Blog: Tomek Ptak
Kaczmarek Electric MTB w końcu w górach - subiektywna relacja
Kategoria:
Kolarstwo MTB kojarzone jest głównie z górskimi trasami, długimi podjazdami, krętymi singlami. Organizatorzy cyklu wyścigów Grand Prix Kaczmarek Electric MTB konsekwentnie propagowali nizinną wersję tej dyscypliny sportu. Tradycją stały się edycje organizowane na wielkopolskich szutrach i polnych ścieżkach. Dlatego pozytywnie zaskoczony byłem, gdy dowiedziałem się, że Kaczmarek Electric MTB pojawił się w Górach Kaczawskich, w Dziwiszowie koło Jeleniej Góry. Najpierw pomyślałem, że to niewysokie góry, więc parę szybkich szutrów się tam znajdzie. Ale okazało się, że wyszedł z tego prawdziwy górski wyścig.
Już sam start zlokalizowany na Ski Arenie Łysa Góra budzi respekt. W zimie łagodne zbocza są idealne do nauki jazdy na nartach. Ale w środku lata zwykły podjazd z parkingu do biura zawodów bez rozgrzewki wymagał dużo wysiłku. Warto więc było się przekonać, co się dzieje na trasie tym bardziej, że dzień wcześniej przeszła tędy solidna ulewa. Już na pierwszych kilometrach organizatorzy zafundowali zawodnikom stomą "ściankę" nie do podjechania dla zwykłego śmiertelnika. Dalsza część trasy ułożona była w "koniczynę" na zboczach słynnej Góry Szybowcowej górującej nad Jelenią Górą, dzięki czemu stojąc na bufecie można było obserwować sporą część trasy. Strome, sztywne podjazdy wysysające resztki sił z mięśni przeplatały się cały czas z krętymi singlami. Zawodnicy z wielkopolskich teamów wyraźnie męczyli się na wystających korzeniach i większych uskokach terenu. Ja najbardziej męczyłem się na błotnych koleinach, które wymagały utrzymania idealnego balansu ciała.
Po raz pierwszy w sezonie spróbowałem sił na dystansie GIGA, bo myslałem, że 60 km do umiarkowany dystans i szybko się go przejedzie. Jednak szybkie szutry, których się spodziewałem, skończyły się kilka kilometrów po starcie. Dlatego zacząłem szanować swoje siły tym bardziej, że start z VI sektora i przebijanie się na wyższe pozycje okazało się wymagającym zadaniem. Trochę poprawiła mi się wytrzymałość, bo 4,5 godz. jazdy nie przypłaciłem większym kryzysem, a do jedzenia wystarczyło mi pół banana i mini-żelki PowerBara z pakietu startowego. Swoją drogą - za niewygórowaną opłatę startową uczestnicy otrzymują kilka przydatnych rzeczy w pakiecie. Do poprawy została jeszcze moc na zmęczeniu, bo na Bike Maratonie w Wałbrzychu za 3 tygodnie mam zamiar przejechać dystans Giga w żywszym tempie.
Oficjalne wyniki: Kaczmarek Electric MTB w Dziwiszowie.