Skandia w Jeleniej Górze
Kategoria:
Weekend z kolarstwem górskim w Jeleniej Górze już za nami. Tylko pogoda nie dostosowała się do wysokiego poziomu sportowego organizowanych imprez. W sobotę rano profesjonaliści rywalizowali w wyścigach Bank BPH Grand Prix MTB we mgle i strugach deszczu na Górze Szybowcowej. Wieczorem organizatorzy przegrali walkę z pogodą i odwołali Uphill na Górę Szybowcową. No cóż ... jeśli najlepsi w Polsce mieli problemy z pokonaniem niektorych fragmentów trasu, to uczestnicy uphillu mogli mieć jeszcze większe problemy.
Na szczęście w niedzielę rano trochę przestało padać i przynajmniej Scandia została rozegrana w dobrych warunkach.
Trasa nie była wymagająca za wyjątkiem kilku fragmentów, gdzie było najwięcej błota.
start był ulokowany trochę nietypowo w innym miejscu niz meta wyścigu, przez co było trochę problemów logistycznych. To znaczy, trzeba było najpierw dojechać na Górę Szybowcową, gdzie było biuro wyścigu i meta i ewentualnie zaparkowac tam samochód, a potem trzeba było szybko dotrzeć na Rynek Jeleniogórski, gdzie startował wyścig.
Z Rynku trasa biegła głównymi ulicami miasta aż do ul. Podchorążych i za wiaduktem skręcaa w lewo w wąską uliczkę, która powoli zmieniała się w leśną ścieżkę pełną błota. To tego miejsca czołówka wyścigu jechała w jednym peletonie. Ale na wąskich przesmykach leśnych trasa się trochę zakorkowała, a peleton się bardzo rozciągnął. W lesie jechało się ok. 5 km., a potem wyjeżdżało się na drogę asfaltową w stronę Siedlęcina i Wrzeszczyna. W tej ostatniej miejscowości znajdował się wąski przejazd przez zaporę wodną, a za nią zaczął się niezbyt trudny, szutrowy, 2-kilometrowy podjazd. Wkródce szuter zmieniał się w asfalt i zjeżdżało się na najszybszej przerzutce do Barcinka, gdzie trzeba było nagle wychamować, zeby przejechać przez wąski mostek i zacząć najtrudniejszą częśc trasy.
Trudność polegała na tym, że trasa trochę się urozmaiciła. Najpierw był krótki podjazd po nierównej ścieżce, po tem szybki i dosyć trudny zjazd z błotem i korzeniami, zakończony strumieniem i dalej dosyć stromy podjazd ścieżką z drobnymi kamieniami. To był najbardziej męczący odcinek, ale do przejechania. W ten sposób dojeżdzało się do Pokrzywnika, skręcało się w szeroką , nie utwardzoną drogę z dużymi kałużami i zaraz lekki zjazd po wyboistej kostce brukowej w kierunku Zbiornika Pilchowickiego. Mozna tam było jechać z prędkością ok. 35-40 km/h, ale przydawały siedobre amortyzatory. Przejazd przez zaporę przy Jeziorze Pilchowickim był bardzo widowiskowy, ale chyba nikt nie miał czasu, żeby podziwiać widoki. Po przejechaniu przez zaporę zaczynał się 5-kilometrowy podjazd po asfalcie do zjazdu na dystans mini.
Na dystansie mini był jeszcze przejazd przez las po podmokłej trawie i na koniec 5-kilometrowy podjazd po szosie asfaltowej i mocny akcent na koniec - czyli wjazd na szczyt Góry Szybowcowej, który przypominał bardziej grzęzawizko niz drogę. Finisz był rozgrywany w zółwim tempie - trochę na chodząco, trochę biegiem, a tylko trochę na rowerze. Ale w końcu mozna było poczuć, ze jest się na wyścigu MTB.
Niestety nie zdecydowałem się tym razem razem na powalczenie z dłuższym dystansem trochę dlatego, że nie do końca podobała mi sietrasa przygotowana przez organizatorów, a trochę dlatego, że wolałem wydac 30 niż 70zł. Jesli ktoś z was przejechał całą trasę, to napiszcie, jakie niespodzianki mnie ominęły!!!