Czeskie Sudety, czyli to co najciekawsze zaraz przy granicy
Kategoria:
Wiele osób uważa, że na weekend nie ma się co fatygować i jechać na rower do Czech. My co prawda spędziliśmy w pobliżu polskiej granicy aż 5 dni przejeżdżając blisko 400 kilometrów, jednak postaram się pokazać Wam, że i na weekend warto się do Czech na rower wybrać, gdyż wiele ciekawych miejsc można znaleźć zaraz za samą granicą.
Pierwszym i najciekawszym moim zdaniem miejscem są skalne miasta, zlokalizowane zaraz przy granicy, jakieś 2-3 godziny jazdy rowerem od Kłodzka, skąd dostaliśmy się pociągiem. Za główny cel obraliśmy Skały Adrszpaskie. Następnie caly czas wzdłuż granicy pokierowaliśmy się na wschód w stronę Cieszyna przejeżdżając po drodze piękne sudeckie wzgórza, wsie i chociażby system fortyfikacji Kraliky.
System Fortyfikacji Kraliky (lub też Kralicki Obszar forteczny) ciągnie się na obszarze ponad 20 km wzdłuż aktualnej granicy z Polską, a ówczesnej granicy niemiecko-czechosłowackiej i jest najsilniej ufortyfikowany obszarem w Republice Czeskiej i jednym z największych w ówczesnej Europie. Fortyfikacje te budowano w latach 1935-1938 i finalnie cała linia obrony liczyła sobie aż 247 obiektów w tym 56 ciężkich schronów i 191 lekkich schronów bojowych.
Następnie opuściliśmy kraj ołomuniecki i udaliśmy się do kraju morawsko-śląskiego i nad najmłodsze jezioro Czech - Śląską Hartę.
- Trasa zajęła nam 5 dni
- Przejechaliśmy 377 km co daje dziennie 75 km. Miało być w miarę rekreacyjne i się udało.
Suma przewyższeń to 5780 metrów, gdzie podjazdów było 2830 metrów. Tutaj trochę się zmęczyliśmy jednak…
- Poziom trudności: średni. Trasa może być mocno męcząca dla początkujących. Jest sporo podjazdów, bywają dość długie (nawet kilkanaście km), jednak nie są jakoś wybitnie strome.
Niestety zapisu GPS brak, jednak jeśli ktoś jest zainteresowany stworzyłem go ręcznie w tym miejscu