryk Kaczmarczyk, który wygrał w swojej kategorii oraz zajął 2. msc OPEN morderczy dystans GIGA 75 km i 2500 m w pionie. Łukasz Klimaszewski postanowił sprawdzić się na dystansie MEGA, gdzie zajął 1. miejsce!
Tak komentują ten start zawodnicy Mitutoyo MTB Team:
Drugi dzień startowy na Maratonie Cyklokarpaty w Wierchomli był wyjątkowo ciężki. Chcąc czerpać fun z jazdy po góra wybrałem się na dystans Giga (całe 75k m i 2500 m w pionie), podobnie jak większość zawodników Mitutoyo AZS PWR. Wiedziałem, że będzie ciężko, a podmęczona noga nie pomoże na podjazdach. To mój pierwszy start w tym roku na długim dystansie, co ciekawe okazało się że był to nawet najdłuższy mój trening w tym sezonie. Już od 10 km wyszedłem na prowadzenie razem z kolegą z klubu zostawiając rywali poza polem widzenia. Jak się okazało część z nich postanowiła skrócić sobie trasę co zakończyło się ich dyskwalifikacją. Niestety na 30 km awaria sprzętu i postój w wyniku której zostałem na trasie jedynie z młynkiem z przodu (całe 24z). To jednak nie przeszkodziło mi w kontynuowaniu jazdy, chociaż odnotowywałem straty na licznych szybkich zjazdach, gdzie trzeba było dokręcać. Wjazd na druga pętlę rozpocząłem samotnie. Stopniowo zwiększające się zmęczenie, brak koncentracji i zbliżające się skurcze nie napawały optymizmem. W walce ze słabościami musiałem uznać wyższość konkurencji oddając prowadzenie OPEN na ok. 10 km przed metą. Końcowo zameldowałem się jako 2.open i 1. w kat. z niewielką stratą 2 minut.
(Patryk Kaczmarczyk)
Zmęczony po starcie poprzedniego dnia w AZS MTB CUP wybrałem dystans MEGA na Cyklokarpatach. Już pierwszy długi, ale niezbyt stromy podjazd ustawił stawkę. Razem z kolegą klubowym Patrykiem stopniowo podkręcaliśmy tempo, by od 10 kilometra trasy we dwójkę prowadzić, a rywale zostali w tyle. Dodatkowo ich niezbyt uważna jazda spowodowała skrócenie trasy, co sprawiło wielkie zamieszanie na mecie. Udało mi się wygrać OPEN dystans MEGA, pomimo kapcia na samym końcu, dojeżdżając na „flaku” z przewagą kilkunastu sekund. Brawa dla organizatorów za poważne podejście do zasad fair play – rozwiązanie sprawy skrócenia trasy i wyłonienie prawidłowej kolejności na podium poprzez zgranie tracków z Garminów i sprawdzenie, kto prawidłowo przejechał dany dystans.
(Łukasz Klimaszewski)
Krótki komentarz Wojtka, który debiutował na tak długim dystansie GIGA: Start w cyklokarpatach, potraktowałem bardziej jako sprawdzenie samego siebie i swojej dyspozycji, jak nastawienie na mocne ściganie. Jakby nie patrzeć, nie przywykłem do dystansów rzędu 75km i blisko 2500m w pionie. Pogoda na wyścig dopisała. Lampa od rana i zapowiadane koło 30 stopi. Nie można sobie wymarzyć lepszych warunków na pierwsze w życiu GIGA. Przed startem mocne zawirowania w biurze zawodów, jednak organizator podołał i świetnie wszystko dopiął. (…) Pamiętając profil trasy wiedziałem, że po przejechaniu 64km było już z góry praktycznie do samej mety. Jedynie ostatnie paręset metrów prowadziło delikatnie w górę. Dojazd na linię mety już z kurczami w nogach, w ostateczności padając po przekroczeniu jej. Jak to mawia klasyk „bomba nie wybiera”. Jednak satysfakcja jest po ukończeniu jest. Zwłaszcza z pokonania dystansu w czasie niewiele gorszym jak założone 4h. Do pełni szczęścia doszło jeszcze 6 miejsce w kategorii i 10 OPEN.
I jeszcze słowa komentarza od Baśki: Pierwszy raz startując w danym cyklu nigdy nie wiem czego się spodziewać. Niby dystans jest podany, niby znam profil trasy, ale nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić jak to wygląda w terenie. W myśl zasady "żeby o czymś mówić musisz tego spróbować" postanowiłam wykorzystać okazję i wystartować w 9 edycji maratonu Cyklokarpaty w Wierchomli na dystansie MEGA. Po tej edycji, cykl Cyklokarpaty mogę skomentować jako "kameralny Bike Maraton daleko od domu", czyli szybkie, przyjemne, szutrowe trasy dla 300 zawodników w pięknej, wschodniej części gór. Zdecydowanie polecam tym co mają blisko!
