Beskidy MTB Trophy: Holenderski dublet na trzecim etapie.
Kategoria:
Możemy mówić o bardzo zaskakujących rozstrzygnięciach i wydarzeniach, które miały miejsce dzisiejszego dnia. Na wstępie warto wspomnieć - nie spełniły się czarne prognozy pogodowe zwiastujące obfite opady podczas etapu. Dzięki temu, zawodnikom pozostała jedynie walka z czasem, skutkami nocnych opadów w rejonie trasy i oczywiście samą trasą.
Choć przez cały dzień nad Pasmem Rysianki i stokami Baraniej Góry, przez które przebiegał etap, zalegały bardzo gęste chmury, to opady deszczu, dość słabe zresztą, spotkały dopiero na ostatnim odcinku wiodącym nad Kamesznicą. Samą Rysiankę spowijała niesamowicie gęsta mgła, która jak się okazało stanowiła bardzo duże utrudnienie w nawigowaniu na trasie. W pewnym momencie ten najwyższy punkt na trasie tegorocznego Trophy przypominał mroki ciemności, a nie szczyt całkiem blisko ziemi.
Pod względem rywalizacji zaszły dość istotne zmiany. Po pierwsze, dużym zaskoczeniem dla wszystkich, za udział w dzisiejszym etapie i jednocześnie za walkę o zwycięstwo w całym wyścigu podziękował Adrian Brzózka oraz jego koledzy z JBG-2 Osicki i Drożdż. Ten fakt bezpardonowo wykorzystali mocni Holendrzy. Nim jednak ich łupem padł cały etap musieli kontrolować przebieg rywalizacji zachowując czujność – do mniej więcej drugiego bufetu Bras i Bram jechali w towarzystwie „czarnej trójcy” HP-Sferis (Banachowie oraz Wojtek Halejak). Pech na samym początku etapu dopadł natomiast Bartka Janowskiego, który stracił nieco czasu na naprawę urwanego łańcucha i musiał włożyć dodatkowe siły w odzyskiwanie pozycji. Gratulacje za 7 miejsce open przy defekcie! Dwójka Holendrów zaczęła kształtować wynik wyścigu na swoją korzyść mniej więcej od drugiego bufetu. Bardzo duże uznanie należy się jednak broniącemu od tej chwili honoru naszych Robertowi Banachowi, który do zwycięzców stracił niespełna 3 minuty. Towarzyszący mu brat ukończył na 6 pozycji. Kolega z drużyny, Wojtek Halejak, także nie ustrzegł się defektu. Za sprawą bardzo nietypowego pęknięcia obręczy musiał odpuścić walkę o czołowe lokaty i założyć dętkę w by kontynuować jazdę. Braci z Gdańska rozdzielił Patryk Piasecki i awansujący z etapu na etap Czech Strnad Vasek.
Warto dodać, że z racji sprzyjających warunków dzisiejszy etap okazał się dość szybkim, co nie oznacza, że łatwym. Strome podjazdy w okolicach Zapolanki i sam podjazd na grzbiet Rysianki z pewnością do łatwych nie należały. Rysianka okazała się szczęśliwa dla Justyny Frączek, która po dwóch dniach ustępowania Ukraince i Norweżce, tym razem pokazała im plecy. Ukrainka ukończyła ze znaczną stratą do Justyny. Norweżka Amodt choć znaczną część jechała jako druga ukończyła na dalekiej pozycji z powodu kłopotów technicznych. Honor Skandynawów uratowała Dunka Kristensen.
Wychodzi na to, że po raz kolejny najostrzejszą brzytwą Beskidów okaże się Wielka Racza z opasającymi ją grzebieniami technicznych singli. Także, choć trzymamy do końca kciuki za Roberta, zanosi się na podwójne zwycięstwo rodaków Brentjensa. Niemniej, do końca jutrzejszego etapu sprawa jest otwarta.
Autor: Grzegorz Golonko