Blog: Michalina Ziółkowska
Alpentour Trophy - 4 dni rywalizacji w Alpach!!!
Kategoria:
Alpentour Trophy to wyścig etapowy w austriackich Alpach z ponad 20 letnią tradycją. Kilka lat temu wpadła mi w ręce ulotka o tym wyścigu z profilami etapów i od razu zapadła mi w pamięć. Dopiero w tym roku udało mi się zrealizować marzenie o starcie w tym wyścigu. Tegoroczne liczby były imponujące: ok. 200 km i 9000 metrów przewyższeń! Łatwo nie było, głównie ze względu na fizyczność tych tras, ale była to też jedna z ciekawszych etapówek spośród tych, w których miałam okazję wystartować.
Schladming to niewielkie miasteczko położone w otoczeniu okazałych masywów górskich. Znane jest pewnie bardziej wśród miłośników nart jako region Schlagming-Dachstein obejmujący 4 góry – Hauser Kaibling, Planai, Hochwurzen i Reiteralm połączone ze sobą siecią tras narciarskich, kolejek i wyciągów. Ale w lecie jest to świetne miejsce na uprawianie kolarstwa MTB. Mamy tu chociażby Bikepark Schladming, który oferuje wiele tras zjazdowych (typu singletrack), w tym: Flowline, Uphill Flow Trail czy Jumpline, dla początkujących jak i zaawansowanych fanów downhill'u.

Alpentour Trohpy - 4 wymagające etapy
Duże góry mają swój urok, ale są też bardzo wymagające, szczególnie jeśli mierzymy się z nimi dzień po dniu. Dobrze jest więc odpowiednio przygotować się przed taką etapówką. Niestety nie do końca mi się ta sztuka udała. Dwa maratony MTB w Czechach (w Górach Stołowych i Masywie Śnieżnika) przy lekkich brakach w treningach to trochę za mało, żeby czuć się komfortowo na tak długich podjazdach. Start w Dolomitach - na podobnej pod względem profilu - trasie (5 dni przed etapówką) nie wystarczył, żeby poprawić formę. Ale przynajmniej po tym starcie wiedziałam już mniej więcej, czego się spodziewać.
Start każdego etapu miał miejsce w samym rynku Schladming (ok. 750m n.p. m.).

Tuż po wyjeździe z miasta zaczynały się konkretne góry. Każdy etap miał w swoim przekroju podjazd "gigant", który liczył ok. 1000 m przewyższenia. Do tego zwykle 2-3 trochę krótsze podjazdy, średnio koło 500 m, nie licząc ostatniego etapu (typu uphill), który w całości był podjazdem "gigantem" 😉
Etap I (67km / 3100 m przewyższeń) już po starcie prowadził do dolnej stacji Dachstein czyli na wysokość 1690 m. Można powiedzieć, że było to mocne wprowadzenie w całą etapówkę. Łącznie ok 20 km podjazdu głównie po szutrach, fragmentami asfaltem.

Ten podjazd chyba najbardziej utkwił mi w pamięci, bo kiedy wydawało mi się, że już powinien być szczyt, robiło się jeszcze bardziej stromo, a za kolejnym zakrętem dalej ścieżka wiła się pod górę. W końcu jednak pojawił się szczyt, za nim był całkiem fajny, ale dość krótki zjazd. Później kolejne podjazdy, nieco krótsze, ale momentami też bardzo strome. Pamiętam, że po dotarciu do mety, zastanawiałam się jak odżyć do jutra 🙃
Dobry posiłek przygotowany przez organizatorów w formie otwartego bufetu i sen na szczęście pozwoliły mi się odbudować.
Etap II (64km / 3200 m) "rozkręcał się" z podjazdu na podjazd. Po dotarciu do Reitelalm (1750 m), który zwłaszcza w końcówce mocno odczuly moje nogi, wydawało się, że ostatni wjadę już z rozpędu. Ale wjazd do jezior Giglach na wysokość 1954 m n.p.m. okazał się jeszcze bardziej wymagający i stawiał naprawę spory opór.
Zaczynał się na wysokości ok 1100 m łagodnie gładkim szutrem wzdłuż rzeki Preuneggbach, po ok. 5 km, robił się coraz bardziej stromy. Kiedy zaczynały się serpentyny nachylenie znacząco wzrosło, a na wysokości ok. 1600 m, kiedy wjechaliśmy już na ścieżki przeznaczone tylko dla pieszych turystów, widok rysującej się na horyzoncie ściany był trochę druzgocący. Te ostatnie kilometry długo mijały, a widok jeziora na szczycie był dużym powodem do euforii tego dnia.


Etap III (56km / 2500 m) dość dobrze wspominam, może dlatego że udało mi się już przyzwyczaić do tutejszych terenów. Podobnie jak w pierwszy dzień mieliśmy ok. 20 km podjazdu na wysokosc 1840 m. do Hauser Kaibling, nic więc już nie mogło mnie zaskoczyć 😉

Wszystkie trzy maratony kończyły się w Bikepark'u Schladming super singlem Downtown Line. Taka mała nagroda po pokonaniu tylu podjazdów. Tuż pod wyciągiem, wysokie bandy, napędzające nachylenie i meta w dole pozwalały złapać na koniec dobry flow.
Etap IV Uphill - czasówka (13 km / 1250 m). Podjazd do Schaf Alm na górze Planai po 3 maratonach był ciekawym doświadczeniem. Łatwo nie było, ale widok na górze po minięciu mety rekompensował cały włożony wysiłek 😃


Ten etap kończył cały wyścig wielkim bufetem na szczycie. Po nim była dekoracja wszystkich zwycięzców.
Najlepsi w tegorocznej edycji byli Greete Steinburg z Estonii i pochodzący z kolumbii Leonardo Paez. Ja ukończyłam rywalzację na 5 m. w elicie kobiet.