Dopingowy wyścig zbrojeń
Kategoria:
Coraz częściej w mediach pojawiają się informacje o wykrytym nielegalnym wspomaganiu wśród sportowców. Rok temu bardzo głośny był przypadek Kornelii Marek w biegach narciarskich, u której wykryto Erytropoetynę (EPO). W tym roku było dużo szumu wokół podejrzanego o doping Alberto Contadora. A kibice zadają sobie pytania, jaka może być skala nie wykrytego dopingu wśród sportowców?
Pod koniec ubiegłego wieku Erytropoetyna była największą zmorą Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA). Doping krwi był bardzo często stosowany w dyscyplinach wytrzymałościowych, m.in. w kolarstwie. Erytropoetyna jest to naturalny ludzki hormon pobudzający produkcję czerwonych krwinek i zwiększający transport tlenu do komórek. Laboratoria antydopingowe miały spory problem z wykrywaniem syntetycznie modyfikowanej Erytropoetyny. Tym bardziej, że podwyższony poziom hematokrytu (zagęszczenie erytrocytów we krwi) nie jest dowodem na stosowanie niedozwolonego dopingu. Każdy człowiek ma inne parametry krwi. A pozatym można podwyższyć poziom hematokrytu np. dzięki treningom wysokogórskim w warunkach niedotlenienia. Erytropoetyna, to przedstawiciel dopingu drugiej generacji opartego na ingerencji w fizjologię organizmu. Jego początki sięgają lat 70., gdy enerdowskie sportsmenki celowo zachodziły w ciążę, aby zmienić produkcję odpowiednich hormonów, co pozwalało na poprawę sportowych osiągnięć. Po zawodach sportsmenki bez skrupułów usuwały ciążę. Gdy opracowano już testy do wykrywania EPO pojawiły się trudniejsze do wychwycenia transfuzje krwi. Sportowcy pobierali sobie własną krew na 2-3 miesiące przed ważnymi zawodami. Gdy krew zdążyła się już zregenerować, przetaczali ją sobie spowrotem, aby zwiększyć objętości krwi w krwioobiegu i naturalnie poprawić wydolności organizmu. Przełomem w walce z dopingiem miały być paszporty biologiczne, w których zapisuje się indywidualne parametry krwi. W ten sposób łatwo wychwycić wszelkie anomalie.
Jednak są podejrzenia, że trwają już badania nad wspomaganiem trzeciej generacji, czyli dopingiem genetycznym. Polega on na zmodyfikowaniem DNA człowieka tak, by uzyskać konkretny efekt fizjologiczny. Zmodyfikowany kod genetyczny zmieni niektóre komórki, na przykład mięśniowe. Terapia genowa może pomóc także w leczeniu urazów.
Można się zastanawiać, czy profesjonalne uprawianie sporty bez nielegalnego wspomagania należy traktować jako uczciwość, czy naiwność? Czy w ten sposób można jeszcze uczciwie rywalizować o najwyższe trofea i bić kolejne rekody, jeśli wyniki są tak wyśrubowane, że zbliżają się do granicy rudzkich możliwości? Czy może niedługo będą organizowane wyścigi mutantów i genetycznych ewenementów?