Blog: Michalina Ziółkowska
Canyon Roc Marathon i LaTramun czyli zakończenie sezonu na południu Europy
Kategoria:
Dwa wyścigi z cyklu MTB UCI Marathon Series - Canyon Roc Marathon (w ramach festiwalu Roc d'Azur) oraz LaTramun Singletrackmarathon - zakończyły mój tegoroczny sezon startowy. Wyjazd na południe Europy był dużym wyzwaniem nie tylko ze względu na wysoki poziom rywalizacji i rangę imprez. Było to też duże przedsięwzięcie logistyczne, gdyż czekało mnie ponad 4 tysiące kilometrów podróżowania przez Europę. Jednak perspektywa kilkunastu dni spędzonych w ciepłym, południowym klimacie i czekających mnie dwóch wymagających, bardzo technicznych maratonów, wpływała na mnie niezwykle mobilizująco.
Canyon Roc Marathon - wyzwanie nr 1
Na Festiwal Roc d'Azur do Fréjus wybrałam się już po raz 3, więc trasa zdążyła mi już na dobre utkwić w pamięci. Profil nie jest idaelny dla mnie, bo wzniesienia są dość niskie, sięgają raptem 400 m n.p.m., ale uwielbiam charakter tego wyścigu. Bardzo trudne technicznie odcinki, pełne kamieni singletracki, wyjątkowy południowy klimat i niesamowita atmosfera. Tak jak w latach poprzednich na start ruszałam jeszcze przed wschodem słońca, jadąc tuż za klubowym Volkswagenem California, który oświetlał mi drogę. Kilka minut po 7, gdy pierwsze promienie słońca wyłaniały się zza horyzontu, wielki tłum ustawiał się na starcie, prawie 2 tysiące uczesników.
O 7:30 ruszyliśmy mając przed sobą 86 km i ok 2.3 tys przewyższeń. Nie miałam dobrego startu, w nogach czułam jeszcze 2 dni spędzone w podróży. Pierwsze techniczne zjazdy były mocno zatłoczone, jechałam w okolicach 10 miejsca. Dopiero najdłuższy na trasie podjazd powolił mi przesunąć się na 6 pozycję. Niestety na więcej zabrakło sił i i tak też ostatecznie zakończyłam swoją rywalizację w Canyon Roc Marathon. Pokaz siły za to dała aktualna mistrzyni świata Anika Langvad, która ze sporą przewagą triumfowała we Francji.
LaTramun Singletrackmarathon - ostatni akcent sezonu
Przede mną pozostawało ostatnie wyzwanie - hiszpański maraton LaTramun. Z Francji przenieśliśmy się więc na wybrzeże Costa Brava. Pierwsze dwa dni postanowiłam wykorzystać na spokojne treningi po okolicznych niewielkich pagórkach, które okazały się niezwykle urokliwe. Słoneczna pogoda i piękne widoki szybko pozwoliły mi się zregenerować i złapać optymizmu przed ostatnim startem sezonu. W środku tygodnia postanowiłam potrenować na trasie. Dwa treningi, jakie zdążyłam odbyć bardzo mnie zaskoczyły, eskploracja ścieżek przyniosła mnóstwo radości... Zapowiadała się ekscytująca rywalizacja na niekończącym się singlu...
Niedzielny poranek rozpoczął się - podobnie jak we Francji - jeszcze przed wschodem słońca. Start oddalony był kilkadziesiąt kilometrów od Girony (gdzie była meta). Gdy dojechaliśmy na start słońce powoli zaczynało wyłaniać się zza pobliskich wzniesień. 8:30 było już całkiem jasno i w końcu sędzia dał sygnał startu. Na początek mieliśmy ok. 10 km podjazdu. Ten bardzo selektywny odcinek pokonywałam podążając za Alice Pirard. Ale kiedy zaczęły się pierwsze techniczne single, zostałam trochę w tyle. Na pierwszym bufecie miałam ok. 2 min straty. W kolejnej części trasy na podjazdach zaczęłam odrabiać. Byłam już za plecami Alice, ale kolejne techniczne sekcje, pełne kamieni znów pokonywałam zbyt wolno, znów traciłam ok 1.5 minuty. Goniłam..., ale ostatecznie na metę dotarłam na drugiej pozycji. Był to niewątpiwie jeden z ciekawszych wyścigów, w jakich brałam udział. Dawno nie miałam okazji przemierzyć tak dużo singli podczas jednego wyścigu. Już nie mogę się doczekać, jak za rok znów wrócę do słonecznej Hiszpanii by cieszyć się słońcem w środku października, rywalizując na signlach LaTramun ;)
Tymczasem mój kolejny sezon w barwach Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team dobiegł końca. Teraz czas na chwilę odpoczynku, a za kilka tygodni znów rozpoczną się przygotowania do nowego sezonu!