Skandia MTB w Szczawnie - górski debiut - relacja
Kategoria:
Długi majowy weekend był świetną okazją do sprawdzenia własnych sił w rowerowym wyścigu. Ofert było sporo, począwszy od 1 maja, kiedy to w Karpaczu ruszał MTB Marathon, przez 3majową sobotę ze Skandią MTB a skończywszy w Zdzieszowicach, gdzie na niedzielę zaplanowano II edycję Bike Maratonu.
Po długich namysłach mój wybór padł na imprezę organizowaną przez słynnego Czesława Langa, czyli wyścig w ramach Skandii w Szczawnie-Zdrój. Dodatkowym czynnikiem motywującym był zaplanowany na niedziele wyścig w kategorii XC – Grand Prix MTB z udziałem najlepszych polskich kolarzy i kolarek. I przyznam, że warto było popatrzeć na rywalizację profesjonalistów. Trasa jaką mieli wytyczoną prezentowała się wyśmienicie, mnóstwo zjazdów i to wcale niełatwych, ciężkich podjazdów po niesamowicie zakręconych ścieżkach, na których co rusz wystawały korzenie będące dodatkowym utrudnieniem. Przez chwilę aż się chciało być takim profesjonalistą i zmierzyć się z tą pięciokilometrową pętlą…
Dla tych co nie widzieli:
… a wracając do Skandii
Już sama trasa prezentowana na oficjalnej stronie wyścigu zachęcała do startu w tej imprezie. Jazda po masywie góry „Chełmiec” (851 m n.p.m.) oraz po przylegającej do masywu góry „Mniszek” (711 m n.p.m) w porównaniu z wrocławskimi płaszczyznami (Bike Maraton sprzed 2 tygodni) zapowiadała się niezwykle interesująco. Podobnie jak profil trasy. W sumie na trasie MEDIO zaplanowanej na 48 km miało być niecałe 1000 m przewyższeń. Korzystając z długiego weekendu przed wyścigiem udało mi się wybrać rekreacyjnie na szczyt Chełmca i pozwiedzać okolice tego masywu, a także trochę rozruszać mięśnie i rower przed startem…
Sobotni wyścig
Chłodny poranek nie odstraszył głodnych rywalizacji kolarzy, na deptaku w Szczawnie zjawiło się ponad pół tysiąca zawodników z całej Polski nawet zagranicy: z Czech, Stanów Zjednoczonych, Węgier, Grecji i Ukrainy. Punktualnie o 11 wszyscy wyruszyli na trasę, najpierw pięciokilometrowa runda na górę Parkowa, tak by kibice mogli jeszcze raz pomachać zawodnikom przed wyjazdem w najtrudniejszą część trasy. Zwolennicy krótkich dystansów mieli do pokonania 25km i trochę łatwiejszą przeprawę, gdyż nie wjeżdżali na Chełmiec, za to ci bardziej ambitni (którzy wybrali dystans 48km lub 77km) mieli okazję zaliczyć ten drugi pod względem wysokości szczyt Gór Wałbrzyskich, potem jeszcze wjazd na Mniszka, a wszystko to w przepięknych terenach, które dodawały sił i ochoty na pokonywanie kolejnych kilometrów pod górę. Zjazdy wcale nie były łatwe, trudne podłoże pełne luźnych kamieni niektórym mogło sprawiać wiele trudności. Ścieżki, które wiodły lasem, również nie należały do łatwych – duża ilość błota i ogromne koleiny nie ułatwiały zjazdu do mety. Nie wszystkim udało się dojechać bez wywrotki… mój rowerek np wyprowadził mnie w krzaki :) …
…. za to wszyscy, którzy docierali do mety, choć cali umorusani błotem, byli zadowoleni, że pokonali tą trudną górską trasę. Na najlepszych czekały nagrody i puchary. Zwyciężyli:
- Mini Magdalena Hałajczak (Poznań), Piotr Stolarz (Dąbrowa Górnicza)
- Medio Weronika Cseh (Węgry) Periklis Ilias (Grecja)
- Grand Fondo Dorota Warczyk (Tomaszów Mazowiecki), Andrzej Kaiser (Bytów)
Ci co nie zmieścili się w czołówce mogli liczyć na posiłek regeneracyjny i losowanie nagród…
Wrażenia moje własne
Pierwszy wyścig górski na dystansie średnim czyli niecałe 50km uznaje za udane:) Trasa była rewelacyjna, góry na prawdę mają sporo do zaoferowania miłośnikom kolarstwa górskiego, zarówno takim amatorskim jak ja jak i pewnie tym bardziej profesjonalnym. Zabawa jak zwykle świetna z rowerem w roli głównej, mało asfaltu za to dużo leśnych i polnych ścieżek… górskich ścieżek – falistych i nie płaskich, czyli duży plus w stosunku do Wrocławia… Warto było się trochę pomęczyć! Tylko czemu znowu rower cały w błocie….?
Następna edycja już za niecałe 2 tygodnie w Bielawie!!! Też będzie po górach