Blog: Michalina Ziółkowska
Pierwsze starty xc jako uzupełnienie przygotowań do maratonów MTB
Kategoria:
Sezon startowy powoli nabiera rozpędu. Początek wiosny to pierwsze wyścigi i związane z nimi pomieszane uczucia ekscytacji i niepokoju. Z jednej strony nie do końca wiadomo, czy praca wykonana zimą przyniosła oczekiwany efekt w postaci lepszej formy, z drugiej chciałoby się poczuć jej zwyżkę w stosunku do poprzedniego sezonu i czuć, że znów zrobiło się kolejny krok do przodu. Moje przygotowania w tym roku różnią się od lat poprzednich, a pierwsze starty traktuję jako nowe bodźce treningowe. Dlatego wynik jest sprawą mniej ważną, ale nie znaczy że nieistotną. Wiadomo, wyścig to wyścig, kto nie chciałby być pierwszy?
Po tygodniowej przygodzie z etapówką w roli głównej na Lanzarotte, kolejny miesiąc spędziłam w moich rejonach okołoślężańskich. Optymizm zaczerpnięty na słonecznej wyspie pozwolił mi spokojnie przertwać kolejne tygodnie mrozów i uporczywych wiatrów. Właściwie większość treningów towarzyszyła mi moja przełajówka, którą nie raz w błocie i chlapie wdrapywałam się na szczyt mojej ulubionej góry Ślęży! Czas mijał szybko, aż wreszcie przyszedł czas na ściganie, nieco nietypowe, bo w cross-country.
XC, Kamptal-Klassik-Trophy, powrót po 5 latach!
Wyścig cross-country w Langenlois jest mi bardzo dobrze znany, byłam tam po raz pierwszy w 2011 roku i przyznam, że jest to świetny wyścig na rozpoczęcie sezonu. Był to mój pierwszy zagraniczny start z licencją i dlatego tak dobrze utkwił mi w pamięci. Pętla wśród lokalnych winnic jest ciężka pod względem fizycznym - składa się z dwóch długich i sztywnych podjazdów. Uzupełniona o szybkie zjazdy potrafi dać nieźle w kość! Ten wyścig ma w sobie jeszcze jedną zaletę, jest to jeden z pierwszych w sezonie wyścig cross-country z kalendarza UCI, co sprawia, że przyciąga sporą rzeszę dobrych zawodnikczek. Na starcie można więc było liczyć na dobrą frekwencję i możliwość rywalizacji.
Poranek był wyjątkowo mroźny, zaszronione szyby w aucie nie zachęcały do wyjścia na rozgrzewkę, ale kilka warstw ubrań pomogło wygenerować nieco ciepła i rozgrzać mięśnie. Małe zamieszanie przy starcie sprawiło, że właściwie stałam w rzędzie z juniorkami, ale rozjazdówka była na tyle szeroka i długa, i pod górę, że specjalnie mnie to nie martwiło. Ruszyliśmy o 9, w połowie podjazdu udało mi się przesunąć w środek stawki. A potem kolejne 4 rundy moja pozycja pozostawała bez zmian. Skończyłam ten wyścig 18 w Elicie Kobiet, zwycięstwo należało do Barbary Benko (pełne wyniki). Obecna moja dyspozycja na więcej nie pozwoliła, ale ważniejsze dla mnie były odczucia. Przyznam, że dawno rower i wyścig nie dały mi tyle frajdy co właśnie w Austrii. To był dobry impuls przed kolejnym wyzwaniem.
Kamenjak Rocky Trails czyli Chorwacja po raz 5!
To już mój piąty, a z klubem Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team trzeci kolejny sezon, kiedy wybraliśmy się do Chorwacji. To świetne miejsce na początek sezonu, można liczyć na dobry, ciepły południowy klimat i bardzo dużą ilość kamieni! Festiwal trwa dwa dni, zaczyna go wyścig xc na bardzo technicznej i trudnej rundzie, a dzień później startuje maraton - co prawda brak tam gór, ale kamieniste wybrzerze i techniczne single rekompensują odrobinę ich brak. Pozytywne nastawienie wywiezione z Austrii zmącił nieco dokuczający mi kaszel, ale wydawało mi się, że jestem w pełni zdrowa.
Wystrzeliłam po starcie za faworytkami i właściwie to z rundy na rundę powiększała się pustka w moich nogach. Dojechałam 8, tracąc dwie pozycje na ostatniej rundzie, triumfowała Tanja Žakelj (pełne wyniki). No cóż, następnego dnia był jeszcze maraton, więc była cicha nadzieja, że odżyję. Maraton składał się z trzech 20-km rund. Pierwsza szła dobrze, byłam blisko 3 zawodniczki, ale później znów coś się zacięło i dwie kolejne rundy nie przebiegały tak szybko jakbym tego chciała. Na mecie byłam 6 (pełne wyniki). Po raz kolejny dotarło do mnie, że nawet niewielka infekcja podczas wyścigu, gdzie organizm pracuje na najwyższych obrotach, nie jest dobrym sprzymierzeńcem.
Czas na Bike Maraton, Miękinia czeka!
Po tygodniowym odpoczynku nadszedł czas na pierwszy wyścig w Polsce. Miękinia już czeka, deszcz pada od 2 dni, mokrzańskie lasy na pewno ugoszczą nas błotkiem. Do zobaczenia na starcie!