Mactronic - oświetlenie rowerowe zasilane przez USB
Kategoria:
Najważniejszym warunkiem bezpiecznej jazdy na rowerze jest odpowiednie oświetlenie. Późną jesienią, wczesną wiosną zmrok zaczyna zapadać już wczesnym popołudniem, a zdarza się, że nawet w południe pogoda jest tak ponura, że widoczność jest bardzo ograniczona. W takich warunkach trudno wyjechać z domu rowerem bez odpowiedniego oświetlenia.
A co to jest odpowiednie oświetlenie? Dla każdego rowerzysty oznacza to co innego. Niektórzy chcą być dobrze widoczni na drodze, ale nie chcą wozić zbędnego ciężaru na kierownicy, więc wybierają małe, świecące "pchełki". Inni chcieliby widzieć przed sobą dobrze oświetloną drogę, dlatego stosują duże latarki z masywnymi bateriami. Jednak nie należy się już martwić rozładowującymi się bateriami, ani ich dużą masą. Coraz popularniejsze stają się lampki z baterią litowo- jonową ładowaną przez port USB tak jak popularne smartfony.
Polski producent Mactronic także ma w swojej ofercie kilka tego typu modeli przeznaczonych dla rowerzystów, m.in.:
Lampa przednia Shout
- Źródło światła: dioda Cree XT-E R5 o jasności 200 lumenów,
- pięć dostępnych trybów pracy: max, wysoki, standard, strobo oraz pulsacyjny,
- akumulator (który ładować można przez złącze USB), wystarczający maksymalnie na 8 h pracy w trybie standard lub na 110 minut w trybie max,
- bateria Li-Poly 3,7V 1200mAh, ładowana przez USB,
- masa: 65g.
lampa przednia Citizen
- Źródło światła: dioda Cree XP-G LED o mocy 300 lumenów,
- pięć dostępnych trybów pracy: wysoki, średni, niski, migający, szybki migający
- pojemność akumulatora pozwala na 1 godz. pracy w najwyższym trybie lub 60 godz. w trybie szybko migającym.
- bateria Li-ion, 580 mAh, ładowana przez port mini USB
- masa 50g.
Największą, niezaprzeczalną zaletą obu lampek jest możliwość doładowania baterii w bardzo prosty, choć w niekoniecznie szybki sposób. Wystarczy mieć przy sobie ładowarkę do swojego smartfona, a wiadomo, że w dzisiejszych czasach wychodzenie z domu bez takiej ładowarki grozi nagłym odcięciem od świata (pracy, znajomych, ... facebooka). Jednak ładowanie lampki może potrwać dobrych kilka godzin, więc jeśli ktoś znajdzie się po zmroku w terenie z dala od jakiegokolwiek źródła zasilania, może nagle pozostać bez oświetlenia. Na szczęście obydwa urządzenia mają możliwość pracy w różnych oszczędnościowych trybach. Jednak cały czas zmuszają do strategicznego myślenia: mocniejsze oświetlenie - krótsza jazda.
Obydwie lampki mają dużą moc. Najmocniejsze tryby potrafią dobrze rozświetlić drogę na kilka, kilkanaście metrów. Shout ma większy promień strumienia światła, przez co jest bardziej funkcjonalna, bo dobrze doświetla podłoże przez samym rowerem. Do tego lampka Shout posiada wskaźnik poziomu baterii oraz stabilizację napięcia, dzięki czemu nie grozi nam "nagła śmierć" urządzenia. Częściowo rozładowana bateria spowoduje przełączenie na bardziej ekonomiczny tryb pracy.
Obydwa urządzenia mają bardzo solidną budowę. Nie sprawdzałem, jaką mają odporność na uderzenia, ale już na pierwszy rzut oka wzbudzają szacunek (szczególnie model Shout). W niczym nie przypominają "plastikowej chińszczyzny". Mają zwarte, kompaktowe kształty. Mogą być mocowane do kierownicy, kasku, a nawet w innych pomysłowych miejscach za pomocą szerokiego i bardzo mocnego, gumowego paska z dziurkami. Dzięki temu utrzymują się bardzo stabilnie w każdej pozycji na rowerze niezależnie od średnicy kierownicy. Można je bardzo łatwo odpiąć, gdy trzeba pozostawić rower bez dozoru. Do tego lampka Citizen ma bardzo wysoką wodoodporność, jest niewrażliwa na warunki atmosferyczne.
Testowane lampki są idealne do jazdy po mieście, gdzie jest większa szansa na awaryjne podłączenie się do źródła zasilania. Przy dłuższych wyprawach w teren należy się upewnić, że lampki są dobrze naładowane.
Rekomendowane ceny: Shout - 170zł., Citizen - 160zł.