Maratończyk na przełaju - część 3 - trening
Kategoria:
Każda konkurencja kolarska różni się specyfiką treningu. Inaczej wygląda to w kolarstwie szosowym, inaczej dla kolarstwa górskiego, a również inna jest specyfika kolarstwa przełajowego. Chociaż i dla Łukasza Klimaszewskiego, zawodnika drużyny Mitutoyo DEMA AZS Wratislavia, jest to nowe zagadnienie, spędził już trochę czasu na treningach przełajowych i postanowił pokusić się o pierwsze spostrzeżenia.
Łączenie treningu z pracą na etacie
Przypuszczam, że podobnie jak 99% czytelników tego artykułu, kolarstwo muszę łączyć z pracą zarobkową. Między godziną 8 a 16 pomnażam więc PKB naszego pięknego kraju, a następnie udaję się na trening. Oznacza to, że przez około 1/3 roku zmuszony jestem jeździć po zmroku. Pewnie wielu z Was zna ten widok z roweru szosowego: absolutnie czarny tunel lasu, najbliższe 15 metrów przed rowerem oświetlone, a na kierownicy jarzący się zielonkawym światłem licznik. Chwilami zupełnie traci się poczucie prędkości i orientację w terenie, mając wrażenie, że wraz z rowerem przemieszczamy się w ciemnej próżni. Wtedy też wgapiam się we wskazania miernika mocy i skrawek drogi widoczny w świetle lampki. Poza tym nie ma niczego – jadę pustą szosą przez rozległe twardogórskie lasy. Nie ma linii skrajnych ani środkowej, więc w czasie mgły staram się po światłach nadjeżdżającego z naprzeciwka auta zorientować się czy jestem na właściwej stronie jezdni. Gdy pada deszcz, pęd powietrza zawija strumień wody wylatujący przed przednim kołem i kieruje go prosto w twarz. Dziury w jezdni dostrzegam zazwyczaj w chwili, gdy szarpnięcie wyrywa mi kierownicę z rąk. Taka sceneria z przerwami na soboty i niedziele towarzyszy mi od listopada do marca.
Trening przełajowy – Las Osobowicki
Jako pewne urozmaicenie potraktowałem trening przełajowy. Pakuję rower do auta i po pracy jadę do Lasku Osobowickiego. Miejscówka pewnie znana jest wszystkim wrocławskim kolarzom. Jeśli ktoś tam jeszcze nie był, to mogę to miejsce śmiało polecić. Świetnie można tam poćwiczyć technikę dzięki krętym singlom, które po opadach deszczu zamieniają się w błotniste rynny. Jeśli ktoś, tak jak ja, jest słaby na błotnistych trasach, na pewno będzie mógł się sporo podszkolić przed sezonem. Jazda rowerem w poślizgu jest świetną zabawą. Dużo lepszą niż ślęczenie na szosie w deszczu. Przede wszystkim osobowickie ścieżki nadają się do treningu w każdą pogodę, a także nocą. Nie ma trudnych zjazdów lub niebezpiecznych elementów, na których można by się dotkliwie przewrócić po zmroku. Praca do późnych godzin popołudniowych czy deszcz nie jest już więc żadną wymówką od treningu :).
Las Bukowy w Trzebnicy
Drugą z moich miejscówek jest Las Bukowy w Trzebnicy. Tu teren jest bardziej pagórkowaty i przede wszystkim można dobrze poćwiczyć siłę na podjazdach. Może nie są to wielkie góry, ale przy przełożeniu 36x28 żaden koks nie powinien narzekać. Jest też kilka odcinków schodów terenowych, na których można spróbować typowo przełajowych podbiegów z rowerem. Wystarczy kilka rundek w górę i w dół, aby się zasapać. Z racji tego, że na ścieżkach jest dość sporo korzeni, po zmroku trzeba uważać. Wąskie opony do CX na niskim ciśnieniu zapewniają dobrą przyczepność, ale łatwo jest je dobić do obręczy. Za to rower zadziwiająco dobrze zjeżdża. W dolnym chwycie i zadkiem za siodełkiem mamy całkiem spory margines bezpieczeństwa i da się pokonać nawet całkiem strome zjazdy. Trzeba tylko pamiętać o wąskich oponach i sztywnym widelcu. Jeśli na stromym zjeździe jakiś korzeń lub dziura „złapie” nam przednie koło, nie ma co liczyć na przejęcie uderzenia przez amortyzator. Szybko i brutalnie jesteśmy katapultowani przez kierownicę.
Wytycz własną pętlę i trenuj
Do treningu nie potrzeba nawet bardzo wyszukanych tras czy miejscówek. Ja wytyczyłem niedaleko domu króciutką pętlę Strava. 600 metrów i jeden podjazd na 17 metrów w pionie. Pokonując ją wielokrotnie na zmianę podjeżdżając na stojąco, siedząco i podbiegając można zrobić przyzwoity trening. Nawet w najgorszą pogodę.
Noś rower CX jak zawodnik
W końcu w miarę udało mi się także opanować poprawne noszenie roweru przełajowego (CX). Początkowo ta technika wydawała mi się mocno udziwniona – po co się męczyć, skoro można po prostu złapać rower za górną rurę? Po treningach widzę jednak, że na dłuższą metę tak jest dużo wygodniej i szybciej. Szkoda, że roweru MTB nie da się w ten sposób nosić.
Podsumowanie
Moim zdaniem poza usystematyzowanymi treningami z mocą na szosie warto skoczyć w teren. Nawet jazda po zwykłym lesie jest lepsza niż żmudne ślęczenie na szosie i wyciskanie kilometrów. Przede wszystkim bardziej zmienne warunki terenowe wymuszają konieczność np. przepychania roweru w piasku, błocie czy pokonywania niewielkich pagórków. Ćwiczymy więc siłę i angażujemy więcej mięśni także rąk i tułowia. Trenujemy także (choćby nawet w niewielkim stopniu) technikę, o czym na szosie praktycznie nie ma mowy.
Teraz czekam na pierwszy start w zawodach, który zweryfikuje (na początku pewnie boleśnie) moje umiejętności jazdy rowerem przełajowym w praktyce.
Na koniec prezentujemy krótkie video z przełajowych treningów na rowerze Dema Scud.
Autor tekstu: Łukasz Klimaszewski