Blog: Michalina Ziółkowska
Etapówka - jak ścigać się 4 dni pod rząd czyli co mi dał Bike Adventure, cz. 1
Kategoria:
Minęło już sporo czasu od mojego pierwszego w życiu startu w wyścigu etapowym MTB - Bike Adventure, ale te 4 dni pod rząd ścigania się w górach pozwoliło mi zdobyć cenne doświadczenia i jeszcze lepiej poznać swój organizm. Bike Adventure nie należy do etapówek wybitnie trudnych, etapy liczyły średnio po ok 50km i 1800m przewyższeń, więc na debiut myślę, że to idealny wyścig.
Jak się zmierzyć z wyzwaniem ścigania dzień po dniu
Na Bike Adventure wybrałam się razem z moją grupą Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team, w której szeregach jest też mój obecny trener Bogdan Czarnota, dlatego też mogłam na bieżąco ustalać taktykę na kolejne dni oraz zdobywać cenne rady. Na początek przeanalizowaliśmy etapy (może bardziej ja, gdyż lubię wiedzieć co mnie czeka), których liczby prezentowały się następująco:
- Etap 1: 64km + 2300 m przewyższeń,
- Etap 2: 62km + 1900 m,
- Etap 3: 57km + 1850 m,
- Etap 4: 57km + 1700 m.
Z opisów i map wynikało, że najtrudniejszy będzie etap pierwszy, którego wiele fragmentów było znajomych z tras różnych pojedynczych maratonów MTB - najdłuższy z trudnymi odcinkami technicznymi i ze słynnymi podjazdami jak Dwa Mosty czy Chomontowa. Plan więc był prosty, jechać równo, spokojnie, nie przekraczać "pewnych granic" (tu każdy zna swoje), aby organizm mógł sprostać kolejnym etapom, szczególnie, że pierwszego dnia nogi są świeże i palą się do jazdy! Tu ważne było wyczucie i wyjątkowo przydało się też wsparcie pulsometru. Każdy z nas ścigając się i trenując poznaje swój organizm i mniej więcej jest w stanie wyczuć w jakiej strefie się znajduje. O tyle, o ile w pojedynczym wyścigu można o tym nie myśleć, tak w wyścigu etapowym trzeba jednak nieco to kontrolować.
Plan dnia pierwszego wykonany został w 100%, a jako, że uwielbiam techniczne trasy, to z ten etap sprawił mi wiele frajdy. Nie wyczerpał mnie, jak to zwykle się dzieje na pojedynczym maratonie i pozwolił mi z wielkim entuzjazmem oczekiwać kolejnego wyścigu.
Drugi etap kierował nas w rejony Gór Izerskich, co pozwalało przypuszczać, że ten dzień będzie mało techniczny, ale za to ciężki fizycznie - przede wszystkim za sprawą podjazdu na Stóg Izerski z nachyleniem koło 20% a do tego w pełnym słońcu i po asfalcie. Po raz kolejny Bogdan kazał jechać spokojnie, w równym tempie zdobywać dwie kolejne góry, a jak starczy sił to w końcówce spróbować jeszcze nieco podkręcić tempo. Taktyka była słuszna, mimo, że nieco wolniej zaczynałam podjazdy, to moje równe tempo pozwalało mi, zwłaszcza na stromym asfalcie, wyprzedzić paru innych zawodników. Koniec etapu i kilkukilometrowy singiel w terenie był dobrą nagrodą za niemalże cały szutrowo-asfaltowy etap.
Przyznam, że zdziwiło mnie jak mój organizm dobrze znosił starty dzień po dniu, ale w dużej mierze było to spowodowane tym, że moja jazda była nieco spokojniejsza, bez zbędnego szarpania czy gonienia jak to bywa na maratonach.
Dzień 3 zapowiadał się przyjemnie, bo znów trasa prowadziła w prawdziwie górskim środowisku. Taktyka podobna, pierwszą górę staram się trzymać w peletonie, druga spokojnie i nieco luzu na zjazdach. Pierwsza część wyścigu upłynęła w dobrym humorze, tempo było dobre, ale jak się okazało ostatnie 20km z jakiegoś powodu zrobiły się ciężkie. W nogach pojawiło się uczucie braku mocy, jakby nagle skończyło się paliwo. W tym momencie jedyna rzecz jaka przychodziła mi do głowy, to jeść i pić wszystko co mam pod ręką, nie szarpać tempa i pilnować rytmu. Było trochę męki, ale meta została osiągnięta. Pozostał już tylko ostatni 4 etap, na którym już nie ma co się oszczędzać, tu już się jedzie tyle na ile pozwala organizm. Na szczęście ten etap okazał się bardzo przyjemny - wiele technicznych odcinków i singli, że aż chciało się jechać!
Etapówka = świetna przygoda
Jeśli ktoś ma obawy - jak to było i w moim przypadku - czy startować, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę nie ma się czego bać. To świetna zabawa, kilka dni z rzędu żyjesz tym tym co się dzieje na trasach, emocjami i wyjątkową atmosferą. Jeśli jedziesz mądrze, odpoczywasz i dbasz o dietę (o czym w części drugiej), czeka cię świetna rowerowa przygoda. Tym bardziej, jeśli etapówka jest organizowana w prawdziwych górach, a Piechowice okazały się wspaniałym miejscem wypadowym na każdy pojedynczy etap.
Warto więc już dziś rozważyć czy nie włączyć etapówki w przyszłoroczny plan startów ;) Możliwości jest wiele - Andalucía Bike Race, BIKE Transalp...