Takie moje przemyslenia
Kategoria:
Nastał piękny dzień, z uwagi na jego położenie w tygodniu - piątek, okazuje się ostatnim dniem intensywnej pracy. Niestety jednak kalendarz w dniu dzisiejszym wskazuje 13. A jak każdemu wiadomo "13 piątek" jest siedliskiem pecha i nieszczęść wszelakich.
Jednak ja chcą się ustrzec przed takowymi zjawiskami, podjąłem wyzwanie. Dzień rozpocząłem od przejazdu na maszynie - rower, do pracy. A że nie lubię na sucho jeździć, to sobie zapuściłem muzykę. Dość intensywną.
Otóż jechałem razem z Rammsteinem. Muza z jednej strony super do jazdy na rowerze z drugiej bym jej nie polecał. Z uwagi na swoją energetyczność i moc, pobudza i to bardzo. A do tego o 6.30, zaraz po wstaniu - można się zajechać.
Po przejechaniu 3 km już mocy nie miałem, znaczy muza spowodowała że tak przebierałem "pęcinkami", że po 3 km moc w nich się skończyła i musiałem zwolnić. Ale jazda była. Polecam.
Tylko uważajcie bo można się zajechać.
Dojechałem - kilka minut wcześniej niż zwykle
Siedzę w pracy - pracuje - patrze przez okno, a tam pochmurno jesiennie, za kilkanaście minut zaczął padać deszcz, myślę jak ja wrócę do domu po takich mokrych ulicach, za chwil kilka po deszczu ani śladu.
Wyłazi leniwie słońce, wylazło, świeci wysuszyło ulice, myślę git, ale znowu zmiana, tym razem zima - śnieżyca, wiatr. I tu znowu załączyło mi się myślenie: kurde śnieg, mokro a ja nie mam zmienionych opon, patrze więcej śniegu z nieba leci, może "wrócę autobusem?" się sam sie zapytowywuje. ALE NIE. Mam tylko kurtkę - wiatrówkę rowerową, na rower starczy na piechotę nie, do tego buty też jakoś mało do chodzenia. Myślę pojadę na rowerze, będzie jazda. I była. slicki na śliskich ulicach, chodnikach się nie sprawdzają. Ale dojechałem. "Uflagany" jak nieboskie, zmęczony - wiatr i kilkanaście poślizgów na śniegu. Wnioski - pada śnieg zmień opony na "grubobieżnikowe".