Blog: Michalina Ziółkowska
Trilogy MTB - Marathon MTB i Enduro w jednym
Kategoria:
Na początku lipca czeskie miasteczko Teplice nad Metují było samym centrum wyjątkowego wyścigu Trilogy MTB. Przez 4 kolejne dni w rejonie Broumov w niezwykle wymagającym terenie rywalizacja toczyła się równocześnie w Maratonie MTB oraz Enduro. Dystans Extreme maratonu był wpisany do kalendarza UCI.
Wyścigi etapowe mają swój niepowtarzalny klimat i jednocześnie stanowią spore wyzwanie. Z każdym kolejnym etapem narasta zmęczenie a jednocześnie wrasta się w niezwykłą atmosferę i rośnie chęć uczestniczenia w kolejnym etapie. Satysfakcja po ukończeniu całej rywalizacji jest zawsze ogromna.
Nie był to dla mnie pierwszy wyścig etapowy. Wcześniej miałam okazję startować w najpopularniejszych polskich wyścigach: Beskidy Thophy, Sudety MTB Challenge czy Bike Adventure, ale także i zagranicznych: Alpentour Trophy, 4 Stage MTB Lanzarote, Volcat czy Catalunya Bike Race. Pod względem technicznym wyścig w Czechach był zdecydowanie najbardziej wymagający. Trasy kolejnych etapów były wspólne dla maratonu MTB i Enduro. Zwykle na takim etapie przejeżdżaliśmy przez około 10 specjalnych sekcji, które mogły zawierać mniej lub bardziej wymagające a czasem nawet ekstremalnie trudne elementy techniczne, na których zawodnicy enduro walczyli o najlepsze czasy.
Wyścig składał się z prologu i trzech etapów MTB: The Best of Sudety, Kleine Alpen i Vrani hory.
- Prolog: Czasówka XC (Teplice nad Metují)
Tuż obok parku, praktycznie w samym centrum Teplice nad Metují na niespełna 10 km pętli i prawie 500m przewyższeń mogliśmy poczuć przedsmak tego, co czeka nas w kolejnych dniach. Interwałowa runda z najwyższym punktem na wysokości 611 m (Lysý vrch) składała się z wielu sekcji technicznych na niewielkiej przestrzeni: począwszy od stromych kamienistych ścieżek, przez porośnięte korzeniami wąskie single, trawersy, mniejsze lub większe głazy i bardzo strome ścianki w górę. Szczęśliwie po południu wyszło słońce i po porannej mżawce nie było śladu, a wszystkie kamienie i korzenie stały się odrobinę bardziej przyjazne.

Startowaliśmy indywidualnie, w odstępach czasowych w blokach podzielonych na kategorie. To pierwszy raz, kiedy w takiej formule zaczynałam etapówkę i okazało się bardzo fajnym doświadczeniem. Niespełna 50 minut jazdy, ale za to bardzo intensywnej, było świetnym wprowadzeniem się w całą etapówkę.

Ten etap skończyłam na 2 miejscu za mistrzynią Czech - Karlą Löffelmann.
- Etap 1: The Best of Sudety (64 km + 2.2 tys. m przewyższeń)
Ten etap przebiegał przez Broumovske Steny (Broumowskie Ściany) i najlepiej przypadł mi do gustu jeśli chodzi o przebieg trasy. Były to typowe sudeckie szlaki, często kamieniste, ale też i sporo sekcji z korzeniami, dające dużo frajdy zarówno pod górę jak i w dół.


Poranek był chłodny, a w powietrzu jeszcze czuć było pozostałość po porannej mżawce. Ruszyliśmy o 9 rano z parku w Teplicach. Na pierwszych sekcjach czuć było jeszcze śliskie korzenie ale z czasem podłoże lekko przesychało, a przez chmury przebiło się słońce. Wjazd w każdy OS Enduro wymagał dobrej koncentracji. W zasadzie można było spodziewać się wszystkiego. W odróżnieniu od typowych maratonów MTB, nie było żadnych strzałek z wykrzyknikami, udało mi się jedynie odnotować znaki trupiej czaszki.

