Finał MTB Marathonu w Istebnej
Kategoria:
Chyba wielu zawodników specjalnie czekało na ostatnią edycję MTB Marathonu, bo do małej, górskiej wioski - Istebnej zjechał się tłum ludzi na rowerach. Wielu uczestników chciało sobie podkręcić wyniki w generalce, inni musieli wykorzystać ostatnie starty z wykupionych wcześniej pakietów lub zmierzyć się po raz ostatni w sezonie z prawdziwą górską trasą. Jeśli jednak ktoś oczekiwał jakichś atrakcji uświetniających Wielki Finał Sezonu - mógł poczuć się zawiedziony.
Trasa z pewnością zasługiwała na finał sezonu. Po krótkim sztywnym podjeździe rozciągającym stawkę kolarzy zaraz czekał drugi podjazd na wysokość okolicznych szczytów. To była prawdziwa selekcja: strome betonowe płyty zmieniały się w kamieniste, leśne ścieżki i w wąskie, strome single. Na koniec zostałem pokonany przez skośne uskoki skalne, gdzie musiałem włożyć tyle energii w stabilizację pozycji na rowerze, że zabrakło mi mocy na dojechanie do szczytu. Zjazd do Koniakowa trudno było nazwać odpoczynkiem, na krętych, kamienistych ścieżkach trzeba było cały czas utrzymywać maksymalna koncentrację. W Koniakowie kończyła się trasa mini, więc meta została usytuowana bardzo nietypowo - w inny miejscu niż start. Dzięki temu można było uniknąć typowego profilu trasy na nystansie MINI, czyli - 10km. podjazdu i szybki zjazd do mety.
Za Koniakowem ukoronowaniem krótkiego podjazdu po asfalcie była "pionowa" ściana z płyt betonowych na szczyt o swojskiej nazwie Ochodzita. Do mety zostało jeszcze kilka wyczerpujących podjazdów na kolejne beskidzkie szczyty. Coraz częściej zaczynałem jeździć na trybach 1:1 do 1:3, bo nawet jak się trochę wypłaszczał teren, to podmokłe, błotniste podłoże mocno utrudniało ustabilizowanie pozycji na rowerze. Między 2 a 3 bufetem moje tempo systematycznie spadało, coraz większą trudność sprawiało mi wskoczenie na wyższe tętno. Powoli zaczynałem się przyzwyczajać do myśli, że jednak zostałem pokonany przez tutejszą trasę. Brakowało mi w końcówce dłuższego kawałka suchej utwardzonej drogi, żeby zregenerować trochę mięśnie i odnaleźć trochę energii do jazdy, a przede mną na drodze cały czas: wystające korzenie, kamienie, gliniaste błoto itd., ale nie mogę narzekać, w końcu to finał MTB Marathon'u. Na koniec, przed samą metą, jako wisienka na torcie, na zawodników czekał pionowy kamienisty podjazd i stromy zjazd po śliskich korzeniach, który stał się rajem dla fotografów.
Nie zaliczę tego wyścigu do udanych, jednak na mecie przeważały bardzo pozytywne opinie. Obiektywnie muszę przyznać, że poziom sportowy amatorskich maratonów się podnosi. Krótka zadyszka na trasie wiąże się z natychmiastową stratą kilku pozycji, a zawodnicy powyżej 100 miejsca open utrzymują równe, solidne tempo do mety.
A jak oceniają trasę zawodnicy z czołówki peletonu:
- Adrian Brzózka (1 miejsce open, dystans GIGA):
Trasa w Istebnej: stosunkowo szybka (średnia powyżej 20 km/h), wymagająca dynamiki- podjazdy maksymalnie do 10 min. z ciekawymi sekcjami zarówno zjazdowymi jak i podjazdowymi, sprawiającymi przyjemność z ich pokonywania, jednak nie wymagającymi najwyższych umiejętności technicznych. Trochę nieciekawa była końcówka, która jak na mój gust zawierała zbyt wiele asfaltów. Na trasie w Istebnej miałem lekką przewagę nad rywalami z dwóch powodów: mieszkam w okolicach Istebnej i poniekąd znałem trasę. Drugi powód to charakter trasy który preferował dynamiczną jazdę- podjazdy wymagały przysłowiowego "przepchania" i siły-dynamicznej, eksplozywnej jeśli ktoś woli. Jako iż większość starów w moim sezonie (ok.65%) to starty cross country, podjazdy do ok. 10 min., takie jak występowały w Istebnej, pasowały do mojego stylu jazdy. Strategia podczas wyścigu wyglądała następująco: mocny początek, który zniechęcił rywali, następnie jazda w umiarkowanych strefach wysyłkowych do samej mety. Podsumowując wyścig z mojej perspektywy: dużo frajdy z jazdy na rowerze górskim, w malowniczych plenerach oraz sprzyjających warunkach pogodowych.
- Michalina Ziółkowska (1miejsce K2 w klasyfikacji generalnej, dystans GIGA):
Trasa dość dobrze utkwiła mi w pamięci z zeszłorocznej edycji, wówczas jechałam krótszy dystans, więc zagadką pozostawało co kryje w sobie dodatkowy fragment na dystansie Giga. Ten odcinek nieco mnie rozczarował, był trochę oderwany od pozostałej części, nie pamiętam kiedy na maratonach z tej serii było tak dużo asfaltu, w zasadzie mieliśmy jeden podjazd, zjazd i dalej niekończący się asflat niemalże do samej mety. Pozostała część trasy wspólna dla Mega i Giga była jak najbardziej godna finału, bardzo interwałowa, trochę techniczna, sporo fajnych odcinków, szczególnie wąskich singli i trawersów. Myślę, że większość zawodników mogła być usatysfakcjonowana, ja na pewno :)
- Bogdan Czarnota (1 miejsce w generalce M3, dystans GIGA):
Trasa maratonu w Istebnej nie była tym razem trudna technicznie, co prawda było kilka elementów technicznych, ale nie sprawiły chyba nikomu większych trudności. Ja wolę trochę trudniejsze trasy, ale akurat tego dnia idealnie mi pasowało, ponieważ moja dyspozycja po ostatnich problemach zdrowotnych jest daleka od optymalnej i generalnie na trasie walczyłem bardziej z samym sobą niż z rywalami. Moja strategia była taka, aby ukończyć wyścig i to mi się udało. Walka z przodu trwała i chłopaki wymieniali się pozycjami i walczyli miedzy sobą, a ja równym rytmem podążałem do mety. To wystarczyło na wygranie klasyfikacji generalnej z czego jestem zadowolony.
Finał
Trochę zawiedziony byłem oprawą finałowej odsłony MTB Marathon'u. Zaplanowano co prawda konkurs dla zawodników z topowym rowerem marki Specialized do wygrania oraz tradycyjna tombola i "ostatni bufet sezonu" zaplanowany na godz. 20. Ale to chyba trochę za mało, żeby zatrzymać większą ilość ludzi na stadionie chociaż do ogłoszenia wyników. Przydał by się jakiś koncert, albo chociaż losowanie tomboli przed godz. 17. Bo niekończące się dekoracje licznych klasyfikacji, w których główną nagrodą był "uścisk prezesa", skutecznie zniechęciły większość uczestników do przedłużenia pobytu we wsi Istebna. Władze Gminy tez chyba nie były zainteresowane zaktywizowaniem weekendowych turystów.