Blog: Michalina Ziółkowska
Góry Sowie z burzą w tle i powrót do początków mojej rowerowej przygody
Kategoria:
Niedawny Bike Maraton w Bielawie z trasą biegnącą w Górach Sowich z pewnością na długo pozostanie w pamięci startujących. Burza jaka przetoczyła się przez okolicę mocno urozmaiciła rywalizację w tym i tak już wymagającym terenie. Przy okazji tego wyścigu przypomniały mi się moje pierwsze rowerowe wypady, wtedy jeszcze bardziej turystyczne niż treningowo-wyścigowe.
Rok 2006, chyba pierwszy w życiu wjazd na Wielką Sowę. Wtedy jeszcze byłam szczęśliwą posiadaczką pierwszego w życiu aluminiowego roweru MTB z przednim amortyzatorem marki Merida. Co ciekawe, już wtedy pogoda zupełnie nie odstraszała mnie od jazdy rowerem, chęć eksploracji górskich szlaków na rowerze MTB była silniejsza niż wszystko inne dookoła. Pamiętam te ścieżki pełne błota i potworną mgłę jaką zastaliśmy na szczycie, mokrzy, przemarznięci ale szczęśliwi ze zdobycia tej pięknej góry... Wielka Sowa to była jedna z pierwszych tras dodanych do tego serwisu ;)
W kolejnych latach jeszcze kilkukrotnie miałam przyjemność poznawać szlaki Gór Sowich, które na rower są idealne! Tu muszę przyznać, że świetnym przewodnikiem był toomp, który wymyślał trasy takie, których przejechanie było niełatwe, a przy okazji dawało mnóstwo frajdy z jady rowerem MTB - kamienie, korzenie, single..... było tam wszystko :) Gdyby ktoś miał ochotę ruszyć naszymi szlakami, oto kilka z nich:
- Góry Sowie: Pieszyce, Wielka Sowa, Kalenica
- Pieszyce- Lutomia Górna- Wielka Sowa
- Pieszyce- Srebrna Góra przez Wielką Sowę
A wracając do rywalizacji na Bike Maratonie, muszę przyznać, że była to jedna z piękniejszych tegorocznych edycji tego cyklu. Ciekawy początek z dość trudnym podjazdem na Kalenicę, w przeciwnym kierunku niż było to w latach poprzednich, potem klasyka - wjazd kamienistym szlakiem na Wielką Sowę, przejazd przez Małą Sowę, w końcówce rundy jeszcze jeden wymagający podjazd i przez Kozie Siodło zjazd do przełęczy Jugowskiej... Nawet nie pamiętam, kiedy rozpętała się burza, momentami robiło się groźnie, gdy słychać było bliżej niż dalej huk piorunów. Druga runda stała się dużo trudniejsza, z Wielkiej Sowy spływał potok, a wąskie single nasiąkły mocno wodą i oprócz wody lejącej się z nieba, spod kół leciały strugi błota... Pod koniec wyścigu wyszło słońce, więc odpoczynek na mecie był niezwykle przyjemny. Zabawa była przednia, bo przecież niecodziennie mamy okazję wytaplać się błocie ;) W rywalizacji świetnie wypadł mój team - Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team, który zdominował drużynową klasyfikację. Mi przy okazji przypadło zwycięstwo w Elicie Kobiet w Pucharze Polski w Maratonie MTB, który rozgrywany był w ramach tej edycji Bike Maratonu.
Góry są niesamowite, nieprzewidywalne, wymagające.... i dlatego właśnie tam na rowerze możemy tak dobrze się bawić. Niektórzy gór nie lubią, wolą łąki i pola, a ja wręcz przeciwnie, w górach mogę oderwać się od codzienności i przeżywać wiele niezapomnianych chwil... Tyle lat i jeszcze mi się nie znudziło ;)