Ten etap był dla mnie udany. Dość płynna i równa jazda pozwoliła mi dotrzeć do mety po 4 godzinach z minutami i niewielką stratą do liderki.
Czekał już na mnie kolejny etap nazwany małe Alpy...
- Etap 2: Klaine Aplen (72 km + 2.7 tys. m przewyższeń)
Zapowiadany był jako ten najtrudniejszy, ale też i najpiękniejszy. O ile z pierwszym stwierdzeniem mogę się zgodzić w 100%, to z drugim już niekoniecznie. Mając jeszcze w pamięci Aplpentour Trophy moje wyobrażenie o Alpach, nawet jeśli mały to być Małe Alpy, było zupełnie inne. Etap ten przebiegał w dużej części po polskiej stronie przez Javoří hory (Góry Suche), po zboczach starych wulkanów pełen był bardzo stromych, wypełnionych żwirem ścieżek, które nieszczególnie mi się podobały. Na tym etapie czekał nas też przejazd przez stary tunel kolejowy zbudowany za czasów Hitlera, gdzie ledwo docierało światło a później przez kolejny tunel, gdzie kamienie zatopione były pod wodą.

Tego dnia znów rano padał deszcz, tym razem niemalże do samego startu. Zaczynaliśmy w lekkim chłodzie. Już na pierwszych technicznych zjazdach dawało się odczuć, że podłoże jest śliskie i może być nieprzewidywalne. Proste błędy kosztowały mnie niepotrzebne wywrotki. Im dalej w głąb Polski, tym bardziej sypkie stawało się podłoże a nachylenie w górę i w dół było coraz większe. Ten fragment w dużej mierze pokrywał się z trasą jednego z etapów Sudety Challenge (ze startem w Głuszycy). Nie będę tej części wspominać za dobrze, bo niektóre fragmenty nieco przerosły moje umiejętności techniczne i możliwości mojego roweru. Im bliżej mety tym trasa stawała się z powrotem przyjemniejsza, ale ostatecznie na mecie (po 5 godzinach z minutami) moja strata tego dnia do liderki była już dość duża. Pozostał już tylko ostatni etap...
- Etap 3: Vrani Hory (75 km / 2.2 tys. przewyższeń)
Ostatniego dnia po raz pierwszy przywitało nas słońce. Ten etap miał w sobie łączyć cechy dwóch poprzednich.

Zaczęliśmy podjazdem asfaltowym. Po kilku kilometrach wjechaliśmy w teren i wyścig zaczął nabierać charakteru. Znów mogliśmy sprawdzać swoje umiejętności między kamieniami i korzeniami, które tego dnia miały zdecydowanie lepszą przyczepność. Wyścig się rozkręcał. Po drodze mieliśmy charakterystyczny szlak wzdłuż granicy lekko interwałowy i korzenisty. W środkowej części zaczynał się nas najdłuższy podjazd najpierw na Górę Szeroka, gdzie jeszcze miałam kontakt wzrokowy z liderką. Po krótkim zjeździe i podjechaniu na najwyższy punkt na trasie Kralovecky Spicak (881 m n.p.m.) znów czekały nas wymagające zjazdy. Chwila rozluźnienia na tej trudnej trasie kosztowała mnie przelot przez kierownicę. W końcówce kilometry zaczynały się dłużyć, a słońce stawało się coraz bardziej uciążliwe. Kiedy kończy się picie w bidonie, meta wydaje się być bardzo daleko. Ale ostatecznie się pojawiła, po niecałych 5 godzinach, i to było bardzo przyjemne uczucie radości i wyczerpania.

A wieczorem podium, dekoracja, 1 - Karla Löffelmann, 2 - Michalina Ziółkowska i 3 - Nikol Flašarová .
