MTB Marathon - wyścig w Karpaczu
Kategoria:
Panuje obiegowa opinia, że wyścigi w cyklu MTB MARATON są dużo trudniejsze technicznie i wyczerpujące niż konkurencyjna seria BIKE MARATON. Na tegorocznym wyścigu w Karpaczu postanowiłem naocznie sprawdzić, jak bardzo różnią się dwa najbardziej popularne cykle wyścigów MTB.
Różnica okazałą się kolosalna. Jedynie pierwszy podjazd przez centrum Karpacza przypominał Bike Maraton. Ale zaraz po zjeździe z głównej drogi robiło się coraz ciekawiej. Pierwszy dłuższy zjazd zaczął się od szutrowej drogi, a skończył się stromą, kamienistą, leśną ścieżą. Kamienista- to mało powiedziane. Najpierw modliłem się, żeby nikt przedemną się nie zatrzymywał, bo ja bym się zatrzymał na nim. W końcu ja się zatrzymałem na jakimś głazie, poleciałem gdzieśw bok i skrzywiłem przerzutkę. Jak już dojechałęm do jakiejś pożądnej drogi, to ręce miałem jak z waty, a serce w przełyku. W każdym razie przez chwilę wogóle nie miałem ochoty podjeżdżać pod górę. Jak już się trochę ogarnęłem, myślałem, że zostało mi kilka szutrowych podjazdów i meta. Trochę się pomyliłem. Co chwilę: albo wąska, kręta ścieżka stromo pod górę, albo zjazd zaczynający się od tabliczki z trzema wykrzyknikami ... zjazd... podjazd... zjazd... podjazd... Na końcu jednego z podjazdów postanowiłem za wszelką cenę przejechać kilka skałek, a osiągnęłem tyle, że przerzutka wkręciłą mi się w szprychy i zaklinował się i miałem przymusowy odpoczynek. Myślałem, że już po zawodach i został mi 20-kilometrowy spacer do mety. Ale udało mi się ją trochę naprostować i o dziwo działała (za wyjątkiem dwóch największych tarczy).
Jeśli trafił się jakiś w miarę płaski odcinek to były to albo pół metrowe muldy, albo przejazd przez strumień. Na wyścigu znalazły się wszystkie możliwe przeszkody topograficzne. W Przesiece trzeba było przejechać terenowe stopnie. Była też przeprawa przez rzekę po niestabilnych, drewnianych balach (tego miejsca chyba nikt z czołówki nie przejechał). Chwilami myśłałem, że jestem na wyścigu przełajowym, np. wtedy, gdy trzeba było przeczołgać się pod szlabanem. Inny szlaban udało się ominąć bokiem. To miejsce mijałem chyba dwa razy, bo po kolejnym zjeździe okazało się, że jadę (tak jak kilkadziesiąt innych osób) w przeciwną stronę niż wskazują strzałki. No i zrobiłem niepotrzebnie kilkukilometrową pętlę po lesie. Jak już się odnalazłem, to zostały tylko znajome rejony wokół Karpacza przed metą.
O stopniu trudności trasy świadczą czasy uzyskiwane na dystansie MEGA i GIGA. Dystans MINI to byłą zupełnie inna bajka, bo całą trasa zajęła jedynie 13 km.
Zwycięzcy
GIGA:
- Tomáš Trunschka (Caffe Nannini Cenytisku) 03:56:47.77
- Ewelina Ortyl (TWOMARK Specialized Endura) 05:28:06.429
MEGA:
- Łukasz Pihulak (LKS TRASA Zielona Góra) 02:29:51.192
- Michalina Ziółkowska (CNR TEAM) 03:14:25.002
MINI:
- Krzysiek Berczuk 00:34:11.97
- Aleksandra Podgórska (Dream-Bike.pl Bielawa) 00:38:21.744