Lech Bike Festival czyli zmagania z Petrovką
Kategoria:
Szklarska Poręba w niedzielny poranek przywitała kolarzy pięknym słońcem. Koło dolnej stacji wyciągu na Szrenicę, gdzie mieścił się start maratonu od samego rana było sporo hałasu, festiwalowe miasteczko rowerowe tętniło życiem. Maraton był tylko jednym z wielu punktów w całym harmonogramie wielkiego rowerowego święta - Jubileuszowego XV Festiwalu Rowerowego w Szklarskiej Porębie. Co ciekawe, w ramach pierwszej edycji tego festiwalu (w 1997 roku) odbył się pierwszy w Polsce maraton górski!
Punktualnie o 11 organizator dał sygnał do startu i peletonik zapaleńców ruszył do góry na nartostradę Puchatek. Chwilę później kolejni zawodnicy znikali w lesie, gdzie dalej czekał ich wąski zjazd po kamykach i korzeniach. Kolejne kilometry na trasie to prawdziwe rowerowe autostrady. Szerokie szutrowe ścieżki o niewielkim nachwyleniu były świetną okazją na przygotowanie się na: maratonową Golgotę czyli morderczy podjazd szlakiem podjazd szlakiem czarnym z Jagniątkowa na Petrovkę - najwyższy punkt na trasie maratonu (1050 m n.p.m). Jest to 3.5 km odcinek trasy o znacznej różnicy poziomów, który został udostępniony po raz pierwszy maratończykom w roku 2004 dzięki uprzejmości Dyrekcji Karkonoskiego Parku Karkonoskiego.
Rzeczywiście trzeba przyznać, że organizatorzy nie kłamali, podjazd był bardzo wymagający, ale dzięki temu odbywała się naturalna selekcja :) Kto miał parę w nogach jechał i zyskiwał cenne sekundy nad rywalami. Niewinnie zaczynający sie podjazd wygodną utwardzoną drogą stopniowo stawał się coraz bardziej stromy, a na drorze przybywało coraz więcej kamieni... Za to na górze rozpoczynało się 6 kilometrów jazdy w dół Drugą Drogą Sudecką. Tu trzeba było radzić sobie z poprzecznymi rynnami, o kapcia trudno nie było... Na szarżujących kolarzy czekały też zdradliwe zakręty o luźnym podłożu, tu rozpędzone rowery czasem wymykały się spod kontroli kierujących...
Dalsza część maratonu to znów kilka kilometrów autostradowych ścieżek, trochę w górę, trochę w dół aż do rozjazdu na metę lub drugą pętle. Większość miała już dość po pierwszym starciu z Petrovką więc wybierała opcję "meta", a ci którzy się nie najeździli mieli przed sobą jeszcze jedną rundę po dobrze już znanych karkonoskich ścieżkach. Ostatnie metry przed metą to dość ciekawy odcinek techniczny, na którym na codzień trenują downhillowcy. Kilka dziur w ziemi, parę korzeni, jakiś mostek i wjazd na metę.
Z Petrovką najlepiej rozprawił się Bartosz Banach, któremu pokonanie 2 okrążeń zajęło 02:05:04. Drugi na mecie był Andrzej Kaiser ze stratą 4 minut i 10 sekund. Najlepszą trójkę uzupełnił Przemysław Ebertowski.
Kto nie był może żałować, świetny wyścig, dobra organizacja i jeszcze lepsza zabawa. A po wyścigu pasta party bez ograniczeń :) Kolejna okazja zapewne za rok.