Marek Rutkiewicz - kolarska kariera na opak
Kategoria:
W portalu MobilnyFacet.pl ukazał się wywiad z czołowym polskim kolarzem szosowym- Markiem Rutkiewiczem, który opisuje kulisy swoich treningów i wyścigów, w których startuje. Zdradza też pewne szczegóły ze swojego życia prywatnego.
Fragmenty wywiadu z Markiem Rutkiewiczem:
To specjalista od wyścigów górskich. Znajduje czas na kolarstwo, ale i na życie prywatne, odpoczynek i imprezowanie. Kariera Marka Rutkiewicza potoczyła się odwrotnie niż większości kolarzy. Wcześnie wyjechał na Zachód, ale przez bezpodstawne oskarżenia o doping musiał wrócić do Polski.
Dossier:
Data urodzenia: 08.06.1981 r.
Miejsce urodzenia: Olsztyn
Zajęcie: kolarz
Największe sukcesy: III miejsce w Tour de Pologne 2002, I miejsce w Tour de Pologne klasyfikacja górska 2009 (VI miejsce w klasyfikacji generalnej)
- I.K.: Twoja kariera kolarska ma ciekawy przebieg…
M.R.: Moja kariera potoczyła się inaczej niż większości kolarzy. Normalnie zawodnik zaczyna jeździć w Polsce, a potem wyjeżdża na Zachód. Ja wyjechałem do amatorskiego teamu na Zachodzie, a potem podpisałem kontrakt z ekipą w Polsce. Ścigałem się przez cztery lata we Francji, ucząc kolarstwa. Będąc młodym człowiekiem, było mi bardzo ciężko psychicznie. Nie miałem życia prywatnego, wszystko podporządkowałem rowerowi. W końcu wróciłem do Polski, co chyba było błędem. W mojej ekipie wybuchła afera dopingowa, w którą zamieszanych było dziesięciu kolarzy. Ja znalazłem się w grupie niewinnych. Rozwiązano ze mną kontrakt do czasu wyjaśnienia sprawy. Na szczęście, PZKol mnie nie zawiesił, bo nie było żadnych dowodów. Dopiero po trzech latach sprawa ucichła. Trzy osoby przyznały się, a reszta została uniewinniona. Oczywiście, nikt nikogo nie przeprosił, a ja przez to musiałem wrócić do Polski. Podczas tej afery wokół mnie zrobił się bardzo negatywny szum. Nikt nie chciał mnie zatrudnić. Pracę mogłem znaleźć tylko w Polsce.
- I.K.: Jak przygotowujesz się do takich dużych wyścigów?
M.R.: Każdy kolarz przygotowuje się przez cały sezon pod jakąś docelową imprezę. Dla mnie jest to właśnie Toure de Pologne. Moje przygotowania polegają na ścisłym przestrzeganiu diety i odpowiednim zaplanowaniu treningów oraz wyścigów przed najważniejszą imprezą. Na dwa miesiące przed Toure de Pologne tracę na wadze od dwóch do trzech kilogramów, w porównaniu do reszty sezonu. Jest to około sześć kilogramów mniej niż ważę w zimie. Przy 180 centymetrach wzrostu, ważę około siedemdziesięciu kilogramów, a podczas Tour de Pologne, schodzę do sześćdziesięciu trzech. Muszę maksymalnie zbić wagę, żeby jakoś jeździć po tych górach. Nie można też zapomnieć o przygotowaniu psychicznym przed wyścigiem. Miesiąc przed Toure de Pologne robiłem sobie też rekonesans trasy i jeździłem po dwóch najtrudniejszych odcinkach. Na dwa tygodnie przed startem, na treningach trochę się odpuszcza, aby nabrać świeżości.
- I.K.: Czy u kolarzy istnieje taki mit, jak u bokserów, że wstrzemięźliwość seksualna pomaga przed ważnym startem?
M.R.: Różne są opinie lekarzy na ten temat. Dzień przed wyścigiem nie jest to raczej wskazane. Myślę, że na dwa dni przed startem należy sobie odpuścić taki wysiłek fizyczny. Nie widzę jednak potrzeby dłuższej abstynencji. To jakiś mit z dawnych czasów.
- I.K.: A jak treningi wpływają na twoje życie codzienne?
M.R.: Kolarzem jest się dwadzieścia cztery godziny na dobę. Niektórzy mówią, że to, co się robi po treningu jest ważniejsze, od tego, co się robi na treningu. Ćwiczę około pięć godzin dziennie. Pokonuję przez ten czas około stu kilometrów, czasami sto pięćdziesiąt, sto osiemdziesiąt, a nawet dwieście. Potem idę na obiad i dwie do trzech godzin leżę, żeby się zregenerować. Po trzech, czterech godzinach mogę znów normalnie funkcjonować. Jeździ się praktycznie przez cały rok. Nawet w zimie, przy minus dwudziestu stopniach, można jeździć spokojnie przez cztery godziny. Teraz, po zakończeniu sezonu jest luźniej, więc jeżdżę przez dwie, trzy godziny, aby sobie odpocząć.