Blog: Michalina Ziółkowska
KronplatzKing - wyjątkowy maraton MTB z metą na szczycie 2275m n.p.m.
Kategoria:
Powrót we włoskie Alpy po dłuższym czasie był dla mnie niezwykle ekscytujący. Start w alpejskim maratonie to zawsze gwarancja niesamowitych wrażeń i dużych przewyższeń. KronplatzKing jest o tyle wyjątkowy, że start usytuowany jest w dolinie (San Vigilio), a meta na szczycie Kronplatz, który wznoszi się ponad 2 tys metrów nad poziom morza. Tam też na specjalnej scenie czeka tron, gdzie zwycięzcy są kronowani i otrzymują specjalne tytuły króla i królowej na dystansie King oraz księżniczki i księcia na dystancie Prince. W tegorocznej szóstej edycji królewskie tytuły wywalczyli Tiago Ferrera i Katazina Sosna!
Ze wszyskich zagranicznych wyścigów w jakich miałam możliwość startować, KronplatzKing jest w czołówce moich ulubionych i z wielką przyjemnością stanęłam ponownie na starcie tego maratonu. Do wyboru są dwa dystanse: PRINCEClassic (49km i 2150m prewyższeń) oraz KINGMarathon (64km, 3150m przewyższeń). W tej edycji dłuższy dystans został nieco skrócony, ale zachował najlepsze freerajdowe odcinki, super signletrack z Piz de Plaies a także Furciatrail ze szczytu Kronplatz. Niezmiennie najbardziej wymagający pozostaje podjazd na szczyt liczący tysiąc metrów przewyższenia. Tam krótszy dystans kończy rywalizację, a dłuższy wjeżdża na super singla w kierunku przełęczy Furcia i jeszcze raz wraca na szczyt!
Najmniej przyjemnym elementem wydarzenia był wczesny start. O 8 gdzinie w dolinie dopiero co wschodziło nieśmiało słóńce, a temperatura na moim Garminie wskazywała raptem 5 stopni Celcjusza. Szybko jednak dało się zapomnieć o otaczającym chłodzie, bo tuż po starcie od razu czekała nas mozolna wspinaczka na Rit (1860m). Parę kilometrów dalej miałam pierwszy powód do radości, nieźle zakręcony singletrack z wysokimi bandami z Piz de Plaies, który pozwolił złapać trochę oddechu przed kolejnymi kilometrami.
Ponownie przejeżdżamy przez San Vigilio na drugą, nieco szybszą rundę, która biegnie wzdłuż strumyka i wraca z powrotem do miasteczka Tam zaczynał się już kultowy podjazd na szczyt Kronplatz! Pokonując ostatnie ścianki i wjeżdżając na samą górę, czekała mała nagroda czyli super flow na zjeździe Furciatrail. Po takiej dawce endorfin powrót na szczyt do mety był już tylko formalnością :)
Bufet na szczycie z pięknym krajobrazem dookoła to już tylko przyjemność. Na koniec ceremonia wręczenia nagród i piękna koronacja. Mi udało się ukończyć maraton na 5 pozycji i stanąć wśród najlepszych zawodniczek obok słynnego tronu. Wiem, że żaden opis nie odda tej atmosfery, ale na prawdę warto tam się wybrać i poczuć to na własnej skórze!