Finał Bike Maratonu 2010 w Świeradowie Zdr. i Karpaczu
Kategoria:
Cykl wyścigów rowerowych Bike Maraton 2010 został zakończony wyścigiem w Karpaczu. Wszyscy zwycięzcy klasyfikacji całego cyklu są już znani. W najważniejszych kategoriach wiekowych najlepsi okazali się:
- dystans MINI: Rafał Iwan (M2), Piotr Iciaszek (M3) i Aleksandra Misterska (K2).
- dystans MEGA: Mateusz Zoń (M2), Mirek Bieniasz (M3), Michalina Ziółkowska (K2- CNR TEAM)
- dystans GIGA: Marcin Piecuch (M2), Bogdan Czarnota (M3) i Katarzyna Polakowska(K2).
W sobotę zawodnicy rywalizowali w Górach Izerskich na trasie w Świeradowie Zdroju. Już następnego dnia był zaplanowany wyścig w Karpaczu. Taki układ startów był spowodowany tym, że termin zawodów w Świeradowie był przeniesiony z sierpnia na październik z powodu powodzi. Dwa starty dzień po dniu były zbyt dużym obciążeniem dla niektórych zawodników, więc w finałowej edycji w Karpaczu wzięło udział trochę mniej ludzi niż zazwyczaj (650 osób). Na szczęście tym razem nie zawiodła pogoda. Bezchmurne niebo i wysoka temperatura (jak na październik) uatrakcyjniła finał Bike Maratonu.
Świeradów Zdrój
Sobotni wyścig był nieco skrócony w stosunku do pierwotnych planów. Organizatorzy zrezygnowali z niektórych płaskich fragmentów trasy w okolicy Jakuszyc. Być może było to spowodowane tym, że następnego dnia czekała wszystkich jedna z najtrudniejszych tras bikemaratonowych. Tym bardziej, że w październiku nigdy nie można być pewnym warunków atmosferycznych. Dołożono za to kilkuset metrowy błotno- kamienisty odcinek niedaleko przed metą. Tak więc końcówka trasy mogła sprawić sporo problemów tym zawodnikom, którzy chcieli zyskać trochę czasu na szybkich, utwardzonych odcinkach i założyli opony o delikatnym bieżniku. Niespodzianką okazał się też przejazd nad strumieniem w okolicy Chatki Górzystów. W końcu po kilku latach został wybudowany tam tymczasowy most obok starego zrujnowanego podczas powodzi. Jak co roku na tej trasie najtrudniejsze były długie, kilkukilometrowe, sztywne podjazdy, na których rozstrzygały się losy wyścigu.
Karpacz
W niedzielę na starcie w Karpaczu odczuwało się już trochę trudy sobotniego wyścigu. Dlatego pierwszy asfaltowy podjazd kosztował trochę więcej sił niż w poprzednich edycjach. Tegoroczna pętla wyglądała podobnie jak w poprzednich latach, tylko kierunek był odwrotny. W okolicy Kościoła Wang był szybki zjazd, a potem droga kierowała siew stronę Borowic. Później trasa omija Przesiekę i objeżdża masyw Szerzawy i kieruje się w stronę Drogi na Dwa Mosty, następnie Drogą Sudecką i Chomontową powraca do Karpacza.
W okolicy Borowic i Przesieki było sporo trudniejszych podjazdów, zdarzały się też dość niebezpieczne zjazdy z odrobiną błota i kamieniami. Nie były one jednak tak karkołomne, jak wyścig cyklu MTB Marathon z początku sezonu. Cała trasa była raczej do przejechania. Niektóre ścieżki były trudne, ale za to malownicze. Jeśli dopisywały siły w nogach, jechało się bardzo przyjemnie. W końcówce, po drugim bufecie, zmienił się charakter trasy. Pojawiły się długie, sztywne podjazdy, tak jak np. drogą Chomontową, albo Drogą na Dwa Mosty i szybkie asfaltowe zjazdy, takie jak np. Drogą Celną, gdzie liczniki pokazywały prędkość w okolicach 70 km./h. Podczas ostatniego przejazdu w okolicach Borowic trzeba było pokonać kilka trudniejszych odcinków przecinających koryta górskich strumieni. Oprócz utrudnień w postaci śliskich kamieni i uskoków terenu trochę problemów sprawiało wyprzedzanie zawodników dystansu MINI, których w tym miejscu pojawiało się coraz więcej. Jednak większość wyprzedzanych starało się jechać tak, aby nie utrudniać tego manewru. Tak samo szybsi zawodnicy kończący dystans MEGA lub GIGA starali się unikać bezpośredniego kontaktu, tak aby uniknąć niepotrzebnych kontuzji lub defektów. W dolnej części Karpacza trzeba było wspinać się na dosyć strome asfaltowe ulice, dzięki temu finisz na stadionie był bardzo ciekawy, bo nigdy nie było wiadomo w którym momencie nastąpi "odcięcie prądu".
Jedną z niespodzianek finałowej edycji była obecność Mistrzyni Świata - Mai Włoszczowskiej. Najlepsza polska kolarka udowodniła, że tytuł ten zdobyła nieprzypadkowo i na dystansie Mega dojechała tracąc zaledwie 3.5 minuty do zwycięzcy - zawodowego kolarza szosowego - Marka Rutkiewicza. Po wyścigu każdy miał szansę zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie bądź zdobyć autograf mistrzyni!