MTB Marathon w Międzygórzu - w końcu prawdziwy maraton mtb
Kategoria:
Międzygórze - niewielka malownicza miejscowość uważana za perłę Sudetów, położona u stóp Masywu Śnieżnika - było kolejnym, już przedostatnim w tym roku, etapem cyklu "prawdziwie górskich maratonów" Powerade Suzuki MTB Marathon. Dla mnie był to w tym sezonie pierwszy maraton z tego cyklu (nie licząc nieudanej próby startu w Głuszycy) i od razu dodam, że utwierdził mnie w przekonaniu, że seria MTB Marathon to takie prawdziwe górskie maratony, które pozostawiają w pamięci bardzo pozytywny ślad, pozwalają cieszyć się jazdą i jednocześnie podziwiać piękno gór, a po drodze jeszcze toczyć walkę z własnymi słabościami.
Dystans Mega - niby tylko 44km, ale za to 1700 metrów przewyższenia i po drodze schronisko pod Śnieżnikiem na wysokości 1257 m n.p.m. Zaczęło się zwyczajnie, pod górę, bo w końcu Międzygórze leży wśród gór :) Droga szeroka, szutrowa, wśród lasów, lekko pod górę, idealnie spełniała swoje zadanie - rozciągała peleton i rozpoczynała naturalną selekcję. I tak może ze 2km i 200 metrów przewyższenia do pierwszego zjazdu, a po nim następny podjazd, zjazd, podjazd, zjazd - wszystkie niepozorne tak po 100-200 m do góry i w dół, aż w okolicy 15km rozpoczęła się najdłuższa wspinaczka do wspomnianego schroniska pod Śnieżnikiem. W pewnym momencie szeroki szuter zamienił się w wąską ścieżkę z wystającymi kamieniami i korzeniami. Był to początek najprzyjemniejszej chyba części trasy. Gdy na horyzoncie wyłaniał się już zarys schroniska, było jasne, że teraz będzie już z górki :)
No i było i to jak! Szlaki turystyczne mają to do siebie, że są w żaden sposób nieprzewidywalne, można się spodziewać wszystkiego - kamieni, korzeni, uskoków, turystów itp itd... Dobra koordynacja i brak wyobraźni stawały się w tym miejscu sporym atutem :) I tak ładne parę kilometrów w dół. Trochę adrenaliny z pewnością było pomocne przed kolejnym podjazdem, który już czekał w dalszej części wyścigu. Trzeba przyznać, że nachylenie było niczego sobie i troszkę jeszcze trzeba było się napedałować, żeby zasmakować kolejnych zjazdów, już może nie tak efektownych, lecz bardziej na rozluźnienie i nabranie sił przed jednym z ostatnich podjazdów. A ten wymagał już lepszych technicznych umiejętności i sporej siły w nogach. Luźne kamienie wyraźnie utrudniały jazdę... Gdy rozpoczął się zjazd, wydawało się, że tak już będzie do mety, bo w niebywałym tempie mijało się kolejne tabliczki informacyjne 5km, 4km, 3km, 2km, 1km ... i nagle na drodze wyrosła ściana :) Jeszcze jeden podjazd, ale jako że przed metą to spokojnie można było wykrzesać jeszcze trochę sił i powalczyć z kamieniami i innymi wyrastającymi ze ścieżki przeszkodami. Na koniec ostatni techniczny zjazd, żeby jeszcze milej wspominało się maraton...... i meta :)
A jakby ktoś miał za małą wyobraźnię, to jeszcze polecam filmik - krótki ale treściwy:
Najszybszy na tym dystansie Mateusz Zoń (Kross Racing Team) uzyskał czas 02:21:51. Dystans Giga, liczący 73 kilometry i jeszcze dodatkowe 800 metrów przewyższenia najszybciej przejechał Bartosz Janowski (Dobre Sklepy Rowerowe – Author) - 03:46:27. Pełne wyniki.
Team Czasnarower.pl też brał udział w skromnym 3-osobowym składzie:
- Tomasz Ptak - 03:06:12 (Mega) / 70 msc open / 28 M3
- Paweł Twardy - 03:10:02 (Mega) / 81 open / 31 M2
- Wiesław Michalik - 01:58:38 (Mini) / 51 open / 22 M3