Blog: Michalina Ziółkowska
Roc d'Azur - wyścig i wakacje w jednym? Idealne zakończenie sezonu!
Kategoria:
Lazurowe Wybrzeże, piękny zakątek Francji nad Morzem Śródziemnym, w październiku wciąż zachęca ciepłą i słoneczną pogodą. Jak więc nie skorzystać ze świetnej okazji, jaką stwarza wielki rowerowy festiwal Roc d'Azur, by właśnie tam startem w maratonie zakończyć sezon i jednocześnie rozpocząć posezonowy zasłużony odpoczynek. Choć odległość ponad 1,5 tys. km może początkowo zniechęcać, muszę przyznać, że godziny spędzone w aucie wynagradza niesamowita atmosfera panująca na Roc d'Azur oraz czas spędzony na tym przepięknym wybrzeżu.
Od decyzji do realizacji
Przygotowanie do wyprawy trzeba zacząć dużo wcześniej od prostej rzeczy - zapisania się na wyścig! Mimo, że limity nie są małe - Canyon Roc Marathon (82 km / 2275m przezwyższeń) pozwala na udział 2.5 tys zawodników - to trzeba się liczyć z tym, że chętnych jest zdecydowanie więcej i należy zarejestrować się z odpowiednim wyprzedzeniem. Potem wszystko już idzie z górki. Przy wyszukiwaniu noclegu warto zwrócić uwagę, czy w apartamencie jest dostęp do kuchni. Właściwa dieta to nieodłączny element życia kolarskiego. Gdy przygotowujemy, się żeby wystartować w ważnym wyścigu, trzeba starannie skomponować swoją dietę i przygotowywać własne posiłki na miejscu. Ważna jest też odpowiednia lokalizacja. Warto zweryfikować na mapie rzeczywistą odległość noclegu od miejsca startu i czas dojazdu, szczególnie jeśli start wyścigu zaplanowany jest na 8 rano. Ok 10 km to idealna odległość, by móc dotrzeć na start rowerem i przy okazji zrobić rozgrzewkę!
No to w drogę!
Zwykle na wyjazd zagraniczny wyruszam 2-3 dni wcześniej. Gdy mam do pokonania ponad tysiąc kilometrów muszę na to przeznaczyć cały dzień, a w tym wypadku (ponad 15 godzin) zdecydowałam podzielić podróż na 2 dni. W tym roku mam większy komfort podróżowania za sprawą klubowego Volkswagena Craftera i nie muszę się martwić, że zabraknie miejsca do pakowania. A oprócz roweru, ubrań i innych przydatnych do roweru rzeczy, zawsze zabieram dużo jedzenia. Warzywa, owoce, płatki, wcześniej upieczone porcje mięsa itp. itd. pozwalają mi sprawnie przygotowywać posiłki na wyjeździe oraz przetrwać długą podróż.
Będąc już na miejscu warto jeszcze tego samego dnia (jeśli jest odpowiednio wczesna pora) zrobić choćby godzinną przejażdżkę na rowerze, aby nieco rozprostować nogi po długiej podróży. Jako, że znałam trasę z ubiegłego roku, wykorzystałam godzinę przed zmrokiem do przejechania jednego z technicznych odcinków, których na trasie Roc Marathonu jest mnóstwo. Dzień przed wyścigiem to czas na ostatni trening i odpoczynek. Zwykle staram się nie przekraczać 2 godzin na zapoznawanie się z trasą, pilnuję też, by intensywność była stosunkowo niska, aby organizm odpowiednio zregenerował się po podróży i lekko się pobudził przed samym wyścigiem. Po załatwieniu formalności w biurze zawodów jest czas na relaks z widokiem na piękne morze, dobry posiłek i ostatnie przygotowania roweru do startu.
Ostatni start i wakacje!
Dzień zaczęłam o 5 rano od solidnego śniadania, bo przede mną był długi i wyczerpujący wyścig. O 7, kiedy za oknem panowała ciemność, ruszyłam na start - 12 km jakie dzieliło mnie od Frejus wykorzystałam na rozgrzewkę podążając na rowerze za moim klubowym Crafterem. Kilkanaście minut przed 8 na wielkim placu Nature Base stałam już w pierwszym sektorze. Obok mnie łącznie ponad 2 tys. uczestników maratonu. Zgodnie z przypuszczeniami wyścig był ciężki technicznie i fizycznie, pokonanie 82 km zajęło mi prawie 5 godzin! W tym roku miałam ogromną przyjemność wjechać na metę jako pierwsza kobieta :) Więcej o rywalizacji w Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team na Roc d'Azur.
Właściwie wieczorem powinnam już rozpocząć wakacje, ale coś mnie podkusiło, aby jeszcze dwa dni później wystartować w krótkim 40-km wyścigu Roc d'Azur (takie niby xc), mimo iż takie szybkie i płaskie wyścigi nie są moją mocną stroną. Nadmorskie Alpy są genialne na jazdę MTB, ilość singli i skalistych ścieżek jest przeogromna, więc uznałam, że będzie to dobra okazja, by jeszcze trochę pojeździć w tym terenie. Zmęczenie po maratonie czuć było w nogach, a jeśli tempo nadaje Julie Bresset to ciężko nadążyć... Ale po 2 godzinach można było już zacząć prawdziwe WAKACJE!
Ciepłe morze, świecące słońce, degustacja lokalnych specjałów itp. itd....