Ścieżki rowerowe w Katowicach pełne absurdów
Kategoria:
Przy drogowej trasie średnicowej można wjechać rowerem w tłum ludzi czekających na przystanku autobusowym albo nagle zakończyć jazdę w szczerym polu. Jest też miejsce, gdzie dwie ścieżki biegną równolegle i rowerzysta może mieć problem z wyborem.
Mirosław Kręciała od kilku lat próbuje na rowerze dojeżdżać do pracy z Chorzowa do Mysłowic. Przejeżdża więc przez Katowice wzdłuż drogowej trasy średnicowej. Przejeżdża i narzeka. Otwarty dwa lata temu odcinek od ul. Stęślickiego do Bogucickiej, łącznie z tunelem biegnącym pod rondem, kosztował ponad 800 mln zł. - To miała być sztandarowa inwestycja. Dla kierowców zapewne jest, szkoda, że nikt nie pomyślał o nas, rowerzystach. Owszem, wytyczono ścieżki, a właściwie narysowano jakieś pasy. Na pewno jednak nie zrobił tego nikt, kto na rowerze jeździ i ma jakiekolwiek pojęcie o projektowaniu tras - denerwuje się Kręciała.
Rowerzysta z Chorzowa pokazuje konkretne przykłady. Przy ul. Stęślickiego ścieżka rowerowa urywa się nagle po jakiś 40 m. Przy ul. Roździeńskiego na wysokości Gwiazd są dwie równoległe trasy z dużym znakiem roweru wymalowanym na jezdni. Nie wiadomo, która jest dla pieszych, a która dla rowerów. A może obie? Po drugiej stronie ulicy jest przystanek. Jadąc rowerem, wjeżdża się wprost w niego. - Tak wytyczone trasy powodują pogorszenie bezpieczeństwa ruchu drogowego! Przy realizacji DTŚ-ki wydano mnóstwo pieniędzy na pseudościeżki rowerowe. Dodatkowo zmarnowano okazję do rozpoczęcia tworzenia sieci dróg rowerowych łączących Katowice z miastami ościennymi - wylicza KręciałaRowerzysta z Chorzowa przesłał w tej sprawie list do Górnośląskiego Związku Metropolitalnego i katowickiego magistratu. - Pismo jeszcze nie trafiło do prezydenta, bo dostaliśmy je dosłownie przed chwilą - mówi Dariusz Czapla z biura prasowego.
- Ścieżkami rowerowymi nigdy się nie interesowaliśmy, ale pismo od mieszkańca jest dobrym momentem, by nad rozwinięciem kompleksowej sieci pomyśleć - mówi Krzysztof Krzemiński, rzecznik GZM-u. - Przypominam jednak, że możemy tylko pomóc w opracowaniu sensownego projektu, ale żadnego z 14 miast członkowskich nie możemy zmusić do jego przyjęcia - dodaje.