Blog: Michalina Ziółkowska
Niedokończone Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB...
Kategoria:
Walka o obronę tytułu Mistrzyni Polski w Maratonie MTB zakończyła się dla mnie w tym roku w najgorszy możliwy sposób, przez defekt. Nie było mi dane rywalizować na trasie, ani nawet dojechać do mety. Przez ostatnie tygodnie razem z trenerem staraliśmy się ułożyć tak treningi, by w Jeleniej Górze móc zaprezentować dobrą formę, tak jak na wielu górskich maratonach.
Wszystko zapowiadało się dobrze. Po uroczystym starcie na Rynku wiadomo było, że pierwsze kilkanaście kilometrów nie wniesie nic wielkiego do rywalizacji, a prawdziwy maraton rozpocznie się, gdy dojedziemy do wzniesień. Rzadko kiedy dobrze zaczynam pierwsze podjazdy, więc nie oczekiwałam, że tym razem będzie inaczej, a raczej nastawiałam się na to, że właściwy rytm przyjdzie gdzieś na rundzie Giga. Tyle, że po pokonaniu Łopaty i oczekiwanym rozjezdzie, po najdłuższym, kamienistym zjeździe, niewiele udało mi się przejechać, gdy po raz pierwszy łańcuch wyskoczył mi poza przednią zębatkę. Po 2-3 postojach i kolejnej próbie włożenia go na swoje miejsce zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie przekręcić korbą, bo łańcuch ewidentnie coś spychało z tarczy. Zjechałam na sam dół i zastanawiałam się, co się dzieje. Wtedy znalazł się życzliwy kolarz, który starał się pomóc i wyprostować, jak się okazało, wygięty ząbek. Czas uciekał, rywalki też, ale próbowałam jechać dalej. Tyle, że napęd nie pracował dobrze, łańcuch się klinował, a na szybkim zjeździe po prostu spadał. Do tego wszystkiego zaczęło mi schodzić powietrze w tylnej oponie. Kiedy rafka zaczęła dobijać na każdej wystającej przeszkodzie, a łańcuch znów wisiał mi poza tarczą, wtedy definitywnie skończył się mój wyścig. To co najgorsze dla sportowców, to przegrać z niezależnymi od nas czynnikami. Nikt nie lubi w taki sposób kończyć rywalizacji, dlatego bardzo smutne okazały się dla mnie tegoroczne mistrzostwa.
Niemniej, dziękuje za pomoc na trasie, gratuluję nowym Mistrzom Polski. Mam nadzieję, że kolejne wyścigi będą dla mnie szczęśliwsze. Tradycyjnie sezon zakończę na wielkim rowerowym festiwalu Roc d’Azur we Francji.
Przy okazji tego wyścigu miałam przyjemność przetestować nowe skarpetki kolarskie z logo serwisu Czas na rower! Co prawda nie pomogły mi w odniesieniu zwycięstwa ale przynajmniej moje stopy czuły się komfortowo ;)