Deszczowe Łysogórki
Kategoria:
Jeśli w Dziwiszowie rozpoczyna się wyścig kolarski MTB, to wiadomo, że w całej Kotlinie Jeleniogórskiej będzie lało jak z cebra. I tym razem tradycji musiało stać się zadość. We Wrocławiu piękne słońce. Ale jak tylko dojeżdżam do Bolkowa- urwanie chmury. Myśłę sobie: znowu będę musiał się ślizgać na błocie. Do godziny 11 deszcz na chwilę przestał padać, ale słońca nadal nie było widać.
Po małej rundzie rozjazdowej trasa zaczyna się od niebezpiecznego zjazdu (szczegółnie w czasie deszczu) przez las. Później jest płaska ścieżka leśna. Zazwyczaj jest tam błoto po kolana - nie inaczej było tym razem. Tam miała miejsce moja pierwsza kąpiel błotna, bo pomyślałem, że jak prosty odcinek, to przejadę czały bez schodzenia z roweru. Nie udało się. Po wyjeździe z lasu- szybka rundka po łące - chyba po to, żeby trochę oczyściły się opony. Po szybkim zjeździe polną ścieżką z koleinami wjeżdza się znowu do lasu. Ale wcześniej trzeba było przejechać małe bagienko i rów ze strumieniem. Na pierwszej rundzie przeskoczyłem tam z rowerem w rękach, na 2 następnych rundach udało mi sięprzejechać. Za 4 razem też się szykowałęm do przejazdu, ale zobaczyłem, że Kizys właśnie leżał w tym rowie z rowerem. Nie kąpał się, ani nie opalał, więc zastanawiałęm się czy dzwonić na pogotowie, ale na szczęście ogarnął sięszybko (wtedy trochę mu uciekłem, ale szybko mnie dogonił). Ścieżka w drugim lesie była przejezdna do połowy, a dalsza część byłą do pokonania raczej z rowerem pod pachą. Po wyjeździe z lasu zaczął się najprzyjemniejszy fragment wyścigu, czyli podjazd zakosami wzdłuż wyciągu narciarskiego. Błoto trochę utrudniało sprawę, ale tylko na samym dole.
Na pierwszym kółku trochę ciężko mi się podjeżdżało, ale później dogoniłem Kizysa ze słynnej drużyny kolarskiej HOBAS TEAM i dzielnie współpracując doszliśmy jeszcze kogoś z teamu Formicki Bike. Współpracowaliśmy tak 3 rundy - raz ja leżałem w błocie, raz on w rowie. Formicki nam trochę uciekł - chyba miał więcej farta. Ale i tak udało mi się zająć "wysokie" 10 miejsce. Kizysa odstawiłem na 20 m., ale musiał uzupełniać bidon na ostatnim kółku. Na początku ostatniego podjazdu trochę się zdołowałem, bo dostałem dubla, ale szybko poprawił mi się humor, bo się okazało, że mi też udało się kogoś zdublować.