AZS MTB CUP Lublin
Kolejne zawody z cyklu AZS MTB CUP odbyły się już po tygodniu, w jeszcze bardziej odległym od Wrocławia Lublinie. Czworo naszych zawodników i zawodniczek, którzy walczą w klasyfikacji generalnej nie mogło odpuścić i tego startu. Świetnie zaprezentował się po raz kolejny Patryk Kaczmarczyk, który kontrolując wyścig wygrał OPEN! Liczyliśmy na dobra jazdę Rafała, jednak tym razem coś poszło nie tak i starczyło tylko na 3. miejsce w elicie. Baśka uplasowała się na 3. pozycji wśród kobiet.
Co o wyścigu w Lublinie powiedział Patryk: Przed startem miałem mieszane uczucia. Z jednej strony "noga" na rozgrzewce była ok, z drugiej pojawili się zawodnicy z WKK co komplikowało wstępne predykcje wyników. Trasa umiejscowiona na stoku narciarskim zapowiadała typowo kondycyjny wyścig, bez sekcji technicznych, a szkoda ;-(. Po starcie tempo narzucili kolarze z WKK, ich mocna jazda uplasowała mnie na ok. 4/5 miejscu. Trwało to do połowy okrążenia, gdy tempo się ustatkowało przypuściłem atak wychodząc na prowadzenie. To był dobra decyzja a sytuacja nie zmieniła się aż do mety. Po pierwszym kółku zyskałem kilkanaście sekund, do których dokładałem kolejne zwiększając przewagę na każdym kółku, by ostatecznie na mecie zameldować się z przewagą 2min 54sek, tym samym wygrywając w kategorii i open. Jazda przebiegała podobnie jak przed tygodniem, spokojnie z możliwością kontrolowania pozycji. Nie obyło się również bez wpadek. Lekko przestrzelony zakrętu zmusił mnie do postoju i wyplątywania foliowej taśmy z napędu, na szczęście bez przykrych konsekwencji.
Tak swój występ w Lublinie skomentował Rafał:
Start w Lublinie to nie to czego oczekiwałem. Bardzo długa sobotnia podróż i zarazem odstępstwa od wypracowanego schematu startowego na pewno miały swój udział na niedzielny rezultat. Na metę zameldowałem się dopiero 6 co dało 3 miejsce w elicie, a sama runda odpowiadała mi swoim interwałowym przebiegiem. Mimo to nie byłem w stanie utrzymać wysokiego tempa i wyraźnie odstawałem. Podsumowując ten start to zwyczajnie nie był mój dzień
Niekrótki komentarz od Baśki:
Po 8 godzinnej przygodzie zapewnionej przez moją ulubioną firmę przeżyć ekstremalnych - PKP dotarłam cało z moim rowerem do Lublina. Miasto to znajdujące się na drugim końcu Polski zawsze było dla mnie abstrakcją, nie mniej jednak będąc tu już po raz trzeci nadal czuję się oczarowana tym miejscem. Tym razem nie było jednak czasu na zwiedzanie i zachwyty nad starówką. Był za to wyścig. Na rowerach górskich. Prawie w samym centrum miasta i nie był to eliminator!
Jak się okazało Lublin skrywa w swym centrum stok narciarski, a miasto bardzo przychylne propagowaniu dwóch kółek pozwoliło zorganizować wyścig właśnie w tym miejscu. Dla kibiców była to świetna lokalizacja- z góry widzieli oni 90% trasy i mogli śledzić nasze poczynania na trasie. Dla nas trasa była bardzo kondycyjna- dużo krótkich podjazdów i zjazdów oraz agrafki.
Konkurencja jak zwykle w mojej kategorii U23 dopisała. Zauważyłam na cyklu AZS MTB Cup dziwną zależność, iż kategorie U23 są zazwyczaj mocniej obstawione niż kategoria elity.
Jako że jechała nas szósta, dostałyśmy od sędziów sześć okrążeń. Pierwsze dwa jechało mi się ciężko - chyba niewystarczająco się rozgrzałam przed startem, stąd musiałam się dogrzać właśnie na trasie. Trzecie i czwarte okrążenie znacznie lepiej. Jechałam swoje równym tempem, znałam już świetnie trasę dzięki czemu dobrze wchodziłam w zakręty na agrafkach. Pomimo, że od początku wyścigu jechałam na czwartek pozycji open (i tak zostało do końca) to w tym momencie miałam najwięcej wiary na oczko wyżej. Niestety im dłużej na trasie tym mniej siły w nogach i na dwóch ostatnich okrążeniach czuć było w nogach braki w treningu. Bynajmniej wyścig uważam za udany- pierwszy raz w tym sezonie ukończyłam zawody XC bez dubla zajmując 3 miejsce w kategorii oraz 3 w klasyfikacji AZS.
Ponadto wypełniłam swoją misję podawacza bidonów oraz fotoreportera podczas wyścigu chłopaków, którym nie poszło by tak dobrze, gdyby nie mój doping! :)