Blog: Tomek Ptak
BM w Ludwikowicach
Kategoria:
Ludwikowice Kłodzkie to nowa miejscowość na mapie startów Bike Maratonu, ale okolica jest dobrze znana zawodnikom MTB. Pasmo Gór Swoich jest wyjątkowo mocno eksploatowane w tym sezonie. Nie ma się co dziwić, bo mimo że nadal jest mało wypromowane, to jest to jeden z najbardziej przyjaznych rowerzystom górskich regionów Polski.
Przy okazji edycji w Bielawie wszyscy się zastanawiali, dlaczego trasa nie została poprowadzona przez Wielką Sowę. Zagadka została już chyba rozwiązana. Prawdopodobnie organizatorzy nie chcieli dublować tras. Jeden wyścig został poprowadzony przez Kalenicę, a z Ludwikowic trasa wiodła przez szczyt Wlk. Sowy.
Początek wyścigu był bardzo intensywny. 10 km uphill zaraz po starcie nie każdemu odpowiada i utrudnia dogrzanie mięśni zaraz po starcie, ale nie każdy maraton musi się odbywać wg jednego schematu. Wiazd na szczyt Wlk. Sowy na adrenalinie startowej to zawsze duże przeżycie. Strome, kamieniste ścieżki dają szansę na wypracowanie przewagi, a zjazd że szczytu na pełnej prędkości to szansa, żeby poczuć dziką radość balansując na kamieniach uciekających spod kół. Niestety chwila przyjemności zmieniła się w bezradność po przecięciu opony. Może mogłem jechać bardziej asekuracyjnie i starannie wybierać ścieżkę przejazdu? Ale chyba nie po to jedzie się na Wielką Sowę.
Niewielkim zgrzytem był start wyścigu. Organizatorzy w niektórych edycjach BM próbują zniechęcić zawodników do startu. Wszyscy już się chyba przyzwyczaili, że sektory startowe są za małe w stosunku do ilości uczestników. Tym razem trzeba było czekać na start na stercie piachu, a droga do kolejnych sektorów wiodła przez skład pustaków.