Blog: Michalina Ziółkowska
Ischgl - Ironbike Marathon i Silvretta Arena jako genialna miejscówka na MTB!
Kategoria:
Legendarny austriacki wyścig 22. Ironbike Marathon w Ischgl stanowił nowe wyzwanie w moim tegorocznym sezonie startowym. Moją uwagę, poza umiejscowieniem w Alpach, przykuł niezwykle wymagający profil wyścigu! Na trasie najdłuższego dystansu (79 km & 3820m)- dwa potężne wzniesienia: Greitspitze (podjazd o przewyższeniu 1500 m) oraz Palinkopf (kolejne 1000 m w pionie). I właśnie ten sobotni maraton, który skończyłam ostatecznie na 3 miejscu, był najważniejszym celem mojego kilkudniowego wypadu do Ischgl.
Miasteczko położone na wysokości ok 1350 m w niezwykle urokliwej okolicy, w otoczeniu gór, okazało się idealną miejscówką na MTB. Dookoła przepiękny teren otwarty na eksplorację na rowerach. Jest spora ilość wyciągów, gdzie śmiało można zapakować się z rowerem i cieszyć się downhill'em czy freeride'm. Szutrowe ścieżki o znośnym nachyleniu ucieszą też tych, co kochają uphill'e.
Alpenhaus Trophy - nocny uphill na rozgrzewkę!
W tym roku oprócz maratonu zorganizowano cały Ischgl Ironbike Festival, gdzie w ciągu 3 kolejnych dni odbywały się dodatkowe imprezy, w tym nocny uphill Alpenhaus Trophy. W środowy wieczór od 20:30 można było spróbować swoich sił na trasie z Ischgl do stacji kolejki Idalp, łącznie 7.33 km i 921m przewyższenia. Dookoła panowała ciemność, jedynie kilka lamp wzdłuż kolejki oświetlało bliską okolicę, klimat więc był wyjątkowy! Jako, że w środę zaplanowałam wyjazd z Polski, pomyślałam, że może dobrze byłoby rozkręcić nóżki po podróży i podjąć wyzwanie! Po pobudce w środku nocy, 10 godzinach spędzonych w aucie i krótkiej drzemce na miejscu, trudno było liczyć na dobry wynik, ale z drugiej strony chęć spróbowania czegoś nowego była silniejsza ode mnie! Wystartowałam kilka minut po 21, niosła mnie adrenalina, ale wraz z wysokością zaczynało brakować powietrza, nogi gubiły rytm, oddech wariował, a asfalt wydawał się ciągnąć bez końca! Było ciężko! Na górze miałam 7 czas wśród kobiet, a zwyciężyła Daniela Pintarelli - vicemistrzyni Austrii w kolarstwie szosowym :) Mój wyścig miał być dopiero w sobotę.
Ironbike Marathon i zaśnieżone szczyty!
Czwartkowy dzień - niezwykle słoneczny - zachęcił mnie do zapoznania się z częścią trasy, która miała biec w najwyższych partiach gór. Upajałam się widokami z Greitspitze i Palinkopf, a przy okazji znalazłam kawałek ciekawego singla :) Wszystko zapowiadało się wyśmienicie! Tymczasem następnego dnia, dzień przed startem nad Tyrol nadciągnęły czarne chmury, cała okolica utonęła we mgle, a deszcz padał praktycznie bez przerwy cały dzień i pół nocy!
W sobotę rano, w dniu startu, kiedy szczyty gór wyłoniły się spod chmur, widać było, że są pokryte śniegiem. Temperatura nieprzekraczała 5 stopni, konieczna była mocna rozgrzewka. W sektorach było międzynarodowo, zawodniczki z Niemiec, Szwajcarii, Austrii, a z Polski oprócz mnie także Magda Sadłecka :).
Wystartowaliśmy o 8:30. Najpierw łatwiejsza część - nieco ponad 20 km runda z jednym długim podjazdem, po której wracaliśmy do Ischgl, by zacząć tą najdłuższą wspinaczkę do stacji kolejki Greitspitze. Tempo było od startu bardzo szybkie, głównie z powodu wspólnego startu z mężczyznami. Trochę się zagubiłam w tym tłumie, ale z drugiej strony wiedziałam, że kluczowe będą dwa najdłuższe podjazdy. Dopiero kiedy zaczęłam dobrze mi już znaną z uphillu pierwszą część podjazdu, powoli doganiałam kolejne rywalki. Asfalt nigdy nie był moją mocną stroną, więc moje tempo nie było najlepsze, ale nakręcała mnie myśl, że ostatnie kilometry będą już w terenie. W końcu zaczęłam się przesuwać do góry i tak wypracowałam sobie 3 pozycję. Jak się okazało organizatorzy wycieli nam końcowy kilometr podjazdu i cały singiel, na który tak czekałam! Szybkim szutrem pomknęliśmy w dół, potem było nieco kamienistego singla, ale jak dla mnie ciut za mało technicznych odcinków. Ostatnim wyzwaniem był podjazd z Samnaun na Palinkopf , tym razem na szczęście cały w terenie, nachylenie średnie ponad 10%, z każdą kolejną serpentyną było coraz więcej śniegu, a do pokonania jeszcze tysiąc metrów w pionie. Na szczycie bufet i został już tylko zjazd do mety, głównie szuter i asfalt. Na koniec przejazd przez tunel w samym Ischgl i meta! Wyścig skończyłam na 3 miejscu w Elicie Kobiet, a wygrała mistrzyni Niemiec w maratonie MTB Silke Ulrich. Wśród mężczyzn triumfował Urs Huber.
Bufet na mecie w restauracji!
Miłe zaskoczenie czekało mnie wieczorem, kiedy okazało się że w ramach posiłku regeneracyjnego dostaliśmy bon do zrealizowania w jednej z okolicznych restauracji! Nie było więc wyjścia, trzeba było skusić się na lokalną pizzę!
Wyniki Kobiet
- 1. Ulrich Silke (Team Herzlichst Zypern) 3:48.43
- 2. Rieder Nadine (AMG ROTWILD MTB RACING TEAM) 3:58.41
- 3. Ziólkowska Michalina (Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team) 4:03.58
- 4. Elferink Hielke (Craft Rocky Mountain Factory Team) 4:07.19
- 5. Süss Esther (Wheeler Pro Team) 4:10.35
- ...
- 9. Sadlecka Magdalena 4:21.01